Dziennik Gazeta Prawana logo

Angielski potrzebny całej Polsce

16 lipca 2008, 12:57
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Ministerstwo Edukacji broni pluralizmu językowego w szkołach podstawowych. W przesłanym do DZIENNIKA liście resort podtrzymuje swoją politykę odstąpienia od obowiązkowego angielskiego dla klas pierwszych, argumentując to m.in. dużym zapotrzebowaniem na niemiecki na Śląsku i na rosyjski na Podlasiu. Sprawdziliśmy: to kolejny mit językowy - stwierdza DZIENNIK.

W obu regionach popyt na anglojęzyczność jest co najmniej tak samo duży jak w pozostałej części kraju. Rozmówcy DZIENNIKA oskarżają tymczasem resort, że nie kieruje się wcale zapotrzebowaniem, tylko broni etatów dla germanistów i rusycystów.

„Resort edukacji nie może bagatelizować sygnałów płynących z różnych regionów Polski”- pisze Ministerstwo Edukacji w komunikacie przesłanym do redakcji. To odpowiedź na teksty, w których gazeta alarmuje, że wbrew wcześniejszym zapowiedziom, język angielski nie będzie obowiązkowy już od pierwszych klas szkoły podstawowej.

Według MEN „rodzice, nauczyciele i dyrektorzy szkół z Podlasia oczekują, aby uczniowie uczyli się języka rosyjskiego” zaś doniesienia ze Śląska mówią „podobnie o oczekiwaniach dotyczących języka niemieckiego”. Ministerstwo Katarzyny Hall utrzymuje, że wprowadzając powszechny angielski, postąpiłoby wbrew „lokalnemu zapotrzebowaniu i lokalnym tradycjom”.

DZIENNIK sprawdził dane z matur ze Śląska i Podlasia. W województwie śląskim w tym roku angielski wybrało 83 proc. uczniów, na Podlasiu - 80 proc. W całym kraju średnia wynosi 79,9 proc., nic nie wskazuje więc, by w obu regionach popyt na anglojęzyczność był mniejszy. Natomiast, jak mówi Ryszard Pszczółkowski z kuratorium w Białymstoku, z roku na rok spada popularność rosyjskiego.

Na Śląsku gazeta dotarła do jeszcze innych danych – na portalu Pracuj.pl województwo ma największy w Polsce (61 proc.) odsetek ofert pracy, w których wymagany jest angielski. Na Mazowszu procent ten wynosi 56.

Według części rozmówców DZIENNIKA przyczyną, dla której spory odsetek dzieci nie będzie uczony angielskiego od pierwszej klasy, jest nadreprezentacja nauczycieli języków innych niż angielski. "Nie ma co zrobić z tysiącami etatów germanistów i rusycystów, których szkoły musiałyby się pozbyć" - mówi anonimowo pracownik departamentu kształcenia ogólnego i wychowania w MEN.

Samo ministerstwo przyznaje, że jego decyzje to element polityki kadrowej, bo - jak argumentuje - wprowadzając „obowiązkowy, a niechciany język angielski MEN i dyrektorzy szkół stanęliby przed problemem utraty pracy przez wielu nauczycieli germanistów”.

Poza ministerstwem trudno znaleźć apologetów jego polityki wielojęzyczności. "Ten system pozbawi wiele dzieci szans na dobrą pracę, bo angielski będzie w przyszłości wymagany jeszcze częściej" - prognozuje ekonomista Henryk Michałowicz z Konfederacji Pracodawców Polskich.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj