p
Awraham B. Jehoszua*
Dwa modele żydowskiej tożsamości
Podczas dyskusji nad proponowanymi zmianami w nauczaniu syjonistycznej historii i związaną z tym groźbą podważenia syjonistycznych mitów, w dzienniku "Haaretz" ukazał się dziwny i zarazem poruszający list. Jego autor przyznawał, że w badaniach historycznych chodzi o dotarcie do prawdy, zarazem wyraził obawę, że prawda ta może zagrozić wielu ważnym żydowskim i syjonistycznym mitom i opowieściom, mającym zasadnicze znaczenie dla kształtowania tożsamości narodowej. Proponował, by nauce historii docierającej do prawdy rzeczowej towarzyszyły specjalne lekcje, mające na celu ocalenie ważnych syjonistycznych czy też żydowskich mitów.
Ta rozpaczliwa próba określenia relacji między mitem i historią dowodzi dramatycznego stanu rzeczy w dziedzinie edukacji i tożsamości, który może się już tylko pogorszyć. Narody myślące dziś o swojej tożsamości muszą odnaleźć drogę między własnym dziedzictwem historycznym a tożsamością globalną. Przez całe swe dzieje naród żydowski budował tożsamość głównie na mitach, a nie na świadomości historycznej, na kontakcie z realną historią. Najwyższy czas się z tym zmierzyć.
Proponuję zastanowić się nad następującym problemem: czy Izrael (odróżniam tu diasporę żydowską od Żydów z Izraela) znalazł się na rozdrożu zmuszony wybierać między wzorowaniem swojej przyszłej narodowej tożsamości na modelu europejskim, opartym na poczuciu historycznej ciągłości czasu i miejsca, a wzorowaniem jej na modelu amerykańskim, kreującym i pielęgnującym tożsamość w oparciu o dawne i nowe mity?
Być może wyolbrzymiam różnice między amerykańskim czy kanadyjskim a europejskim i azjatyckim (japońskim lub chińskim) modelem tożsamości. Myślę jednak, że w przypadku Izraela warto je wyraźnie odróżnić - nie tyle w kategoriach przeszłości, co z myślą o przyszłej jednoznaczności.
Czym jest mit? Jaki jest sens tego nieuchwytnego, a jednak niezbędnego pojęcia? Sławny badacz kultury Roland Barthes mówił o micie i mitologii jako akceptacji świata nie takiego, jakim on jest, ale jakim chciałby być. Słowo "mit" wywodzi się od greckiego "mythos", oznaczającego - jak u Homera - zgodność z faktami. Rzeczownik oznacza poważny autorytet, czasownik - prawdomówność.
W Grecji mit był, według encyklopedii, próbą wytłumaczenia związków racjonalności z prawdą filozoficzną, moralności z wierzeniami religijnymi, był przednaukową próbą interpretacji pewnych realnych lub wyobrażonych zjawisk w kategoriach relacji bogów ze sobą i z ludźmi. Albo, mówiąc krócej, ludzki mit to ludzka prawda, a nie prawda jako taka.
Pierwszym, co zwraca uwagę w tych definicjach, jest połączenie dwóch biegunów. Z jednej strony prawda najwyższa, z wielkim, niemal daremnym trudem łącząca niedające się połączyć elementy, a z drugiej nieprawda, subiektywna wyobraźnia, próbująca nadać znaczenie i prawdziwość temu, czego istnienia nie da się udowodnić ani faktycznie, ani historycznie. "To nie prawda, to nie fakt, to tylko mit" - tak mówimy, protestując przeciwko kłamstwom i przekręcaniu faktów, którym nadano niewłaściwy status. Stąd chęć obalania mitów w przekonaniu, że służy się prawdzie i zwalcza kłamstwo.
Mit unosi się nad historią zakorzenioną w określonym czasie i miejscu, próbując wyrazić i zaktualizować głębszą, ogólniejszą i ponadczasową prawdę, która jednak znaczy o wiele więcej niż fakt historyczny, unieważniony, kiedy mija jego czas. Mit trwa, będąc wspólną własnością różnych ludzi w różnych miejscach. Historia ukrzyżowania i zmartwychwstania Jezusa nie jest faktem historycznym, który miał miejsce w 30 roku n.e., tylko mitem, który miliardy uważają za co najmniej tak realny i prawdziwy, jak to, o czym czytają w gazetach.
Moc mitologicznej opowieści o ofierze Izaaka przez całe tysiąclecia przenikała narodowo-religijne poczucie żydowskiej tożsamości. Nieważne jest jej ulokowanie w określonym historycznym czasie i miejscu. Potęga opowieści żywa jest wśród Żydów żyjących tysiące kilometrów od jerozolimskiego wzgórza, na którym wszystko się wydarzyło.
Ważny i doniosły fakt historyczny może zostać z czasem wyniesiony do rangi mitu. Przykładowo, Holokaust nie był jedynie kolejnym wydarzeniem historycznym w określonym czasie i miejscu - jest już owiany mgłą mitologii. Podobnie zbiorowe samobójstwa Żydów, odmawiających nawrócenia się podczas krucjat pod koniec XI wieku, oddzieliły się od historycznego czasu, miejsca i kontekstu, stając się mitologicznym exemplum.
Przez ponad dwa tysiąclecia diaspory Żydzi budowali swoją tożsamość głównie na świadomości mitologicznej, a nie historycznej. Wynikało to przede wszystkim z prostego faktu, że religia była przez tyle lat podstawowym składnikiem ich tożsamości, a tożsamość religijną określają głównie składowe mitologiczne, a nie historyczne. Narodowa wspólnota terytorium i języka była dla Żydów czymś nierzeczywistym. Rzeczywistość wyobrażoną i istniejącą wyrażano w metaforach, symbolach i rytuałach religijnych, wskutek czego świadomość historyczna skojarzona z konkretnymi miejscami i ścisłą chronologią nie była w żydowskiej tożsamości szczególnie mocno obecna.
Spróbuję to wyjaśnić, odwołując się do jednego z wielu przykładów. Żydzi opłakują zburzenie Pierwszej Świątyni, poszcząc w określonym dniu żydowskiego kalendarza. Postu przestrzega się tego dnia w Izraelu. Tak naprawdę, poszcząc, opłakuje się zburzenie obu Świątyń: pierwszej i drugiej. Pierwsza została zburzona w 580 roku p.n.e., druga w 70 roku n.e. Oba te historyczne wydarzenia, odległe w czasie o niemal 600 lat, różnią się bardzo od siebie. Inne też były w każdej epoce powody zniszczenia. Pamięć łącząca oba te wydarzenia nie jest pamięcią historyczną, lecz mitologiczną pamięcią niejasnego, uogólnionego wydarzenia.
Żydzi wędrowali z miejsca na miejsce i nawet jeśli osiedlali się na setki lat w krajach takich jak Polska, uważali je za coś przejściowego - rodzaj tymczasowego miejsca pobytu do czasu, kiedy będą mogli wrócić do prawdziwego domu, Ziemi Izraela. Nie byli zainteresowani dokumentowaniem i opisywaniem swojego stylu życia czy dokumentowaniem i opisywaniem swoich stosunków z nie-Żydami, wśród których żyli - miejsce i czas były nieistotne, przejściowe, niegodne zachowania w pamięci narodu - w końcu wkrótce przyjdzie Mesjasz i zawiedzie ich do pierwotnej ojczyzny, miejsca do którego prawdziwie przynależą. Sam czas zmieni się w Ziemi Izraela, stanie się czasem boskim, czasem odkupienia. Zmieni zupełnie styl życia Żydów, dziś będących na łasce sąsiednich narodów.
Co więcej, ponieważ Żydzi byli rozrzuceni po całym świecie, praktycznie niemożliwe było poznanie ich dziejów w obcych miejscach, gdzie żyli. Jak miałby Żyd jemeński zrozumieć życie Żyda polskiego, którego nigdy nie spotkał i którego świat był mu zupełnie obcy? Jedyny kontekst, w jakim mogli się spotkać i odkryć poczucie przynależności, nie był określonym i zapamiętanym miejscem historycznym, tylko królestwem mitów budujących ich wspólną tożsamość.
Żydzi powtarzają w nieskończoność: "W każdym pokoleniu musimy spojrzeć na siebie jako na tych, którzy wyszli z Egiptu". Uznajmy, że w odróżnieniu od historii mit jest czymś żywym, obecnym, i że Żydzi muszą dostosowywać swoją tożsamość do mitu, a nie do bezpośredniego historycznego kontekstu, w którym zamyka się ich egzystencja.
Jakie są wady i zalety życia świadomością zmitologizowaną? Ewidentną zaletą jest na pozór to, że Żydzi rozproszeni po całym świecie wśród różnych narodów i cywilizacji potrafili - niezależnie od lokalnych, historycznych warunków i okoliczności - przechować jądro swej tożsamości. Mimo wielkiego zróżnicowania stylów życia w obrębie różnych społeczności, umieli zachować jedność dzięki wierze we wspólne, zwykle religijne mity, choć te ulegały z czasem modyfikacjom, obejmując też mity duchowe. Co więcej, mesjanistyczny mit odkupienia był źródłem nadziei dla Żydów prześladowanych w różnych goszczących ich krajach. Jednak wady zmitologizowanej świadomości wyraźnie przeważają nad jej zaletami.
Przede wszystkim mało który naród może zachować przez dłuższy czas tożsamość, zdając się na zmitologizowaną świadomość oderwaną od realnej ojczyzny i zobowiązań wobec rodaków. Przez długie lata życia na uchodźstwie wielu Żydów zasymilowało się, gubiąc żydowską tożsamość. W pierwszym stuleciu n.e. w całym starożytnym świecie żyły cztery do sześciu milionów Żydów. W wieku XVIII ich liczba spadła do miliona.
Co ważniejsze, istota mitu stała się podobna Leibnizjańskiej monadzie. Nie można jej zmieniać ani poprawiać. Ani poddać racjonalnej krytyce - co najwyżej interpretować. Kupujesz albo nie - nie ma innej możliwości. Dlatego na przykład przywiązani do swej zmitologizowanej świadomości Żydzi przyjmowali nienawiść nie-Żydów jako nieunikniony wyrok losu. Na pewnym poziomie zmitologizowana tożsamość zachęcała do zmitologizowanych reakcji - dlatego chrześcijanie uznali swój mit ukrzyżowania za totalne zaprzeczenie żydowskiej tożsamości. Zmitologizowana tożsamość nie pozwoliła też Żydom na historyczne porównania z innymi narodami ani na postrzeganie własnych dziejów jako części historii świata. Żydzi uważali się zawsze za znienawidzonych i zasadniczo odrębnych.
Tak więc mimo geograficznej mobilności, elastyczności społecznej i adaptacyjnych umiejętności poszczególnych Żydów, jako całość żydowska społeczność trwała w spetryfikowanej, zmitologizowanej tożsamości, która wzmocniona wizjami zniszczenia i destrukcji pozwoliła jej żywić bierną i próżną nadzieję na boskie zbawienie, uniemożliwiając - co udowodnił Holokaust - poprawne rozpoznanie zagrażających jej straszliwych niebezpieczeństw.
Kiedy więc wielki żydowski filozof Gershom Scholem nazwał syjonizm żydowskim powrotem do historii, miał przede wszystkim na myśli możliwość zmodyfikowania i osłabienia mitologicznego komponentu żydowskiej tożsamości, a zarazem wzmocnienia świadomości historycznej, osadzonej w ojczystym terytorium z wyraźnie zakreślonymi granicami i świadomie przeżywanym czasem pojmowanym jako następstwo rzeczy wcześniejszych i późniejszych. Byłaby to świadomość ucząca się na własnych błędach i wierząca w możliwość ich naprawy. Świadomość wyciągająca też nauki z historii innych, zwłaszcza sąsiednich narodów, od których może się uczyć, jak poprawić, zmienić czy skorygować siebie samą, nie niszcząc istoty swej tożsamości.
Chociaż syjonizm ma już ponad sto lat i liczne osiągnięcia na polu utrwalania narodowej tożsamości, walka między historyczną i zmitologizowaną świadomością Izraelczyków daleka jest od zakończenia. Świadomość mitologiczna jest nadal pielęgnowana i umacniana w Izraelu przez co najmniej cztery różne czynniki:
1. istniejące w całym kraju wspólnoty religijne przechowujące podstawowe zasady mitologicznej świadomości (w seminariach i szkołach religijnych nadal studiuje się teksty religijne w oderwaniu od historycznego kontekstu);
2. głębokie związki z rozproszonymi po świecie żydowskimi wspólnotami, których tożsamość konstytuują zwykle stare mity;
3 globalizację, zamazującą tożsamość narodową i umożliwiającą mobilność w świecie nowych mitów, które Żydzi łatwo łączą z własnymi, starymi mitami;
4. polityczną symbiozę ze Stanami Zjednoczonymi, których podstawowa tożsamość także skłania się ku mitowi, a nie historii.
Dlatego my wszyscy, którzy chcemy budować tożsamość historyczną jako antidotum na wsteczną religijność, jako czynnik wzmacniający narodową świadomość Izraelczyków przeciwstawioną mentalności żydowskiej diaspory, jako sposób na to, by Izrael stał się normalnym członkiem rodziny narodów, sposób na normalizację jego bytu narodowego, umożliwiającą moralną odpowiedzialność za własne działania i uwalniającą od mitologicznych dekretów wiary - wszyscy, którzy do tego dążymy w badaniach i w sztuce, winniśmy wybrać model europejski jako przedmiot dociekań i źródło inspiracji.
© Awraham B. Jehoszua
przeł. Sergiusz Kowalski
p
*Awraham B. Jehoszua, ur. 1936, izraelski pisarz, dramaturg i eseista. Jeden z przedstawicieli izraelskiej "nowej fali" - przez recenzentów nazywany niekiedy izraelskim Faulknerem. Studiował literaturę hebrajską i filozofię, obecnie wykłada literaturę porównawczą na uniwersytecie w Hajfie. Gościnnie wykładał także m.in. na Harvardzie i Princeton University. Autor wielu powieści - w Polsce ukazały się "Kochanek" (2005) oraz "Powrót z Indii" (2005). Wydał także zbiory esejów poświęconych historii Izraela i bieżącym wydarzeniom politycznym. Laureat prestiżowych nagród literackich, regularnie publikuje komentarze m.in. w prasie włoskiej i hiszpańskiej. W "Europie" nr 6 z 8 lutego br. opublikowaliśmy jego tekst "Szaron, czyli gaullistowski przełom".