Większość ewakuowanych to matki z dziećmi. Anna Kass przyleciała z synem. Jej mąż musiał zostać w Libanie. "Mieszkałam tam od 20 lat, trudno było wyjeżdżać. Ale wrócę tam, jeżeli sytuacja się uspokoi" - podkreśliła.

Wróciły też rodziny. "Najgorszym momentem tej podróży był czas, kiedy nas konwojowano z domu do ambasady. Wszędzie było bombardowanie. Dzieci strasznie to przeżyły. Mam nadzieję, że wszystko się tutaj pomału ułoży" - powiedziała Iza, która przyleciała z mężem Libańczykiem.

Siostry Jessica i Sandy zostawiły w Libanie swoich rodziców. "Mama jest Polska. Tutaj zatrzymamy się u cioci i wujka. Chcemy tam wrócić, jak się tylko sytuacja uspokoi - powiedziała Jessica.

Wszystkich rozwieziono do ośrodków z miejscami noclegowymi lub na dworce, jeśli chcieli jechać do swoich rodzin.

W nocy z wtorku na środę do Polski wróciło 214 Polaków. Ewakuacja obcokrajowców z Libanu, gdzie Izrael prowadzi ofensywę zbrojną przeciwko bojówkom szyickich fundamentalistów z Hezbollahu, trwa od tygodnia.