Warszawiacy jeżdżący autobusami muszą siadać na brudnych fotelach i uważać, by nie wdepnąć w błoto. Dziennikarze "Faktu" jako pracownicy fikcyjnej Państwowej Inspekcji Czystości sprawdzili porządek w autobusach i wręczyli kierowcom specjalne protokoły.
Aby ją przeprowadzić kontrolę, dziennikarze "Faktu" specjalnie na tę okazję powołali Państwową Inspekcję Czystości - w skrócie PIC.
Wyposażeni w specjalne identyfikatory i protokoły z kontroli rozpoczęli inspekcję. By nie sprawiać trudności pasażerom, kontrolę przeprowadzili, gdy autobusy stały na pętli i miały
kilkanaście minut do odjazdu.
Przestraszeni widokiem kontrolerów PIC-u kierowcy próbowali nas przekonać, że wcale nie jest tak brudno, a niektórzy nawet wprost mówili, że to wina pasażerów. Ale dziennikarze "Faktu" nie dali się zbić z tropu. Najbardziej rzucało się im w oczy wszechobecne w autobusie błoto.
Wszystkie zaniedbania dokładnie odnotowali w specjalnym protokole, który musiał podpisać kierowca. Kopię tego ważnego dokumentu zatrzymaliśmy, a kierowcy nakazaliśmy, aby oryginał przekazał swoim przełożonym.
Przestraszeni widokiem kontrolerów PIC-u kierowcy próbowali nas przekonać, że wcale nie jest tak brudno, a niektórzy nawet wprost mówili, że to wina pasażerów. Ale dziennikarze "Faktu" nie dali się zbić z tropu. Najbardziej rzucało się im w oczy wszechobecne w autobusie błoto.
Wszystkie zaniedbania dokładnie odnotowali w specjalnym protokole, który musiał podpisać kierowca. Kopię tego ważnego dokumentu zatrzymaliśmy, a kierowcy nakazaliśmy, aby oryginał przekazał swoim przełożonym.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|