. Główna wygrana to 250 tys. zł. . Potem prowadzący wybiera te, które zostaną zadane przed kamerą. Odpowiadając zgodnie z prawdą na kolejne z nich, gracz gromadzi na swoim koncie pieniądze.
Może w każdej chwili zrezygnować. . W studiu na wyeksponowanej kanapie siedzą bliscy zawodnika.
>>>Przyznała się na wizji, że bije dziecko
W "Momencie prawdy" bezustannie padają pytania odsłaniające najskrytsze tajemnice zawodników. ". Uczestnik zaprzeczył w obecności swojej ukochanej. Inna z kobiet przyznała się do zdrady męża, potwierdzając, że nie było w jej życiu mężczyzny, którego by nie zdradziła. Z kolei .
. Kobieta odpowiadająca na pytania wyznała, że czuje się niekochana i że zasługuje na lepszego męża. Małżonek siedzący na kanapie starał się nie tracić rezonu. "Jeżeli chce, może poszukać szczęścia. Dasz palec, będzie chciała rękę, z każdą kobieta tak jest" - kontrował. Ostatecznie kobieta odeszła z programu z niczym, bo według wariografu skłamała, odpowiadając "tak" na pytanie: "Czy potrafisz wyobrazić sobie życie bez swojego męża?". .
>>>Satyryk przegrał z wykrywaczem kłamstw
Bliscy gracza mają możliwość jednorazowego protestu, jeśli nie chcą usłyszeć odpowiedzi na zadane pytanie. Mąż kobiety poderwał się z miejsca, kiedy Zygmunt Chajzer przeczytał pytanie: "Czy kiedykolwiek mąż uderzył cię w obecności dzieci?". Zgodnie z regulaminem natychmiast zadano inne pytanie.
. Są ludzie, którzy wielu rzeczy nie potrafią powiedzieć bliskim wprost. Potrzebują do tego swego rodzaju tuby, więc zgłaszają się do nas" - mówi Małgorzata Stanowska, PR manager programu.
"
Urszula Jarecka*: Żartuje pani? To straszne, żałosne widowisko.
Absolutnie nie! Jeśli ktokolwiek wierzy, że poprzez udział w tym widowisku załatwi coś, przekaże komuś jakąś prawdę, o której nie miał wcześniej odwagi powiedzieć, to producenci
programu po prostu nadużywają jego zaufania. Nie ma czegoś takiego jak terapia na wizji, terapia jest czymś bardzo intymnym. Pomaga człowiekowi dojść do równowagi, a tu ludzie wychodzą ze
studia i wracają do własnego życia, często pełni gniewu na siebie, swoich bliskich. Tu nie ma pozytywnego zakończenia. Tym bardziej że zadawane pytania są nastawione na skonfliktowanie gracza
z bliskimi siedzącymi na kanapie w studiu.
Ale w tym programie gra się o pieniądze. Jeśli ta kobieta sądziła, że w ten sposób podniesie swoje poczucie wartości, to trafiła w złe miejsce. Ludzie nie zdają sobie sprawy z własnych
ograniczeń i wrażliwości. Uczestnicy "Momentu prawdy" są krzywdzeni. Kobieta, o której mówimy, w żadnym wypadku nie powinna być potem pozostawiona sama sobie. Przecież
jeśli w jej małżeństwie coś nie grało, to jestem przekonana, że po tym, co stało się na wizji, jej związek zupełnie się rozpadnie.
To żer dla wszystkich ciekawskich, którzy lubią podglądać cudze życie. Tego typu programy wyrządzają wiele złego. Od banalizacji i ośmieszania terapii po chociażby - jak w przypadku
"Momentu prawdy" - podważenie zaufania dla skuteczności badania wariografem.
*Urszula Jarecka, socjolog kultury