Minister gospodarki zapewnia, że wraz z górnikami pod ziemię zjechał również jeden zastęp ratowników. Mieli nadzorować ich pracę, bo w tym rejonie było za dużo metanu.
Ale rzecznik Kompanii Węglowej wcześniej podawał, że na dole nie było ratowników, bo nie było potrzeby, żeby zjeżdżali. I teraz tak naprawdę nie wiadomo, kto ma rację. Jednak eksperci uważają, że prace przy demontażu sprzętu powinny być nadzorowane przez ratowników. Tak twierdzi Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki odpowiedzialny za górnictwo i były ratownik górniczy.
Wszyscy, którzy zjechali kilometr pod ziemię, byli zawodowcami - podkreśla minister Woźniak. Mieli wszystkie niezbędne certyfikaty do pracy pod ziemią. Wśród nich było 15 pracowników firmy zewnętrznej, ale większość wcześniej była zatrudniona w samej kopalni "Halemba". "Górnicy nie popełnili błędu. Wybuch był złośliwością kopalni" - uważa Woźniak.