Dziennik Gazeta Prawana logo

"Komercji do Trójki nie wpuszczę"

12 października 2007, 14:59
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
"Robię radio otwarte, które jest gotowe zaryzykować. Nadejdzie taki dzień, w którym zagramy rosyjskiego rocka" - mówi DZIENNIKOWI Krzysztof Skowroński, dyrektot Programu III Polskiego Radia.,
Mija pół roku, odkąd Krzysztof Skowroński zasiadł w fotelu dyrektora Programu III Polskiego Radia. Stacja nieco poprawiła swoje wyniki słuchalności, ale nadal ma ponad trzy razy mniej słuchaczy niż najwięksi konkurenci: RMF FM i Radio ZET. Z "Trójki" odeszło też kilkoro dziennikarzy, w tym Magda Jethon, która nie zgadzała się z polityką personalną i sposobem kierowania radiem przez Skowrońskiego. Jeden z największych hitów "Trójki", czyli piątkowe poranne wydanie "Zapraszamy do Trójki" prowadzone teraz przez Wojciecha Manna, ma mniej słuchaczy niż to samo pasmo rok temu.

ANNA NALEWAJK: Pół roku temu nie słuchał pan "Trójki". A teraz?
KRZYSZTOF SKOWROŃSKI*: Słucham tylko "Trójki"! Od rana do wieczora, a nawet w nocy. Ostatnio, jak byłem w górach, to wstałem o szóstej rano, żeby posłuchać cyklu "Dekady". Byłem ciekawy, jak lata 60. zabrzmią w dzisiejszym radiu. Nie słucham "Trójki" dlatego, że jestem dyrektorem i muszę, ale dlatego, że sprawia mi to przyjemność.

Nie włącza pan Radia ZET ani RMF FM, żeby wiedzieć, co u konkurencji?
Czasem tak. Jeżdżąc na nartach, słuchałem Radia ZET, a jadąc pekaesem z Bukowiny do Zakopanego - RMF FM. Mniej więcej wiem, co się tam dzieje i cieszę się, że "Trójka" jest inna. Jesteśmy lepsi.

Badania słuchalności na to nie wskazują. RMF i "Zetkę" od Programu III dzieli przepaść.
Pół roku temu powiedziałem, że wycofujemy się z wyścigu komercyjnego i trzymam się tego. Oczywiście jest ważne, ile osób nas słucha, ale to nie jest najważniejsze. Na dziś w "Trójce" najważniejsze jest przeprowadzenie remontu, czyli odświeżenie merytoryczne stacji i pokazanie, jak bogatą ofertę możemy skierować do słuchaczy. Dopiero po wprowadzeniu zmian będziemy sprawdzać, ile osób nas słucha i jacy to słuchacze. Nie mogę oczywiście powiedzieć, że jak dostaję badania słuchalności, to są mi one całkowicie obojętne. Jednak w planowaniu nie kieruję się badaniami, ale wyczuciem i wiedzą radiową. I dlatego ten okręt płynie w zupełnie inną stronę niż stacje komercyjne. Będziemy radiem rozmaitym, autorskim i nieprzewidywalnym. Każdy coś i wszyscy wszystko będą mogli znaleźć w "Trójce". Ludzie chcą takiego radia.

Chce pan robić radio bez playlisty, czyli listy piosenek ustawionych przez komputer? Czy można robić w ten sposób nowoczesne radio?
Można inaczej wykorzystywać te instrumenty. Można robić autorskie audycje i komputer traktować tylko jako pomoc. W tym roku każda audycja jest wypadkową rozmów pomiędzy ich autorami i osobami, które planują muzykę. To już nie jest gotowa playlista. To radio otwarte, które jest gotowe zaryzykować. Będziemy eksperymentować, nadejdzie taki dzień, w którym zagramy rosyjskiego rocka.

Powrót starej „Trójki przy galopującej konkurencji? Jak pan to sobie wyobraża?
My nie maszerujemy na oślep w kierunku starej "Trójki". Nie uciekamy od nowoczesności. Natomiast w "Trójce" są skarby, których nie możemy i nie chcemy trzymać w piwnicy.

Co się panu już udało zrobić przez prawie pół roku?
Dużo. Zastałem radio z playlistą i zakazem mówienia, a jest radio bez playlisty, w którym słowa osobowości prowadzących audycje są równie ważne jak muzyka. W tym roku ruszyliśmy z całkiem nową ramówką, przywróciliśmy antenie stare nazwiska, pojawił się codzienny reportaż… Wiele się zmieniło. Powiedziałbym, że to już zupełnie inna "Trójka". Potrzebujemy jeszcze roku, żeby osiągnąć cel. Musimy jeszcze przeprowadzić dwie lub trzy ważne zmiany, żeby to radio było takie, jak powinno być.

Co się nie udało? Czego pan żałuje?
Nie ma takich rzeczy. Czasem było pięć słów za dużo.

Czy te pięć słów za dużo nie było w pana wykonaniu, gdy w czasie audycji Wojciecha Manna skrytykował pan TVN i Tomasza Sekielskiego oraz Andrzeja Morozowskiego za ujawnienie "taśm prawdy" z Renatą Beger?
Nie skrytykowałem Sekielskiego i Morozowskiego za ujawnienie taśm Begerowej. Wypowiedziałem swój pogląd na temat tego, co w tych taśmach zostało powiedziane. Jako dziennikarz nie mam sobie nic do zarzucenia. Jako szef "Trójki" nie powinienem tego robić. Jestem ze szkoły Andrzeja Woyciechowskiego, gdzie panowała reguła "otwartego studia". W tym przypadku zastosowałem tę regułę, którą cenię. W dobrym radiu można wejść do studia i mówić, jak się ma coś do powiedzenia. Ja sam nie powinienem tego robić u siebie, ponieważ wykorzystałem przywilej władzy. To było bardzo przypadkowe zdarzenie, nie planowałem tego. Jak skończyłem gadać, to zdałem sobie sprawę, że to było słychać. Jak wyszedłem ze studia, to od razu miałem kaca i pomyślałem sobie, po cholerę mi to było. No, ale stało się.

A odejścia, jak chociażby Magdy Jethon, jednego z bardziej rozpoznawalnych głosów "Trójki"?
Nie, nie żałuję. Bez uzasadniania.

Właśnie powrócił pan do prowadzenia "Salonu Politycznego".
Zwyciężyła chęć prowadzenia audycji, uczestniczenia w tym świecie, jakim jest radio. Jestem, niezależnie od pełnionej funkcji, przede wszystkim dziennikarzem. Nie związuję się z dyrektorowaniem. To taki związek czasowy, nie na wieki.

Wojciech Mann w piątki rano nie przyniósł "Trójce" więcej słuchaczy, wręcz odwrotnie. Czy to był dobry pomysł, aby właśnie on, z jego osobowością, prowadził poranną audycję?
Bardzo dobry. Wojciech Mann to wyjątkowa osobowość. Oczywiście przyjmuję do wiadomości, że są ludzie, którzy uważają, że jego audycja jest za wolna, że usypia zamiast budzić, itd. Badania o których pani wspomniała, nie są miarodajne, bo dotyczą bardzo krótkiego okresu i do tego jeszcze czasów, kiedy niewielu wiedziało, że Mann jest rano w „Trójce. Tych ludzi jest naprawdę sporo i teraz to już jest moja sprawa, a nie Wojtka Manna, aby poinformować o tym wszystkich ludzi w Polsce. I dopiero wtedy, jak wykonam taką pracę, będę wiedział, ile osób chce słuchać Manna o poranku. Ale nawet gdyby to była ta sama liczba co teraz, to nie wycofam się z tego pomysłu.

Pół roku temu miał pan zastrzeżenia do serwisów informacyjnych...
One są nadal do naprawienia. To najtrudniejszy problem. Myślę, że w ciągu trzech miesięcy uda się tu przeprowadzić remont. Serwis to kluczowe miejsce w radiu. Ludzie mają włączyć radio za dwie dziewiąta, żeby posłuchać informacji. Tak się nie dzieje, a więc musimy to naprawić. Dziś ludzie, szukając informacji, włączają "Jedynkę", Radio ZET lub RMF.

Nie chce pan ścigać się z RMF-em czy "Zetką", ale, mam wrażenie, że to oni, a nie pan, pędzą do przodu.
To my, nie oni, robimy nowoczesne radio. Oni muszą przejść ewolucję w kierunku nowoczesności. Ludzie będą szukać w radiu osobowości, bo wszystko inne mają w internecie. Jeżeli nowoczesny człowiek zechce słuchać radia, to właśnie takiego radia jak "Trójka".
*Krzysztof Skowroński zaczynał w Radiu ZET, gdzie prowadził m.in. "Śniadanie z Radiem Zet". W 2000 roku odszedł i na krótki czas związał się z "Trójką", potem poświęcił się telewizji. Pracował m.in. w Polsacie i TVP (teraz w TVP 1 prowadzi program publicystyczny "Wywiad i opinie"). Od lipca zeszłego roku kieruje Programem III Polskiego Radia
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj