Większość ewakuowanych to matki z dziećmi. Anna Kass przyleciała z synem. Jej mąż musiał zostać w Libanie. "Mieszkałam tam od 20 lat, trudno było wyjeżdżać. Ale wrócę tam, jeżeli sytuacja się uspokoi" - podkreśliła.
Wróciły też rodziny. "Najgorszym momentem tej podróży był czas, kiedy nas konwojowano z domu do ambasady. Wszędzie było bombardowanie. Dzieci strasznie to przeżyły. Mam nadzieję, że wszystko się tutaj pomału ułoży" - powiedziała Iza, która przyleciała z mężem Libańczykiem.
Siostry Jessica i Sandy zostawiły w Libanie swoich rodziców. "Mama jest Polska. Tutaj zatrzymamy się u cioci i wujka. Chcemy tam wrócić, jak się tylko sytuacja uspokoi - powiedziała Jessica.
Wszystkich rozwieziono do ośrodków z miejscami noclegowymi lub na dworce, jeśli chcieli jechać do swoich rodzin.
W nocy z wtorku na środę do Polski wróciło 214 Polaków. Ewakuacja obcokrajowców z Libanu, gdzie Izrael prowadzi ofensywę zbrojną przeciwko bojówkom szyickich fundamentalistów z Hezbollahu, trwa od tygodnia.
Rządowy samolot TU-154 z kolejną grupą ewakuowanych z Libanu wylądował na warszawskim Okęciu. Przyleciało w sumie 89 osób - 60 Polaków i 29 obcokrajowców: 14 Libańczyków, siedmiu Niemców oraz obywatele Białorusi, Syrii i Sri Lanki. Czekały na nich rodziny i pomoc medyczna.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama