*: Ból zawsze wpływa negatywnie na człowieka. Udowodniono, że nawet noworodki pamiętają ból. Zauważono, że te, które były na oddziale regularnie poddawane bolesnym
badaniom, po kilku dniach doskonale wiedziały, kiedy zbliża się czas, że znów będą kłute, bo nagle przyspieszało im bicie serca, robiły się niespokojne.
**: To, jak traktujemy noworodka, procentuje w jego późniejszym życiu. Jeśli jest narażany na częsty i niepotrzebny ból, potem będzie bardziej wrażliwy i mniej odporny na wszelkie bodźce bólowe. Naukowo zostało dowiedzione, że nawet płód odczuwa ból. Dziecko, które przychodzi na świat, ma w pełni wykształcone receptory bólu i czuje go jak dorosły.
MK: Jest wiele procedur, które sprawiają ból. Chociażby obowiązkowe szczepienia, domięśniowe podanie witaminy K, pobranie krwi z pięty do badań przesiewowych. Z tego nie można zrezygnować,
ale można zniwelować ból z nimi związany.
JS: Chociażby w przypadku witaminy K, którą wstrzykuje się tuż po narodzinach. W wielu krajach, np. we Francji, jest ona dostępna w formie doustnej.
MK: Ból związany ze szczepieniem można wyeliminować, naklejając dziecku godzinę wcześniej plaster ze środkiem przeciwbólowym. Niestety, ten środek nie sprawdza się w przypadku pobrania
krwi z pięty, bo tam boli nie tyle wkłucie, co ucisk igły na tkankę.
MK: Pięta to najlepsze miejsce, bo wystarczy jedno ukłucie, aby pobrać wystarczającą ilość krwi. Dzięki temu możemy wcześniej wykryć poważne choroby, które w pierwszych dniach życia nie
dają objawów klinicznych. Są jednak proste sposoby, aby i to przykre doświadczenie zminimalizować. Na noworodka uspokajająco działa obecność matki. Wystarczy położyć go na brzuchu mamy
albo pobrać krew podczas karmienia piersią.
MK: Niestety nie. Bardzo często spotykamy się z tym, że dzieci na badania przesiewowe czy szczepienia zabierane są do gabinetów zabiegowych. To zupełnie nieuzasadnione. U zdrowego dziecka
wszystkie konieczne badania powinny być wykonywane przy matce. Czasem pielęgniarki tłumaczą, że mama boi się, że nie chce słyszeć płaczu dziecka. A to tylko kwestia prawidłowego
wytłumaczenia matce, o co chodzi.
JS: Do wyjątków należą przypadki, kiedy matka nie chce być przy badaniu dziecka. Powinniśmy pozwalać rodzicom być nawet przy poważniejszych zabiegach, jak np. zaintubowanie noworodka, żeby wspomóc jego oddychanie.
MK: Tylko, żeby wytłumaczyć matce, jak ważna jest jej obecność, trzeba znaleźć czas, dostosować przekazywane jej informacje do jej poziomu i stanu psychicznego po porodzie. Niestety nikt na studiach nie uczy, jak to robić. Poza tym, wielu lekarzy boi się patrzenia im na ręce. A obecność bliskiej osoby nie tylko korzystnie wpływa na dziecko, ale i samemu rodzicowi pozwala lepiej zrozumieć działania lekarzy.
JS: W dodatku na oddziale noworodków wiele badań można wcześniej zaplanować, a więc i odpowiednio wcześnie znieczulić miejsce wkłucia.
MK: Ale my i tak go stosujemy. Nie widzę powodu, by tego nie robić, skoro te środki działają.
MK: Oczywiście. Wszelkie procedury noworodkowe NFZ wycenił skandalicznie nisko, więc szpitale, które mają kłopoty finansowe, nie bawią się w kupowanie kremu. Niektóre proszą o to rodziców,
ale tak nie powinno być. Znieczulanie kremem przy ukłuciach powinno być standardem jak w innych krajach. I nie przekonują mnie tłumaczenia, że są ważniejsze potrzeby. Noworodki to szczególna
grupa. Powtórzę: tak jak je traktujemy, zaprocentuje w całym ich życiu.
MK: Np. odśluzowywanie noworodka, podczas którego trzeba założyć cewnik do żołądka lub krtani. Jest to bardzo nieprzyjemne i rzeczywiście staramy się to robić w ostateczności. Przyznam,
że rzeczywiście wiele badań wykonuje się mechanicznie, bez zastanowienia.
JS: W Polsce jest to nierealne, bo mamy nie tylko inną organizację pracy na oddziałach, ale jest mniej lekarzy. Niemniej jednak każdy lekarz powinien od czasu do czasu uczestniczyć w robieniu
badań wymagających wkłucia. Wtedy każda decyzja o zleceniu kolejnych badań jest bardziej przemyślana.
MK: Nie tak bardzo, wiele rzeczy się zmienia. My również tak jak w wielu krajach Europy stosujemy metody, które pozwalają zniwelować wiele niekorzystnych sytuacji, na jakie jest narażony noworodek, szczególnie na oddziale intensywnej terapii. Na przykład w szpitalu w Brukseli, żeby nie niepokoić wcześniaka leżącego w inkubatorze, szuflady z jego rzeczami otwierają się tylko na zewnątrz sali. My zaś stosujemy przykrywanie inkubatorów kołderką. To niby drobiazg, ale bardzo ważny.
JS: Kiedy byłam w szpitalu w Madrycie, na oddziale patologii noworodka, gdzie w inkubatorach leżały najmniejsze dzieci, mówiło się tam tylko szeptem. Bo dla takiego maleństwa przykre są nawet takie doznania jak ostre światło czy hałas.
MK: To są jeszcze w Polsce nowe rzeczy i nie zawsze możliwe do zrealizowania, szczególnie w szpitalach, gdzie jest bardzo dużo dzieci. Trzeba by o tym pomyśleć już podczas planowania budowy szpitali. To, jak się u nas traktuje noworodki, wynika nie tylko z chęci czy nastawienia lekarzy. Częściej brakuje właściwego sprzętu i pieniędzy.
*Joanna Seliga, robi specjalizację z neonatologii, pracuje w Klinice Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka w warszawskim Szpitalu Klinicznym im. ks. Anny Mazowieckiej
**Prof. Maria Kornacka, pediatra i neonatolog, kierownik Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego