Zacharowa nie kryła, że Rosja uważa NATO za "najbardziej agresywny sojusz wojskowy we współczesności". Jak tę narrację udało jej się pogodzić z oficjalną linią komunikowania o "sukcesach" rosyjskiej armii w wojnie na Ukrainie?
Już trzeci rok Waszyngton i jego satelity pompują Ukrainę najemnikami i bronią, żeby przy jej pomocy Rosja poniosła, jak oni mówią, "strategiczną porażkę", żeby nasze zasoby zostały wyczerpane - skarżyła się Zacharowa.
Ławrow o planie Stoltenberga
Głos w rocznicę powstania NATO zabrał też szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow. Skomentował pomysł Jensa Stoltenberga na utworzenie funduszu dla Ukrainy o wartości 100 miliardów dolarów w ciągu pięciu lat.
Kraje zachodnie próbują zmusić wszystkie państwa członkowskie NATO do podpisania umowy o udzielenie obowiązkowej pomocy Ukrainie tak długo, jak Kijów będzie kontynuował walkę z Rosją - powiedział Ławrow, cytowany przez oficjalną, państwową agencję TASS.
Teraz, jak dodał, komentując plan szefa NATO Jensa Stoltenbergsa, "chcą przekształcić dobrowolną pomoc wojskową dla Ukrainy w obowiązkową pomoc wojskową pod auspicjami NATO", dodając, że w pomyśle tym chodzi o to, żeby "zmusić wszystkich członków NATO do podpisania się pod obowiązkowym dostarczaniem funduszy i broni reżimowi kijowskiemu poprzez surowe środki dyscyplinarne, tylko po to, aby mógł on kontynuować walkę z Rosją".
Z wyliczeń agencji TASS wynika, że od początku wojny na Ukrainie (TASS pisze o "specjalnej operacji wojskowej") "zagraniczne państwa i organizacje międzynarodowe przekazały Kijowowi pomoc o łącznej wartości ponad 150,8 mld dolarów". Prawie jedna trzecia – 48,5 mld dolarów "poszła na ukraińskie potrzeby wojskowe" - wynika z wyliczeń TASS - jak podano, opartych na oficjalnych oświadczeniach władz państw-darczyńców i na danych medialnych.
Prezydent Rosji Władimir Putin mówił wcześniej, że obecnie "potencjał wojskowy i zdolności prawie wszystkich głównych państw NATO są aktywnie wykorzystywane przeciwko Rosji". Minister obrony Rosji Siergiej Szojgu podkreślał z kolei, że Moskwa walczy nie tyle z ukraińskim wojskiem, co z "kolektywnym Zachodem".
Dziennikarz. W mediach od ćwierć wieku, pamiętający czasy, gdy papierowe gazety były jeszcze czarno-białe. Dziś zachwycony możliwościami, które daje internet. Uważa, że media powinny być jednocześnie i wolne, i szybkie. Oprócz polityki interesują go tematy społeczne i naukowe. Miłośnik gry słów i półsłówek - także w tytułach. W dzienniku.pl od kwietnia 2020 roku. Prywatnie dumny właściciel niebieskiego busika i przyjaciel psa Kluska.