Jego autor Marcin Koczor jest pewien, że choć Unii zostało jeszcze kilka miesięcy na wykonanie tych celów, to nie ma najmniejszych szans na ich spełnienie.

Reklama

Nie 85 proc., a ledwie 80 proc. mieszkańców UE ma wykształcenie co najmniej średnie. 15 zamiast 10 proc. młodzieży kończy naukę przedwcześnie. A jedynie 10 proc. (o 2,5 mniej, niż zakładano) kontynuuje naukę po 25. roku życia. W dodatku kraje Wspólnoty przeznaczają na naukę o wiele za mało środków - ledwie 1,9 proc. PKB, zamiast 3, jak planowano.

"Strategia lizbońska stała się świadectwem zacofania Europy. Nie tylko nie udało się nam pod względem nauki i technologii dogonić Stanów, to jeszcze w wyrosło nam kilka poważnych i szybko rozwijających się konkurentów na świecie, szczególnie Chiny i Indie" - uważa Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha.

Raport PISM podkreśla jednak, że na tle Europy całkiem nieźle radzi sobie Polska. U nas blisko 92 procent młodych ludzi jest absolwentami szkół średnich, tylko 5 procent przerywa naukę, mamy też coraz więcej absolwentów ścisłych kierunków studiów. "Zanotowaliśmy jeden z największych na całym kontynencie postępów w dziedzinie edukacji" - podkreśla dr Jacek Adamski, dyrektor departamentu ekonomicznego PKPP Lewiatan. "To jest ogromny sukces, ale z drugiej strony pod względem cyfryzacji czy nakładów na naukę i badania jesteśmy na głębokich peryferiach i tak niezbyt rozwojowej Europy" - dodaje.

Rzeczywiście, nasz budżet na badania i rozwój to ledwie trochę ponad 0,6 PKB, który wciąż pozostaje jednym z najniższych w całej UE.

Strategię lizbońską w tym roku zastąpi nowy plan UE2020. Ma on zwiększyć zatrudnienie i wzrost gospodarczy w Europie, koncentrując się na inwestycjach w badania i innowację, gospodarkę zieloną i opartą na wiedzy. Jeśli będzie realizowany równie ochoczo jak strategia lizbońska, nie USA mają się czym przejmować.

"I niestety obawiam się, że jeżeli jego wykonanie będzie podobne do strategii lizbońskiej, to stanie się on nekrologiem dla Europy" - mówi Sadowski.