Obywatele państw Unii Europejskiej, chorzy na gruźlicę, dżumę, cholerę, SARS, żółtą gorączkę, porażenie dziecięce, którzy odmówią leczenia, mogą zostać usunięci z Polski. MSWiA przygotowało w tym celu specjalną ustawę - pisze DZIENNIK.
Nowe przepisy mają uchronić Polaków przed epidemią - twierdzi Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.
"Proszę sobie wyobrazić, że w Polsce przebywa Francuz z gruźlicą w stadium prątkowania" - tłumaczy Anna Malinowska, rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego. "W naszym kraju obowiązuje przymus leczenia gruźlicy. Ale my nie możemy go zmusić do leczenia, bo zasadniczo podlega prawu swojego kraju, a nie naszemu. Do tej pory właściwie nie mieliśmy przepisów, które pozwalałyby nakłonić takiego delikwenta do opuszczenia Polski. Dziś już tak. Nie chce się leczyć? To jego sprawa, ale dlaczego ma szkodzić nam?"
Według ustawy "o wjeździe na terytorium RP, pobycie oraz wyjeździe z tego terytorium obywateli państw członkowskich", zarażony groźną chorobą obywatel UE lub członek jego rodziny może być wydalony z Polski, jeśli: po pierwsze - nie posiada prawa stałego pobytu, po drugie - przebywa w Polsce krócej niż trzy miesiące, po trzecie - gdy jego pobyt w Polsce stanowi faktyczne zagrożenie dla innych ludzi.
"Nie jest tak, że będziemy teraz usuwać z Polski wszystkich cudzoziemców, którzy zachorują na jedną z tych sześciu groźnych chorób" - zapewnia dyrektor Wojciech Dębiński z GIS.
Lisicki: Nie tylko my mamy takie przepisy
Izabela Marczak: Ustawa MSWiA i rozporządzenie ministra zdrowia przestraszyło cudzoziemców. Poszły słuchy, że teraz każdy chory obywatel innego kraju niż Polska zostanie bezzwłocznie wydalony.
Witold Lisicki, rzecznik MSWiA: Po pierwsze, nie cudzoziemiec, tylko obywatel Unii Europejskiej lub członek jego rodziny, bez względu na przynależność państwową, a po drugie, wcale nie bezzwłocznie, bo ta ustawa nie ma na celu nikogo piętnować, tylko zabezpieczać Polaków przed ewentualnym zagrożeniem. Wprowadziliśmy przepisy zgodne z dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady Europy. Mówi ona, że państwa członkowskie mogą ograniczyć swobodę przemieszczania się i pobytu takich osób, kierując się względami bezpieczeństwa lub zdrowia publicznego. Takie same przyjęli również Włosi, Niemcy, Słowacy i Czesi.
Ministerstwo Zdrowia miało opory, żeby stworzyć rozporządzenie do waszej ustawy. Jego urzędnicy twierdzili, że pomysł wydalania chorych ludzi jest niehumanitarny.
A dobrze jest, jeśli w jakimś regionie Polski istnieje zagrożenie SARS, a my nie mamy podstaw prawnych, by sobie z nim poradzić?
Jednak inne kraje Unii nie zastosowały się do wspomnianej dyrektywy, dlaczego więc nam tak bardzo na tym zależało?
Nie potrafię powiedzieć, jakie było uzasadnienie przy tworzeniu tego przepisu, ale uważam, że dobrze, iż powstał. A skąd pani wie, czy inne państwa za chwilę nie pójdą naszym śladem? W końcu każdy kraj, mimo iż jesteśmy w Unii, dba o zdrowie swoich obywateli oddzielnie. Nasz rząd podjął decyzję o wprowadzeniu tej dyrektywy Parlamentu Europejskiego, ponieważ chciał całościowo uregulować problematykę wydaleń obywateli UE i członków ich rodzin.
A dlaczego w rozporządzeniu Ministerstwa Zdrowia znalazły się akurat te, a nie inne choroby? A jak ktoś przywiezie do nas wirus ebola, malarię...?
Malarię przenoszą komary, nie ludzie. Wymienione w rozporządzeniu choroby to potencjalne choroby epidemiczne, którymi człowiek może zarazić drugiego człowieka. To choroby określone przez Światową Organizację Zdrowia (WHO), które podlegają zwalczaniu u obywateli polskich, tzn. w Polsce istnieje obowiązek leczenia się na nie.
Czy zdarzyło się już, że kraj europejski, w którym obowiązują podobne przepisy, usunął kogoś ze swojego terytorium?
Jak na razie nic mi o tym nie wiadomo.
"Proszę sobie wyobrazić, że w Polsce przebywa Francuz z gruźlicą w stadium prątkowania" - tłumaczy Anna Malinowska, rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego. "W naszym kraju obowiązuje przymus leczenia gruźlicy. Ale my nie możemy go zmusić do leczenia, bo zasadniczo podlega prawu swojego kraju, a nie naszemu. Do tej pory właściwie nie mieliśmy przepisów, które pozwalałyby nakłonić takiego delikwenta do opuszczenia Polski. Dziś już tak. Nie chce się leczyć? To jego sprawa, ale dlaczego ma szkodzić nam?"
Według ustawy "o wjeździe na terytorium RP, pobycie oraz wyjeździe z tego terytorium obywateli państw członkowskich", zarażony groźną chorobą obywatel UE lub członek jego rodziny może być wydalony z Polski, jeśli: po pierwsze - nie posiada prawa stałego pobytu, po drugie - przebywa w Polsce krócej niż trzy miesiące, po trzecie - gdy jego pobyt w Polsce stanowi faktyczne zagrożenie dla innych ludzi.
"Nie jest tak, że będziemy teraz usuwać z Polski wszystkich cudzoziemców, którzy zachorują na jedną z tych sześciu groźnych chorób" - zapewnia dyrektor Wojciech Dębiński z GIS.
Lisicki: Nie tylko my mamy takie przepisy
Izabela Marczak: Ustawa MSWiA i rozporządzenie ministra zdrowia przestraszyło cudzoziemców. Poszły słuchy, że teraz każdy chory obywatel innego kraju niż Polska zostanie bezzwłocznie wydalony.
Witold Lisicki, rzecznik MSWiA: Po pierwsze, nie cudzoziemiec, tylko obywatel Unii Europejskiej lub członek jego rodziny, bez względu na przynależność państwową, a po drugie, wcale nie bezzwłocznie, bo ta ustawa nie ma na celu nikogo piętnować, tylko zabezpieczać Polaków przed ewentualnym zagrożeniem. Wprowadziliśmy przepisy zgodne z dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady Europy. Mówi ona, że państwa członkowskie mogą ograniczyć swobodę przemieszczania się i pobytu takich osób, kierując się względami bezpieczeństwa lub zdrowia publicznego. Takie same przyjęli również Włosi, Niemcy, Słowacy i Czesi.
Ministerstwo Zdrowia miało opory, żeby stworzyć rozporządzenie do waszej ustawy. Jego urzędnicy twierdzili, że pomysł wydalania chorych ludzi jest niehumanitarny.
A dobrze jest, jeśli w jakimś regionie Polski istnieje zagrożenie SARS, a my nie mamy podstaw prawnych, by sobie z nim poradzić?
Jednak inne kraje Unii nie zastosowały się do wspomnianej dyrektywy, dlaczego więc nam tak bardzo na tym zależało?
Nie potrafię powiedzieć, jakie było uzasadnienie przy tworzeniu tego przepisu, ale uważam, że dobrze, iż powstał. A skąd pani wie, czy inne państwa za chwilę nie pójdą naszym śladem? W końcu każdy kraj, mimo iż jesteśmy w Unii, dba o zdrowie swoich obywateli oddzielnie. Nasz rząd podjął decyzję o wprowadzeniu tej dyrektywy Parlamentu Europejskiego, ponieważ chciał całościowo uregulować problematykę wydaleń obywateli UE i członków ich rodzin.
A dlaczego w rozporządzeniu Ministerstwa Zdrowia znalazły się akurat te, a nie inne choroby? A jak ktoś przywiezie do nas wirus ebola, malarię...?
Malarię przenoszą komary, nie ludzie. Wymienione w rozporządzeniu choroby to potencjalne choroby epidemiczne, którymi człowiek może zarazić drugiego człowieka. To choroby określone przez Światową Organizację Zdrowia (WHO), które podlegają zwalczaniu u obywateli polskich, tzn. w Polsce istnieje obowiązek leczenia się na nie.
Czy zdarzyło się już, że kraj europejski, w którym obowiązują podobne przepisy, usunął kogoś ze swojego terytorium?
Jak na razie nic mi o tym nie wiadomo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|