DOMINIKA BIEŃKOWSKA: Chciałabyś, żeby w twojej angielskiej szkole uczono naszej historii, kultury i języka?
NATALIA PASTUSZAK*: Tak. Teraz na lekcjach historii opowiadam koleżankom na ucho fakty związane z Polską.
Co twoi szkolni koledzy wiedzą o naszym kraju?
Niewiele. Ogólnie to uważają, że jest bardzo zimno, jak na biegunie, i ciągle pada śnieg.
A czy znają jakichś słynnych Polaków?
Papieża i Marię Skłodowską-Curie. Ale nie wiedzą, że jest Polką, bo mówią Maria Curie i uważają, że to Francuzka. Więc
muszę im tłumaczyć, że to jednak Polka.
Chodzisz do sobotniej szkółki polskiej?
Chodziłam, ale teraz się przeprowadziliśmy i jest za daleko. Za to rodzice ciągle mówią po polsku w domu. A tata otwiera polskie podręczniki i uczy nas o Chopinie, II wojnie światowej,
zaborach. To bardziej rodzice chcą, żebyśmy razem z trzema młodszymi siostrami kultywowały polskość. Moim marzeniem są studia w Australii. Ale nie chciałabym zapomnieć polskiego języka i
kultury. I myślę, że mi to nie grozi.
Trudno było ci się odnaleźć w Wielkiej Brytanii i w angielskiej szkole?
Zrozumienie tego, co do mnie mówią koledzy i nauczyciele, zajęło mi kilka miesięcy. A wszystkich podręczników i trudnych lekcji rok. Najpierw poszłam do publicznej podstawówki, której nie
wspominam dobrze. Był niski poziom, a dzieci nie za bardzo mnie lubiły, chyba dlatego, że byłam z Polski. Potem świetnie zdałam egzaminy i dostałam się do elitarnej prywatnej szkoły
katolickiej. Tutaj bardzo mi się podoba. Jest bezstresowo, nie tak jak np. w polskiej szkole. Poza tym wielu kolegów, a także nauczycieli, to Polacy.