Dobrali się jak w korcu maku. Mieszkali w Lublińcu. On bił małego Dawidka zawsze, gdy mały płakał. Ona nie zwracała na to uwagi. Nawet wtedy, gdy jej synek umierał od ciosów jej partnera. Mężczyzna nie po raz pierwszy próbował w ten sposób uciszyć malucha. A Dawidek przecież go nie rozumiał i nie potrafił się bronić. Plakał, bo był chory i miał gorączkę.
I ci "rodzice" zostawili go samemu sobie, gdy gasł. Bo uderzenia pięściami w głowę spowodowały obrzęk mózgu. A oni nawet nie zadzwonili po pogotowie! Zrobili to dopiero następnego dnia, gdy chłopczyk już nie żył. Ten koszmar wydarzył się w zeszłym roku.
Kat chłopczyka pójdzie siedzieć na 13 lat. Ale trudno zrozumieć, dlaczego sąd był łagodniejszy niż prokurator. Bo ten chciał dla mężczyzny 15 lat. A matka na razie wywinęła się od więzienia. Bo mimo że dostała dwa lata, to wyrok jest w zawieszeniu. I będzie chodzić na wolności...