Dziennik Gazeta Prawana logo

Policjant na gwałt potrzebny

5 listopada 2007, 23:21
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Próbowałeś dostać się do policji, ale ci się nie udało? Nie szkodzi, lada dzień mogą do ciebie zadzwonić i zaproponować pracę. Policja cierpi na brak ludzi i aby uzupełnić niedobory bierze nawet tych, których wcześniej nie chciała. Jednym słowem - polskich absurdów ciąg dalszy - pisze DZIENNIK.

"Dzwonimy do ludzi, którzy już kiedyś próbowali się dostać, ale im się nie udało. Tylko, że tych ludzi już nie ma. Albo wyjechali, albo znaleźli już inną pracę" - przyznaje DZIENNIKOWI podinsp. Jarosław Galach, zastępca komendanta powiatowego policji w Szczecinku. W jego jednostce pracuje 125 funkcjonariuszy, a powinno być o 28 więcej.

Do niedoszłych kandydatów dzwonią też kadrowcy z Komendy Wojewódzkiej w Szczecinie. Tak się dzieje w całej Polsce: w komendach wojewódzkich od sierpnia sprawdzane są listy kandydatów, którym nie powiodło się podczas poprzednich naborów. Ci, którym noga powinęła się na teście z wiedzy albo ze sprawności fizycznej - dostają zaproszenie do ponownego złożenia papierów.

Policja ma problemy, bo co roku ze służby odchodzi więcej mundurowych, niż się do niej zaciąga. Nie pomogło nawet poluzowanie zasad naboru wprowadzone rok temu - z testów z wiedzy ogólnej zniknęły wtedy pytania o kulturę i naukę, na sprawdzianie fizycznym kandydata mógł np. potrącić przeskakiwany płotek.
4 października wejdzie w życie rozporządzenie szefa MSWiA o nowych zasadach naboru - będzie prowadzony przez cały rok. Jeśli kandydat zaliczy wpadkę, wystarczy, że odczeka 30 dni, by ponownie móc starać się o przyjęcie do służby. Wszystko po to, by zapchać dziurę 6150 wakatów w 103 tysiącach policyjnych etatów. "Każdy sposób jest dobry, żeby uzupełnić braki" - przyznaje rzecznik komendanta głównego policji podinspektor Mariusz Sokołowski. "Oczywiście, nie za wszelką cenę. Jeżeli zapraszamy osoby, którym wcześniej się nie powiodło, to nie oznacza, że obniżamy im poprzeczkę, bo nadal muszą sprostać określonym wymaganiom" - dodaje w rozmowie z DZIENNIKIEM.

Problem również w tym, że braki nie rozkładają się równo, niektóre jednostki są wręcz zdziesiątkowane, jak np. na Śląsku - w Zabrzu pracuje 342 policjantów, brakuje 44; w Bytomiu na 384 nie ma 45 funkcjonariuszy. W całym województwie wolnych jest ponad 800 policyjnych etatów. "To tyle, ilu jest policjantów w całej Częstochowie. Proszę sobie wyobrazić to miasto całkowicie ogołocone z funkcjonariuszy, bez komisariatów, bez radiowozów" - tłumaczy DZIENNIKOWI Wiesław Budak, wiceprzewodniczący zarządu wojewódzkiego NSZZ policjantów woj. śląskiego. Co można zrobić w takiej sytuacji? Jego koledzy z Wałbrzycha poradzili sobie z brakami, skupiając ludzi tam, gdzie są najpotrzebniejsi.

"Raz w tygodniu odbywa się narada komendanta z szefami poszczególnych komisariatów. Jeśli gdzieś wzrasta liczba kradzieży samochodów, przesuwamy tam ludzi z innych jednostek" - mówi DZIENNIKOWI Jerzy Rzymek, rzecznik wałbrzyskiej komendy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj