Śmierć ojca zabrała mi wiarę
Moja rodzina zawsze była chrześcijańska, katolicka. Można powiedzieć więc, że wiarę wyniosłem z domu. Tylko że ta wiara - gdy się jej nie pielęgnuje, nie rozwija - zanika.

Miałem 16 lat, gdy śmierć zabrała mojego ojca. Przeżyłem to bardzo. Przez gniew i łzy powiedziałem: "Boga nie ma". I uwierzyłem w to. Przez 20 lat żyłem w duchowej ciemności. Bez Boga, bez wiary. I myślałem, że tak mi jest dobrze.

Bóg dał mi jeszcze jedną szansę
Jednak otrzymałem od Niego szansę, otrzymałem raz jeszcze dar wiary. To było w kościele św. Jacka w Chicago. Za rękę wprowadziła mnie do niego moja przyszła żona. Ja wszedłem tam właściwie tak z grzeczności dla tej pięknej dziewczyny. Była Wielkanoc, czas święcenia pokarmów. Była tam cała Polonia, wszyscy patrzyli na mnie tak życzliwie. Ta msza odmieniła mnie. Wyszedłem z tego kościoła odmieniony.

Zobaczyłem tam dwie postawy - ludzi rozmodlonych, wzruszonych, ze łzami w oczach ściskających w rękach różańce. I tych pysznych, manifestujących wiarę tak na pokaz. Zderzenie tych dwóch postaw wstrząsnęło mną. Jeszcze bardziej wstrząsnęły mną słowa znajomego zakonnika z tej parafii, który często przychodził na moje amerykańskie koncerty posłuchać, jak śpiewam.

Cały czas żułem tę gumę, a on do mnie mówi: "Krzysiu, ale nie żuj tu gumy, tu jest Dom Boży". Te karcące słowa, takie proste, zmieniły we mnie wszystko. Chwilę później byłem w domu mojej przyszłej teściowej: "Klementyna, czy ty masz jakąś książeczkę do nabożeństwa". Zaczytałem się w niej. I Bóg do mnie przyszedł.

Mówię do Boga własnymi słowami
Najważniejsza jest rozmowa z Bogiem. Ja prowadzę ją codziennie. I odmawiając "Ojcze nasz", i mówiąc do Boga swoimi słowami. Wiem, że to rozmowa z kimś wyjątkowym. I nie ukrywam, że często jest to rozmowa interesowna, gdy Boga proszę o łaskę, o wstawiennictwo. Ale też wiem, że on ode mnie oczekuje tej rozmowy. I chce, żebym do niego mówił normalnie, nie oklepanymi formułkami.

Bo ta nasza modlitwa to czasami jest jak taki folklor, tradycja. Z tego wiele nie wynika, bo wtedy tak naprawdę nie łączymy się z Bogiem. A mnie niedawno pewien bardzo mądry człowiek zasugerował, żeby do Boga nie gadać formułek, tylko skupić się i rozmyślać, wpatrując się w twarz Chrystusa.

Rozśmiesz Pana swoimi planami
Bogu zawdzięczam w życiu wiele rzeczy. Niezbadane są jednak jego wyroki. Gdy mieszkałem w Ameryce, strasznie chciałem tam odnieść sukces. Pamiętam taką scenę, gdy w studiu nagraniowym Davida Briggsa, który był aranżerem Presleya, tak się modliłem: „Pomóż mi Panie, tak chciałbym w tej Ameryce coś osiągnąć”. I byłem pewny, że wszystko będzie dobrze, tak dobrze te nagrania szły. Jednak Bóg miał inne plany. Usłyszałem to wyraźnie: „Wracaj, człowieku do Polski, tam jest twoje miejsce...”. Wróciłem.

Tak mi się to przypomniało niedawno, gdy proboszcz mojej parafii cytował podczas kazania słowa Woody'ego Allena: „Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach na przyszłość”. Wiele w tych słowach mądrości, sprawdzają się w życiu - wszystko w nim zależy bowiem od Boga.

To wszystko od Niego
Dzięki swej wierze udało mi się w życiu wyjść z wielu opresji. Z lekomanii, z innych słabości. Stałem się dzięki niej silniejszy. Gdy żona była ciężko chora, wiem, że to Bóg oddał jej zdrowie. Gdy miałem z rodziną ciężki wypadek samochodowy, to to, że żyjemy, również jest jego ingerencją. I niech ktoś nie myśli tak, że Krawczyk uderzył się głową w kierownicę i teraz tak o Bogu cały czas mówi. Ja o tym zwykle nie mówię. To mojej wyznanie dzisiejsze jest nawet dla mnie czymś niezwykłym... Ale o Bogu zawsze mówi się w niezwykły sposób.

Te dni wyjątkowe
Nachodzi okres Bożego Narodzenia. I czuję, że nadchodzą dni wyjątkowe. Cały jestem nakręcony, wiem, że za chwilę rozpocznie się niezwykłe misterium. Przyjdzie do nas Bóg. Bóg, który jest dla nas drogą.