Ruda Śląska to bardzo rozrzucone miasto. W zasadzie każda dzielnica - jak Halemba - jest osobnym miasteczkiem. Zresztą tak kiedyś było. Tam niemal wszyscy się znają. I przeżywają dramat rozgrywający się kilometr pod ziemią w kopalni "Halemba". Już o 7.00 odprawiono pierwszą mszę za ofiary wybuchu metanu. Będą jeszcze kolejne nabożeństwa, bo mieszkańcy Halemby już w nocy szukali ukojenia w rozmowach z księżmi.
"Pierwszy raz przeżywam coś takiego w swoim 22-letnim kapłaństwie" - przyznaje ksiądz Bernard Drozd, proboszcz parafii Matki Bożej Różańcowej. Ten kościół jest oddalony ledwie o dwa kilometry od kopalni "Halemba". Ksiądz Drozd był też w nocy pod zakładem, w którym wydarzyła się katastrofa. Uspokajał rodziny czekające na wieści o swoich bliskich. I obiecuje, że gdy minie pierwszy szok, będzie w domach odwiedzał rodziny ofiar. Żeby nieść im duchową pociechę.
Z kolei ksiądz Ryszard Kokoszka, proboszcz drugiej parafii w Halembie - Bożego Miłosierdzia - opowiada, że mieszkańcy tej dzielnicy miasta są już zahartowani. Bo taka katastrofa zdarza się w tej kopalni nie pierwszy raz...