Uczestników dzisiejszej ankiety "Europy" - Johna Graya, Petera Singera i Rogera Scrutona - zapytaliśmy o społeczne koszty funkcjonowania nowego kapitalizmu. Zdaniem Graya współczesny kapitalizm nie jest bardziej "rewolucyjny" niż w XIX wieku. Tak jak i wtedy zasadą jego funkcjonowania pozostaje twórcza destrukcja - jej koszty są jednak rekompensowane przez ogromne zyski, które przynosi działanie kapitalistycznej machiny. Roger Scruton zauważa z kolei, że "w ostatnich stuleciach doszło do wykorzenienia ludzi i zniszczenia dawnych wspólnot. W wielu przypadkach nie zastąpiły ich nowe formy, ale wynika to przede wszystkim z zaniku religii, a nie ze swobody przedsiębiorczości i z istnienia wolnego rynku".
p
Kapitalizm nie jest na początku XXI wieku bardziej rewolucyjny, niż był w przeszłości. Innowacje technologiczne i organizacyjne, na których opiera się gospodarka tak zwanego nowego
kapitalizmu, powodują zniszczenie istniejących gałęzi przemysłu czy zorganizowanych wokół nich wspólnot ludzkich, ale - jak pokazał w XIX wieku Karol Marks, a w XX Joseph Schumpeter -
niszczenie zastanych struktur od zawsze leżało w naturze kapitalizmu. Głównym wyzwaniem, wobec którego dziś stoimy, jest zatem konstruktywne wykorzystanie energii kapitalizmu i dóbr, jakie
wytwarza.
Z wyjątkiem Korei Północnej i Kuby na całym świecie panuje dziś taka czy inna forma kapitalizmu. Wszędzie potrzebne są zatem instytucje regulujące czy korygujące go - w tym pewien rodzaj
zabezpieczeń społecznych. Systemy tych zabezpieczeń wiążące opiekę zdrowotną czy emeryturę z określonym miejscem pracy nie są tak efektywne, jak były w przeszłości. Po pierwsze dlatego,
że wzrosła mobilność zawodowa, po drugie - ponieważ żywot konkretnych firm, przedsiębiorstw, jest dziś krótszy niż dawniej. W Wielkiej Brytanii bardzo krytykuje się istniejący system
opieki zdrowotnej, twierdząc, że jest on reliktem centralnego planowania. Jednak dzięki temu, że jest ona wyłączona z działania sił rynkowych, a prawo do korzystania z niej nie zależy - jak
ma to miejsce w USA - od posiadania polisy ubezpieczeniowej, państwowa brytyjska służba zdrowia jest lepiej dostosowana do realiów nowoczesnego kapitalizmu niż bardziej wolnorynkowe
rozwiązania.
Poczucie niepewności jest nieuchronną konsekwencją tego typu gospodarki, w jakiej dziś żyjemy. Tu rzeczywiście zaszła zmiana, bo jeszcze w niedawnej przeszłości pewne ramy codziennego
działania, a wraz z nimi psychologiczne bezpieczeństwo zapewniane były między innymi przez wielkie kapitalistyczne koncerny. Trudno dostrzec jakikolwiek sposób zrekonstruowania tych ram poprzez
zaplanowane, organizowane przez państwo działania. Wittgenstein trafnie opisał wszelkie próby odbudowy zniszczonych tradycji jako ponowne tkanie pajęczyny gołymi rękoma. Podejmowane przez
państwo próby rekonstrukcji dawnych zwyczajów i instytucji kończą się albo farsą, albo tragedią, a najczęściej jednym i drugim. Dzieje się tak między innymi dlatego, że tradycję często
utożsamia się z kulturą określonej grupy etnicznej, co pociąga za sobą wrogość wobec mniejszości. Skoro tak, to rola państwa powinna się ograniczać do wspierania oddolnych inicjatyw
obywatelskich. Zapewnienie ludziom psychologicznego i duchowego bezpieczeństwa jest zadaniem dla Kościołów, instytucji kulturalnych czy psychoterapeutów.
Koncepcja społeczeństwa obywatelskiego zawsze wydawała mi się przesadna, zwłaszcza kiedy próbuje się jej nadać uniwersalny wymiar i mówi się o "globalnym społeczeństwie
obywatelskim". W upadłych lub na wpół upadłych państwach społeczeństwo obywatelskie nie istnieje. Na pewno nie należy utożsamiać społeczeństwa obywatelskiego z dobrowolnymi
stowarzyszeniami. We wszystkich krajach europejskich - łącznie z Wielką Brytanią - nigdy nie istniało ostre rozróżnienie między państwem a społeczeństwem. Weźmy uniwersytety - mimo całej
swojej autonomii są zintegrowane z państwowym szkolnictwem. Publiczna telewizja, nawet jeśli prezentuje szerokie spektrum opinii, jest częścią państwowej machiny. Jedną z wielkich pomyłek
okresu neoliberalizmu było upowszechnienie Locke'owskiego podziału na państwo z jednej strony i dobrowolne instytucje z drugiej. W praktyce tego podziału nie da się przeprowadzić. Jak pokazują
doświadczenia wszystkich państw europejskich, zawsze istniały silne autonomiczne instytucje, które były częścią państwa. Nawet w Stanach Zjednoczonych większość społecznych relacji nigdy
nie opierała się na w pełni dobrowolnych stowarzyszeniach.
p
Kapitalizm to nic więcej niż wolny rynek, swobodna wymiana dóbr i kapitału, dzięki której wszyscy możemy się utrzymać. Wbrew temu, co myśli wiele osób, rynek nie jest grą o
sumie zerowej, w której jedna osoba może osiągać zyski tylko wtedy, gdy ktoś inny ponosi straty. Prawidłowo działający rynek przynosi korzyści wszystkim graczom. Niektórzy stają się
dzięki niemu bardziej zamożni niż inni, wszyscy jednak są bogatsi, gdy rynek istnieje, niż byliby wtedy, gdyby w ogóle go nie było. Poza tym nie jest żadną niesprawiedliwością, że ludzie
przedsiębiorczy osiągają dzięki rynkowi więcej niż inni - podobnie jak nie jest niesprawiedliwe, że ludzie przystojni osiągają więcej sukcesów w miłości, a inteligentni w nauce. Jak
dowiedli Ludwig von Mises i Friedrich von Hayek, spontaniczny porządek wytwarzany przez działanie wolnego rynku jest warunkiem istnienia jakiejkolwiek stabilnej społeczności. Skoro kapitalizm
jest naturalną formą życia gospodarczego, sam w sobie nie ma żadnego wpływu na społeczeństwo. Wzmacnianie i osłabianie więzi społecznych wynika z preferencji i zachowań jednostek.
Nie ulega wątpliwości, że w ostatnich stuleciach doszło do wykorzenienia ludzi i zniszczenia dawnych wspólnot. W wielu przypadkach nie zastąpiły ich nowe formy, ale wynika to przede wszystkim
z zaniku religii, a nie ze swobody przedsiębiorczości i z istnienia wolnego rynku. Analizowana z perspektywy antropologicznej, religia jest wyrafinowanym - i spontanicznym - sposobem, w jaki
wspólnoty wyłączają ze sfery wolnej wymiany te sprawy, które uważają za najcenniejsze. Na przykład wszystko to, co ma związek z budową i utrzymaniem wspólnoty. Zanik religii otwiera zatem
pole dla rozwoju ideologii wolnego rynku, według której swobodna wymiana dóbr stanowi optymalny model dla wszelkich stosunków społecznych. Tymczasem, jak zauważali Burke i Chesterton, o ile
wolny rynek jest najlepszym sposobem rozwiązania konfliktu o rzadkie dobra, jaki toczą między sobą żyjący, o tyle zastosowanie jego mechanizmów w odniesieniu do kwestii, które dotyczą
przodków i potomnych, prowadzi do zniszczenia tego, co powinno być chronione.
Każda społeczność ludzka składa się jednostek o różnych temperamentach. Są w niej radykałowie i innowatorzy chcący jak najszybciej pozbyć się dziedzictwa przodków. Są także buntownicy
w rodzaju Noama Chomsky'ego, którzy w każdym konflikcie biorą stronę "ich" przeciwko "nam". Przyszłość wspólnoty zależy jednak przede wszystkim od
istnienia solidnej podstawy preferencji konserwatywnych, które równoważą innowacje i na dłuższą metę umożliwiają zmiany.
W tych częściach świata, gdzie religia nie zanikła, w miejsce obumarłych struktur wspólnotowych powstają nowe. W Stanach Zjednoczonych mamy do czynienia z ciągłym tworzeniem się nowych
instytucji i nowych form ludzkiej aktywności. Dzieje się tak dlatego, że Amerykanie mają otwarty stosunek do świata, a ich kultura jest relatywnie wolna od resentymentu charakteryzującego
Europejczyków. Nie zostali także zatruci socjalizmem, który skutecznie zniszczył zdolność brania odpowiedzialności za własne życie. Również te społeczeństwa azjatyckie, w których
przetrwały tradycyjne hierarchie i więzi społeczne, dobrze radzą sobie we współczesnym świecie - o ile tylko swoją aktywność ekonomiczną opierają na wolnorynkowych zasadach.
Przemiany zachodzące w rozwiniętych społeczeństwach nie są jedynym kontekstem, w jakim mówi się o niszczycielskim wpływie kapitalizmu. Wśród lewicowych krytyków globalizacji popularna jest
opinia, że wolny rynek prowadzi do ekonomicznej zagłady społeczeństw tak zwanego Trzeciego Świata. To prawda, że ludzie, którzy określają się jako zwolennicy wolnego handlu, często
popierają rozwiązania, które prowadzą do zubożenia krajów najbardziej potrzebujących pomocy. Problem tkwi jednak nie w wolnym rynku, lecz w subsydiach deformujących jego działanie.
p
Ludzie są skomplikowanymi istotami z bardzo długą historią ewolucji, która niemal w całości dokonała się, zanim nastała epoka kapitalizmu. Trudno zatem dowodzić, że kapitalizm
jest naturalnym sposobem organizacji życia gospodarczego, podobnie jak życie w miastach nie jest naturalnym sposobem organizacji życia społecznego. Z drugiej strony, patrząc z biologicznej
perspektywy, gatunek ludzki odniósł w tych miejskich i kapitalistycznych warunkach wielki sukces - jest nas więcej niż kiedykolwiek przedtem i opanowaliśmy całą kulę ziemską.
Ostatnio zaczęto wreszcie poświęcać więcej uwagi globalnemu ociepleniu, winą za nie często obarczając kapitalizm. Jest to o tyle uzasadnione, że od prawie dwóch dziesięcioleci kapitalizm
jest jedynym działającym na świecie systemem gospodarczym - choć stopień jego penetracji w poszczególnych krajach jest różny - i że jego podstawową zasadą pozostają indywidualne aspiracje
poprawy własnego losu. Podnoszenie poziomu życia nieuchronnie prowadzi do zużywania energii, a zużycie energii oznacza dodatkowe obciążenia ekologiczne. Ten sam problem mógłby się jednak
pojawić również wtedy, gdyby na świecie panował inny system niż kapitalizm. Doświadczenia drugiej połowy XX wieku pokazały, że państwowy socjalizm był dla środowiska naturalnego o wiele
bardziej szkodliwy niż gospodarka rynkowa.
Trzeba także pamiętać o pozytywnym wpływie kapitalizmu. To on stymuluje wytwórczość, innowacje i efektywność w o wiele większym stopniu niż jakikolwiek inny system socjoekonomiczny.
Dostarcza dóbr, które ludzie chcą konsumować, i sprawia, że są one dostępne po niskich cenach.
Przede wszystkim jednak - i to rodzi obawy - prowadzi do nadania wartości rynkowej rzeczom, które wcześniej takiej wartości nie miały. W Stanach Zjednoczonych rozwinął się w ostatnich latach
rynek ludzkich komórek jajowych, na którym można nabyć jajeczka kobiet o określonych cechach genetycznych. W Princeton, gdzie pracuję, jak również na innych przodujących uniwersytetach w
studenckich gazetach pojawiają się ogłoszenia osób, które gotowe są zapłacić do 25 tysięcy dolarów za jajeczka najlepszych studentek. Dziś zjawisko to ma jeszcze bardzo małą,
statystycznie nieistotną skalę, ale postęp technologiczny i rozwój wiedzy o tym, jakie geny odpowiadają za poszczególne cechy człowieka, może w niedługim czasie sprawić, że manipulacje
genetyczne staną się powszechne. Rodzi to niebezpieczeństwo, że bogate elity będą kupować swojemu potomstwu fizyczną i intelektualną przewagę nad masami, które na ulepszenia genetyczne nie
będą mogły sobie pozwolić. W rezultacie podziały społeczne, oprócz ekonomicznego, mogą przybrać także wymiar biologiczny. Zalecenia autorytetów moralnych czy nawet religijne odrodzenie, do
którego nawołują konserwatyści, nie rozwiążą tego problemu. Rynek jajeczek, spermy i technologii genetycznych powinien być regulowany przez państwo.
Dyskusja o zaletach i wadach kapitalizmu jest czysto akademicka, bo nie ma żadnych realnych pomysłów na zorganizowanie społeczeństw w inny sposób, tak by ludzie mogli w większym stopniu
korzystać z życia i być z niego bardziej zadowoleni. Bardzo wiele można jednak zmienić na lepsze w ramach istniejącego systemu. Parę miesięcy temu zespół pod kierunkiem Daniela Kahnemana,
laureata ekonomicznego Nobla z roku 2002, opublikował wyniki badań nad subiektywnym poczuciem zadowolenia z życia, zadając tym samym osobom parę razy dziennie pytania o to, w jakim są nastroju.
Okazało się, że korelacja między dochodami a szczęściem jest niewielka. Ponadto ludzie bogatsi większą część swojego czasu poświęcali na zajęcia kojarzone z negatywnymi uczuciami,
takimi jak stres. Często swój nastrój opisywali mianem złości, zdenerwowania, agresji, strachu i napięcia.
Gromadzenie pieniędzy jest oczywiście odruchem naturalnym, bo stanowi sposób zabezpieczenia się na czarną godzinę, stało się jednak sposobem mierzenia statusu i sukcesu oraz celem, na który
możemy się powołać, kiedy nie widzimy powodu, by coś robić, ale bylibyśmy zarazem bardzo znudzeni, jeśli nic byśmy nie robili. Tak długo, jak nie zastanawiamy się nad tym zbyt
szczegółowo, zarabianie pieniędzy sprawia, że nasze życie ma cel. Ludzie powinni zdać sobie sprawę, że dążenie do bogactwa nie jest rzeczą najważniejszą. Przynajmniej na bogatym
Zachodzie istnieje duża możliwość wyboru, ile energii poświęca się na pracę, a ile na odpoczynek i samorealizację. Istnieją zawody - na przykład finansiści i prawnicy - w których sukces
musi być okupiony bardzo intensywną i bardzo czasochłonną pracą, ale nie wszyscy muszą te zawody wykonywać. Nie bez znaczenia jest także kontekst kulturowy. Francja jest krajem
kapitalistycznym, jednak jej mieszkańcy są bardziej zadowoleni z życia niż Amerykanie. Ich zarobki są niższe, ale wakacje o wiele dłuższe. Nie trzeba obalać kapitalizmu, by być
szczęśliwym.