Połowa Polaków uważa, że ludzie nieuleczalnie chorzy powinni mieć w Polsce prawo do eutanazji - wynika z sondażu TNS OBOP dla DZIENNIKA. 53 proc. twierdzi, że sąd powinien pozwolić umrzeć sparaliżowanemu od 14 lat Januszowi Świtajowi, którego przy życiu utrzymuje respirator.
Tymczasem wszystko na to wskazuje, że wniosek o zgodę na odłączenie respiratora, jaki Janusz Świtaj złożył w sądzie w Jastrzębiu, zostanie odrzucony. Powód jest
prozaiczny. Wnioskodawca nie napisał w nim, kogo wini za uporczywą terapię utrzymującą go przy życiu.
Sam nie chce żyć, nikt nie może mu pomóc w skróceniu cierpień. Wczoraj opisaliśmy historię Janusza Świtaja. Sparaliżowany od 14 lat mężczyzna chce, by odłączono go od respiratora. Swoje żądanie uzasadnił w piśmie do jastrzębskiego sądu. Co sędziowie z nim zrobią? Na razie zastanawiają się. Janina Kościelniak, prezes Sądu Rejonowego w Jastrzębiu, tłumaczy: "Janusz Świtaj otrzyma odpowiedź w ciągu 10 dni. Na razie sprawa jest badana w Wydziale Rodzinnym. Być może zdecydujemy się przekazać ją do innego wydziału, ale to nie jest przesądzone".
Sąd już trzy tygodnie zastanawia się nad odpowiedzią. Prawnicy się temu nie dziwią. To pierwsza taka sprawa w Polsce. Nieoficjalnie mówią nawet, że współczują kolegom z Jastrzębia, bo to z punktu widzenia prawa teren nieznany.
Krzysztof Zawała, sędzia Sądu Okręgowego w Katowicach, poproszony przez DZIENNIK o sprawdzenie sytuacji prawnej sparaliżowanego mężczyzny, nie ma wątpliwości, że jego list zostanie odrzucony: "Janusz, mimo że to okrutne, musiałby pozwać swoich rodziców, żeby w ogóle sprawa trafiła na wokandę. Jeśli leżałby w szpitalu, mógłby skarżyć instytucję. Nie daję mu jednak w obecnym systemie prawnym szans na wygranie sprawy. Dla sądu jego prośba to de facto zlecenie na wykonanie eutanazji, a to czyn zabroniony" - wyjaśnia.
Dr Jolanta Markowska prowadzi Hospicjum Cordis w Mysłowicach. Wielokrotnie chorzy prosili ją o skrócenie cierpień. " Tak zwykle jest na początku terapii, kiedy chory dowiaduje się, że jego schorzenie jest nieuleczalne. Potem, gdy zajmuje się nim zespół specjalistów, psychologów, psychoterapeutów, nigdy te prośby nie wracają" - mówi pani doktor. I dodaje:" Jestem przekonana, że apel do sądu jest krzykiem rozpaczy i strachem o przyszłość, a nie prośbą o śmierć".
Sam nie chce żyć, nikt nie może mu pomóc w skróceniu cierpień. Wczoraj opisaliśmy historię Janusza Świtaja. Sparaliżowany od 14 lat mężczyzna chce, by odłączono go od respiratora. Swoje żądanie uzasadnił w piśmie do jastrzębskiego sądu. Co sędziowie z nim zrobią? Na razie zastanawiają się. Janina Kościelniak, prezes Sądu Rejonowego w Jastrzębiu, tłumaczy: "Janusz Świtaj otrzyma odpowiedź w ciągu 10 dni. Na razie sprawa jest badana w Wydziale Rodzinnym. Być może zdecydujemy się przekazać ją do innego wydziału, ale to nie jest przesądzone".
Sąd już trzy tygodnie zastanawia się nad odpowiedzią. Prawnicy się temu nie dziwią. To pierwsza taka sprawa w Polsce. Nieoficjalnie mówią nawet, że współczują kolegom z Jastrzębia, bo to z punktu widzenia prawa teren nieznany.
Krzysztof Zawała, sędzia Sądu Okręgowego w Katowicach, poproszony przez DZIENNIK o sprawdzenie sytuacji prawnej sparaliżowanego mężczyzny, nie ma wątpliwości, że jego list zostanie odrzucony: "Janusz, mimo że to okrutne, musiałby pozwać swoich rodziców, żeby w ogóle sprawa trafiła na wokandę. Jeśli leżałby w szpitalu, mógłby skarżyć instytucję. Nie daję mu jednak w obecnym systemie prawnym szans na wygranie sprawy. Dla sądu jego prośba to de facto zlecenie na wykonanie eutanazji, a to czyn zabroniony" - wyjaśnia.
Dr Jolanta Markowska prowadzi Hospicjum Cordis w Mysłowicach. Wielokrotnie chorzy prosili ją o skrócenie cierpień. " Tak zwykle jest na początku terapii, kiedy chory dowiaduje się, że jego schorzenie jest nieuleczalne. Potem, gdy zajmuje się nim zespół specjalistów, psychologów, psychoterapeutów, nigdy te prośby nie wracają" - mówi pani doktor. I dodaje:" Jestem przekonana, że apel do sądu jest krzykiem rozpaczy i strachem o przyszłość, a nie prośbą o śmierć".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|