Dziennik Gazeta Prawana logo

Pięć minut Gomułki

13 kwietnia 2009, 17:06
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
Kiedy na początku września 1948 roku Władysław Gomułka, oskarżony przez współtowarzyszy o "odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne", po raz drugi składał samokrytykę na posiedzeniu Polskiej Partii Robotniczej (PPR), mógł się spodziewać najgorszego: więzienia, a nawet kary śmierci. Tymczasem po ośmiu latach politycznej emerytury "Wiesław" triumfalnie powrócił do władzy...

Historia Gomułki pozostaje zjawiskiem wyjątkowym na tle losów innych przywódców komunistycznych. Co prawda, pod koniec 1948 roku został odsunięty od centrum władzy, a w ramach degradacji powierzono mu ciepłą posadkę wiceprezesa Najwyższej Izby Kontroli, a następnie wicedyrektora oddziału ZUS. W tym samym mniej więcej czasie w Budapeszcie torturowano László Rajka, a w Czechosłowacji zamordowano Rudolfa Slánskýego. W sierpniu 1951 roku Gomułka został aresztowany, ale nie trafił do prawdziwego więzienia, tylko do willi Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w podwarszawskim Miedzeszynie, nie był tam ani bity, ani torturowany. Nie wszczęto nawet w jego sprawie formalnego śledztwa i nie wysunięto oskarżeń. Nie za bardzo wiedziano, co z zatrzymanym zrobić. Czas działał na jego korzyść. W ZSRR i w całym bloku wschodnim od 1954 roku dało się odczuć postępującą odwilż i kryzys systemu stalinowskiego. Przełomem stała się krytyka stalinizmu dokonana przez Nikitę Chruszczowa. Wywołała szok w elitach politycznych, a za szokiem poszły też zmiany.

W kierownictwie PZPR uformowały się dwa obozy, tzw. natolińczycy (nazwa od pałacyku rządowego w Natolinie) i puławianie (od miejsca ich spotkań przy ul. Puławskiej w Warszawie). Ci pierwsi reprezentowali odłam ortodoksyjny i nacjonalistyczny, choć nie wykluczali postalinowskich reform. Drudzy pokazywali bardziej "ludzką" twarz komunizmu, flirtując z inteligencją i obiecując zmiany, choć w istocie ich liberalizm był bardzo ograniczony. Kartą przetargową w rywalizacji obu środowisk stał się Gomułka.

Pozycję Gomułki wzmacniały wypadki losowe i niepokoje społeczne. Bolesław Bierut zmarł w Moskwie, a jego następcą został bezbarwny Edward Ochab. Gdy w Poznaniu w czerwcu wybuchł robotniczy protest, potrafił jedynie nasłać na demonstrujących dwie dywizje pancerne oraz dwie dywizje piechoty i rozpocząć masakrę. W obliczu tej ludzkiej i propagandowo-politycznej klęski zmiany na szczycie władzy były już nieuniknione, choć premier Cyrankiewicz w stalinowskim tonie grzmiał o "odrąbaniu ręki" wrogom "klasy robotniczej". Komunistyczny reżim zmierzał ku rozpadowi, stracił ideologiczną spójność i moc oddziaływania. Jedynym ratunkiem były głębokie (przynajmniej w deklaracjach) reformy i postawienie na przywódcę, który cieszyłby się społecznym poparciem. Kimś takim był Gomułka, otoczony nimbem ofiary stalinowskich prześladowań i obrońcy polskości.

Po poznańskim czerwcu zarówno puławianie, jak i natolińczycy zintensyfikowali negocjacje z Gomułką. Ten rozmawiał twardo: chciał być niezależny od obu grup i zdobyć pełnię władzy. Wbrew nadziejom Polaków nawet przez chwilę nie pomyślał o dogłębnej reformie państwa, o rezygnacji z socjalizmu czy uniezależnieniu od Moskwy. Pragnął jedynie nieco "unarodowić" polski komunizm i wyzwolić swoją "robotniczą ojczyznę" od "błędów i wypaczeń" stalinizmu. O tym, że Gomułka nie jest mężem opatrznościowym, społeczeństwo miało się przekonać już po kilku miesiącach jego rządów. Od września 1956 roku w kręgach partyjnej wierchuszki zaczęto głośno domagać się jego powrotu do polityki, o czym informowała nawet prasa. Gomułka - jako gość - 12 października wziął udział w posiedzeniu Biura Politycznego PZPR, na którym wystąpił z żądaniem oddania mu funkcji I sekretarza partii oraz usunięcia Hilarego Minca i Konstantego Rokossowskiego z Biura Politycznego. Kilka dni później wszedł do komisji przygotowującej skład personalny BP, w którym przewagę zyskali puławianie. Najważniejszym uzgodnieniem był wybór Gomułki na I sekretarza partii oraz dokooptowanie do kierownictwa jego współpracowników. Tak się stało na VII Plenum KC PZPR, które odbyło się w listopadzie 1956 roku.

Takie decyzje - co było niezwykłe dla całego bloku wschodniego - podjęto samodzielnie, bez pytania Moskwy o zgodę. Rozwścieczyło to Nikitę Chruszczowa. Stacjonujące w Polsce wojska radzieckie (Północna Grupa Wojsk Radzieckich) ruszyły z Pomorza i Dolnego Śląska w kierunku Warszawy. Na ich przyjście czekały pod bronią nie tylko polskie oddziały, ale też robotnicy kilku zakładów. Z groźbą interwencji zbrojnej na ustach 19 października Chruszczow przybył na warszawskie lotnisko w otoczeniu wysokich notabli, w tym Wiaczesława Mołotowa i marszałka Iwana Koniewa. Spanikowani członkowie KC PZPR, którzy przerwali dopiero co rozpoczęte obrady, stawili się w pośpiechu na powitanie. Nastąpiła pełna dramatyzmu konfrontacja: wściekły Chruszczow już na płycie lotniska wrzeszczał i wymachiwał pięściami. Zignorował Gomułkę, udając, że go nie poznaje, Edwarda Ochaba, dotychczasowego I sekretarza partii, wyzwał od "sprzedawczyków" i padł w objęcia marszałka Rokossowskiego, jak powszechnie uważano, radzieckiego "namiestnika" wojskowego w Polsce. Rozjuszonego przywódcę radzieckiego zawieziono do Belwederu. Kiedy sowieckie kolumny pancerne zbliżały się do Warszawy, załoga fabryki żerańskiej deklarowała walkę do upadłego. Do powstrzymania "sojuszników" szykowało się 3000 robotników i część zdezorientowanego Wojska Polskiego. Jak twierdził I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR, robotnicy otrzymali od Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) 800 sztuk broni palnej, granaty i kilka karabinów maszynowych. Informacja ta jest dzisiaj podawana w wątpliwość i traktowana jako zabieg propagandowy partii, która chciała być odbierana jako współpracująca z klasą robotniczą. Faktem jest jednak, że broń palną i koktajle Mołotowa na Żeraniu przygotowywano, a nastroje były naprawdę bojowe. Tymczasem Gomułkę w trybie pilnym włączono w skład Biura Politycznego. W końcu udało się Chruszczowa udobruchać: zgodził się zaakceptować Władysława Gomułkę jako rządzącego krajem, ten zaś solennie zapewniał o nienaruszalności "sojuszu" z ZSRR i budowie socjalizmu nad Wisłą. Wpływ na decyzję Chruszczowa miała też reakcja Pekinu, który ostro sprzeciwił się interwencji sowieckiej w Polsce. Kiedy 20 października przed godziną siódmą radziecka delegacja odleciała do Moskwy, a "bratnie" oddziały dostały rozkaz odwrotu, Gomułka odetchnął z ulgą. W Polsce zażegnano groźbę wybuchu konfliktu - kilka dni później rozpoczęło się powstanie na Węgrzech.

Po uspokojeniu sytuacji zewnętrznej nowy przywódca partii zabrał się do tonowania rozbudzonych emocji społecznych. W całym kraju odbywały się niezliczone zebrania i wiece popierające zmiany w Polsce. Ożywiły się samorządy, a wiele organizacji oraz instytucji zmieniało skompromitowany skład personalny. W Warszawie tonował nastroje robotnik FSO na Żeraniu Lechosław Goździk, świetny orator. Gomułka mógł się cieszyć z poparcia, ale spontaniczne działania społeczne wywoływały w kręgach władzy strach i były na dłuższą metę nie do zaakceptowania w totalitarnym państwie. Niemniej "Wiesław" musiał iść na ustępstwa: podczas wznowionych obrad plenum KC wyraźnie skrytykował dotychczasową politykę gospodarczą i rolną, w wyniku tego zaczęto masowo rozwiązywać (wbrew oczekiwaniom Gomułki!) spółdzielnie produkcyjne. Zapowiedział ochronę indywidualnych gospodarstw, zniesienie obowiązkowych dostaw, poparł ideę samorządów robotniczych (z której szybko zrezygnował) oraz przyznał, że bunt robotniczy w Poznaniu był usprawiedliwiony. Co więcej, skrytykował kult jednostki, uznał także istnienie różnych dróg prowadzących do socjalizmu. Te deklaracje wywołały społeczną euforię, choć przecież program nowego kierownictwa partii był ograniczony, a proponowane reformy - kosmetyczne. Nie zwracano uwagi na to, że jednocześnie Gomułka zapowiadał brak podwyżek pensji i przekonywał: nie pozwolimy nikomu wykorzystywać procesu demokratyzacji przeciwko socjalizmowi.

Z perspektywy czasu to, że pod koniec października 1956 roku Gomułka cieszył się w Polsce porównywalną popularnością, co Piłsudski w latach 1918-1919 czy Lech Wałęsa na początku lat 80., może się wydać szokujące. Przemówienia wygłoszonego przez niego w Warszawie 24 października uważnie słuchało kilkaset tysięcy ludzi. Przywódca nawoływał do zaprzestania wiecowania i wzięcia się do pracy - jego apel przyjęto za dobrą monetę. Widziano w nim przede wszystkim ofiarę "błędów i wypaczeń" i obdarzono go bezprecedensowym kredytem zaufania społecznego. Tym samym rozwój wypadków w Polsce przybrał zupełnie inny kierunek niż na Węgrzech, gdzie sytuacja się zaostrzała, a skala wprowadzanych reform stała się nie do przyjęcia dla Moskwy. Pierwsze czołgi wjechały do Budapesztu 24 października. Silny opór zmusił je do odwrotu, jednak 4 listopada wróciły, rozpoczynając inwazję radziecką na Węgry. Po kilku dniach powstanie zostało stłumione. Jeśli więc polski październik ’56 kojarzył się ludziom z sukcesem i nadziejami na lepsze życie w "socjalizmie z ludzką twarzą", to węgierski rok 1956 jest wspomnieniem klęski i nawrotem stalinowskich rządów.

Ceną za "sukces" była wierność Moskwie i rezygnacja z poważniejszych reform. To dlatego najważniejszym celem Gomułki stało się uspokojenie rozpolitykowanego społeczeństwa. Towarzysz "Wiesław" stosował przy tym metodę kija i marchewki: z jednej strony uwolnił kardynała Wyszyńskiego, przywrócił (nie na długo) lekcje religii w szkołach czy też oddał "Tygodnik Powszechny" dawnej redakcji, ale z drugiej strony dbał o zachowanie i wzmocnienie "kierowniczej roli partii", systemu nomenklatury, centralistycznej gospodarki, a także cenzury. Węgierskie memento było zbyt groźne: Gomułka robił wszystko, by nie stracić zaufania Moskwy, co implikowało zgodę na pełne uzależnienie od Wielkiego Brata. W połowie listopada polska delegacja wyjechała do Moskwy na kolejną turę negocjacji z Chruszczowem, podczas której m.in. zrezygnowała z zapłaty za polski węgiel eksportowany do ZSRR w czasach Stalina.

Najbystrzejsi obserwatorzy sceny politycznej jeszcze pod koniec roku zdali sobie sprawę, że marzenia o nowej Polsce są iluzoryczne. Przy układaniu list kandydatów do wyborów parlamentarnych przewidzianych na styczeń 1957 roku przepadł m.in. popularny przywódca ruchu robotniczo-inteligenckiego Lechosław Goździk, autentyczny "głos" robotników. Kiedy 14 lat później Gomułka zostanie zmuszony do odejścia po kompromitacji w marcu 1968 i grudniu 1970 roku, będzie już kojarzony tylko z szarą "małą stabilizacją", stetryczałym systemem i dogmatycznym uporem. O jego "pięciu minutach" w okresie odwilży niewielu będzie pamiętało.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj