Założyciele Wolnych Związków Zawodowych jadą na pomoc Rospudzie. Joanna Duda-Gwiazda i Andrzej Gwiazda przyjechali wczoraj z Gdańska do Augustowa. Nad Rospudą będą koczować co najmniej do końca lutego - pisze DZIENNIK.
Michał Karnowski: Co skłoniło państwa do wyjazdu?
Joanna Duda-Gwiazda: To kluczowy moment. Od marca zaczyna się okres lęgowy ptaków i maszyny budowlane nie będą mogły wejść na ten teren. Trzeba dotrwać do tego dnia. Będziemy więc tam co najmniej do końca lutego.
Andrzej Gwiazda: Musimy wspomóc te młode zmarznięte dziewczyny i chłopaków, którzy tam siedzą już tyle dni. Bronią tego, co jest w interesie Polski. Uratowanie tego terenu to interes globalny stojący w sprzeczności z interesem wielkich korporacji. Nie możemy dopuścić do zniszczenia kolejnego parku narodowego.
Czy to znaczy, że w starciu obrońców przyrody i zwolenników polepszenia bytu mieszkańców miasta wybierają państwo tych pierwszych?
A.G.: Nie, bo to źle postawiona teza. Kluczowe pytanie brzmi inaczej: w czyim interesie jest, by 5 tys. tirów przejeżdżało dziennie przez uzdrowisko Augustów? Czy naprawdę musimy wydawać nasze pieniądze na wielką drogę przez taki piękny teren? Na trasę, którą unijne firmy wożą towary bez żadnej korzyści dla Polski? Nie mamy z tego nic poza zniszczonymi drogami i zatruciem środowiska spalinami. A teraz ma dojść jeszcze koszt zniszczenia przyrody. Jeśli Unii Europejskiej tak na tym zależy, niech uczciwie wybuduje wielką drogę, ale nie przez Augustów i nie przez park narodowy. Dużo dalej, zapewne więc dużo drożej.
A jak nie, to co? Tiry na kolej?
A.G.: Dokładnie. Jestem inżynierem i po prostu liczę. Bo jednym z zadań mojego zawodu jest określanie, jak dane cele techniczne osiągać najmniejszym kosztem. A jeżeli na przewiezienie tego samego ładunku koleją trzeba zużyć 380 kg oleju napędowego, a samochodem 6500 kg, to rachunek jest oczywisty.
Co zabieracie? W Augustowie było minus 18 stopni.
J.D.-G.: Tak zimno było tylko w nocy, zresztą mamy nadzieję, że mróz zelżeje. Zabieramy nasz sprzęt górski, w końcu wspinamy się po górach, mamy doświadczenie.
A.G.: Wspinaliśmy się wielokrotnie w trudnych warunkach, mamy sprzęt zimowy. Nocowaliśmy już w przeszłości nawet przy minus 30 stopniach w Tatrach. Cały problem polegał na wyciągnięciu sprzętu z zakamarków naszego małego mieszkania. Bierzemy też benzynową maszynkę, bo ona pali w każdych warunkach. Na butan jest za zimno, on słabnie przy minus 10 stopniach.
Co do jedzenia?
J.D.-G.: Makarony i smażone mięso w puszkach, bo nie może zawierać wody.
To kupione konserwy?
J.D.-G.: Nie, sami smażymy.
Czyli w słoikach?
A.G.: Broń Boże! W puszce, powiem szczerze - takiej zwykłej, po farbie. To najlepsze rozwiązanie. Ale jedzenie nie będzie problemem. Wiemy, że na miejscu jest sklep, można się zaopatrzyć.
Coś na rozgrzewkę?
A.G.: Żadnego alkoholu w górach i na wyprawach nie używamy. Nigdy. Nawet jak częstują. Herbata wystarczy.
Joanna Duda-Gwiazda: To kluczowy moment. Od marca zaczyna się okres lęgowy ptaków i maszyny budowlane nie będą mogły wejść na ten teren. Trzeba dotrwać do tego dnia. Będziemy więc tam co najmniej do końca lutego.
Andrzej Gwiazda: Musimy wspomóc te młode zmarznięte dziewczyny i chłopaków, którzy tam siedzą już tyle dni. Bronią tego, co jest w interesie Polski. Uratowanie tego terenu to interes globalny stojący w sprzeczności z interesem wielkich korporacji. Nie możemy dopuścić do zniszczenia kolejnego parku narodowego.
Czy to znaczy, że w starciu obrońców przyrody i zwolenników polepszenia bytu mieszkańców miasta wybierają państwo tych pierwszych?
A.G.: Nie, bo to źle postawiona teza. Kluczowe pytanie brzmi inaczej: w czyim interesie jest, by 5 tys. tirów przejeżdżało dziennie przez uzdrowisko Augustów? Czy naprawdę musimy wydawać nasze pieniądze na wielką drogę przez taki piękny teren? Na trasę, którą unijne firmy wożą towary bez żadnej korzyści dla Polski? Nie mamy z tego nic poza zniszczonymi drogami i zatruciem środowiska spalinami. A teraz ma dojść jeszcze koszt zniszczenia przyrody. Jeśli Unii Europejskiej tak na tym zależy, niech uczciwie wybuduje wielką drogę, ale nie przez Augustów i nie przez park narodowy. Dużo dalej, zapewne więc dużo drożej.
A jak nie, to co? Tiry na kolej?
A.G.: Dokładnie. Jestem inżynierem i po prostu liczę. Bo jednym z zadań mojego zawodu jest określanie, jak dane cele techniczne osiągać najmniejszym kosztem. A jeżeli na przewiezienie tego samego ładunku koleją trzeba zużyć 380 kg oleju napędowego, a samochodem 6500 kg, to rachunek jest oczywisty.
Co zabieracie? W Augustowie było minus 18 stopni.
J.D.-G.: Tak zimno było tylko w nocy, zresztą mamy nadzieję, że mróz zelżeje. Zabieramy nasz sprzęt górski, w końcu wspinamy się po górach, mamy doświadczenie.
A.G.: Wspinaliśmy się wielokrotnie w trudnych warunkach, mamy sprzęt zimowy. Nocowaliśmy już w przeszłości nawet przy minus 30 stopniach w Tatrach. Cały problem polegał na wyciągnięciu sprzętu z zakamarków naszego małego mieszkania. Bierzemy też benzynową maszynkę, bo ona pali w każdych warunkach. Na butan jest za zimno, on słabnie przy minus 10 stopniach.
Co do jedzenia?
J.D.-G.: Makarony i smażone mięso w puszkach, bo nie może zawierać wody.
To kupione konserwy?
J.D.-G.: Nie, sami smażymy.
Czyli w słoikach?
A.G.: Broń Boże! W puszce, powiem szczerze - takiej zwykłej, po farbie. To najlepsze rozwiązanie. Ale jedzenie nie będzie problemem. Wiemy, że na miejscu jest sklep, można się zaopatrzyć.
Coś na rozgrzewkę?
A.G.: Żadnego alkoholu w górach i na wyprawach nie używamy. Nigdy. Nawet jak częstują. Herbata wystarczy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|