Ustawa o telepracy będzie doskonałym rozwiązaniem dla większości pracujących matek - mówi DZIENNIKOWI Witold Polkowski, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich.
Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin: W Europie telepraca to codzienność - w Polsce ciągle nowość. Dlaczego?
Witold Polkowski*: Przepisy dotyczące telepracy powstają już od dawna. Tylko że dyskusje nad nimi trwały długo. Dwa lata temu, po długich negocjacjach przedstawicieli pracodawców i pracowników doszło jednak do porozumienia na temat zasad takiego zatrudnienia. I od tamtej pory czekamy, aż rząd przygotuje odpowiednie rozwiązania prawne. Myślę, że to czekanie dobiega szczęśliwie końca, bo dwa miesiące temu strona rządowa przekazała nam pierwsze propozycje zmian w kodeksie pracy, a nie tak dawno również cały projekt tych zmian. Fakt, że nie jest on doskonały, ale moim zdaniem wystarczą naprawdę małe poprawki, by móc go poprzeć.
A czym jest telepraca według tego projektu?
W skrócie - pracą na odległość w systemie elektronicznym.
Czyli teoretycznie teraz też można tak pracować?
Można, ale to nie jest w żaden sposób uregulowane. Dlatego pracodawca może jedynie umówić się z pracownikiem, że ten będzie pracował na odległość. I tyle. Nie daje mu jednak żadnego komputera, nie zwraca opłat za telefon. Pracownik ma sobie radzić sam. To żaden komfort. Dlatego dążymy do tego, aby to pracodawca zapewniał w zależności od potrzeb komputer, telefon czy faks. Mało tego, firma, która zatrudnia takiego pracownika, zapewniać mu będzie również serwis i ubezpieczenie tego sprzętu.
Każdy będzie mógł pracować w ten sposób?
Jeśli szef wyrazi zgodę - tak. Ale pamiętajmy, że pracodawca wcale nie musi się na to zgadzać - to nie jest jego obowiązek. Zapisy, nad którymi pracujemy, mówią, że pracownik może złożyć wniosek o taką formę zatrudnienia, a pracodawca może go rozpatrzyć. Prawo „nic na siłę” działa jednak w dwie strony. Pracodawca zatem nie może zmusić podwładnego do tego, by przeniósł się z biura do domu.
Czy pracodawcom będzie opłacało się zatrudniać ludzi na takich zasadach?
Zdecydowanie tak. Przecież dużo korzystniej - i łatwiej - zorganizować stanowisko pracy w czyimś domu niż w biurze, za które trzeba płacić. Ponadto nie trzeba zapewniać wymaganych przez BHP toalet czy urządzeń higieniczno-sanitarnych. W ten sposób można zatrudnić dużo tańszego pracownika.
A jakie korzyści będzie miał telepracownik?
Korzyści jest mnóstwo. Na przykład mieszkaniec małej wsi może dzięki temu zostać zatrudniony w firmie, która ma siedzibę w stolicy czy nawet za granicą. Niektóre firmy już teraz zatrudniają w ten sposób ludzi i są bardzo zadowolone.
To prawda, że praca w domu ma wiele zalet. Warto jednak czasami zobaczyć minę szefa czy posłuchać firmowych plotek...
Podczas prac nad ustawą o telepracy związki zawodowe wykorzystywały podobny argument - że telepracownik jest odizolowany od zespołu, nie integruje się z nim i nie identyfikuje z firmą. Ale i na to jest sposób. W IBM, gdzie na zasadzie telepracy zatrudniona jest większość załogi, rozwiązano ten problem w taki sposób, że telepracownicy trzy dni w tygodniu spędzają w domu, a dwa w biurze.
Opłaca się utrzymywać stanowiska pracy w biurze na dwa dni w tygodniu?
Tak, ponieważ jest ich mniej niż pracowników - a tym samym nie są do nikogo przypisane. Więc ktoś, kto przychodzi do biura, loguje się przy wolnym komputerze. Trzeba pamiętać, że telepraca to nowy sposób organizowania czasu pracy, który może być stosowany wobec każdego pracownika biurowego - może oprócz asystentki szefa. Myślę, że dla pracujących matek jest to doskonałe rozwiązanie. Wprowadzenie go do kodeksu pracy ułatwi życie niejednej kobiecie.
Czy telepraca ma jakieś wady?
To pojęcie bardzo względne. Oczywiście pracownik musi być samodzielny - przecież nikt go nie pilnuje. Z tego samego powodu musi być też zdyscyplinowany. Nie każdy to potrafi. Dlatego przejście na taki system może w jakimś sensie stać się zagrożeniem dla pracodawcy. Okaże się bowiem, że odpadła mu część zespołu, która się do tego kompletnie nie nadaje. Prawda jest taka, że nie wszyscy do tego dorośli. Dlatego słusznie pracodawcy się boją telepracy. Prosty przykład - kadrowa, zamiast przygotować wypłaty dla pracowników, zajmie się przygotowywaniem imienin męża. Skutki mogą być opłakane. A szef przecież nie sprawdzi, co w ciągu dnia robi kadrowa, ponieważ wszelkie programy oceniające ilość i jakość pracy są nielegalne. Zabraniają tego również przepisy BHP. To rzeczywiście wady telepracy. Jestem przekonany jednak, że zyski są dużo większe.
Kiedy można spodziewać się zmian w prawie?
Mam nadzieję, że wkrótce. Negocjacje społeczne trwały bardzo długo, ale doszliśmy do porozumienia. Myślę, że teraz powinno pójść szybko. Nad projektami ustaw, które powstały w komisji trójstronnej, nie odbywają się zazwyczaj żadne sejmowe targi. Mam nadzieję, że z telepracą również tak będzie.
* Witold Polkowski, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich; bierze udział w przygotowaniu przepisów o telepracy
Witold Polkowski*: Przepisy dotyczące telepracy powstają już od dawna. Tylko że dyskusje nad nimi trwały długo. Dwa lata temu, po długich negocjacjach przedstawicieli pracodawców i pracowników doszło jednak do porozumienia na temat zasad takiego zatrudnienia. I od tamtej pory czekamy, aż rząd przygotuje odpowiednie rozwiązania prawne. Myślę, że to czekanie dobiega szczęśliwie końca, bo dwa miesiące temu strona rządowa przekazała nam pierwsze propozycje zmian w kodeksie pracy, a nie tak dawno również cały projekt tych zmian. Fakt, że nie jest on doskonały, ale moim zdaniem wystarczą naprawdę małe poprawki, by móc go poprzeć.
A czym jest telepraca według tego projektu?
W skrócie - pracą na odległość w systemie elektronicznym.
Czyli teoretycznie teraz też można tak pracować?
Można, ale to nie jest w żaden sposób uregulowane. Dlatego pracodawca może jedynie umówić się z pracownikiem, że ten będzie pracował na odległość. I tyle. Nie daje mu jednak żadnego komputera, nie zwraca opłat za telefon. Pracownik ma sobie radzić sam. To żaden komfort. Dlatego dążymy do tego, aby to pracodawca zapewniał w zależności od potrzeb komputer, telefon czy faks. Mało tego, firma, która zatrudnia takiego pracownika, zapewniać mu będzie również serwis i ubezpieczenie tego sprzętu.
Każdy będzie mógł pracować w ten sposób?
Jeśli szef wyrazi zgodę - tak. Ale pamiętajmy, że pracodawca wcale nie musi się na to zgadzać - to nie jest jego obowiązek. Zapisy, nad którymi pracujemy, mówią, że pracownik może złożyć wniosek o taką formę zatrudnienia, a pracodawca może go rozpatrzyć. Prawo „nic na siłę” działa jednak w dwie strony. Pracodawca zatem nie może zmusić podwładnego do tego, by przeniósł się z biura do domu.
Czy pracodawcom będzie opłacało się zatrudniać ludzi na takich zasadach?
Zdecydowanie tak. Przecież dużo korzystniej - i łatwiej - zorganizować stanowisko pracy w czyimś domu niż w biurze, za które trzeba płacić. Ponadto nie trzeba zapewniać wymaganych przez BHP toalet czy urządzeń higieniczno-sanitarnych. W ten sposób można zatrudnić dużo tańszego pracownika.
A jakie korzyści będzie miał telepracownik?
Korzyści jest mnóstwo. Na przykład mieszkaniec małej wsi może dzięki temu zostać zatrudniony w firmie, która ma siedzibę w stolicy czy nawet za granicą. Niektóre firmy już teraz zatrudniają w ten sposób ludzi i są bardzo zadowolone.
To prawda, że praca w domu ma wiele zalet. Warto jednak czasami zobaczyć minę szefa czy posłuchać firmowych plotek...
Podczas prac nad ustawą o telepracy związki zawodowe wykorzystywały podobny argument - że telepracownik jest odizolowany od zespołu, nie integruje się z nim i nie identyfikuje z firmą. Ale i na to jest sposób. W IBM, gdzie na zasadzie telepracy zatrudniona jest większość załogi, rozwiązano ten problem w taki sposób, że telepracownicy trzy dni w tygodniu spędzają w domu, a dwa w biurze.
Opłaca się utrzymywać stanowiska pracy w biurze na dwa dni w tygodniu?
Tak, ponieważ jest ich mniej niż pracowników - a tym samym nie są do nikogo przypisane. Więc ktoś, kto przychodzi do biura, loguje się przy wolnym komputerze. Trzeba pamiętać, że telepraca to nowy sposób organizowania czasu pracy, który może być stosowany wobec każdego pracownika biurowego - może oprócz asystentki szefa. Myślę, że dla pracujących matek jest to doskonałe rozwiązanie. Wprowadzenie go do kodeksu pracy ułatwi życie niejednej kobiecie.
Czy telepraca ma jakieś wady?
To pojęcie bardzo względne. Oczywiście pracownik musi być samodzielny - przecież nikt go nie pilnuje. Z tego samego powodu musi być też zdyscyplinowany. Nie każdy to potrafi. Dlatego przejście na taki system może w jakimś sensie stać się zagrożeniem dla pracodawcy. Okaże się bowiem, że odpadła mu część zespołu, która się do tego kompletnie nie nadaje. Prawda jest taka, że nie wszyscy do tego dorośli. Dlatego słusznie pracodawcy się boją telepracy. Prosty przykład - kadrowa, zamiast przygotować wypłaty dla pracowników, zajmie się przygotowywaniem imienin męża. Skutki mogą być opłakane. A szef przecież nie sprawdzi, co w ciągu dnia robi kadrowa, ponieważ wszelkie programy oceniające ilość i jakość pracy są nielegalne. Zabraniają tego również przepisy BHP. To rzeczywiście wady telepracy. Jestem przekonany jednak, że zyski są dużo większe.
Kiedy można spodziewać się zmian w prawie?
Mam nadzieję, że wkrótce. Negocjacje społeczne trwały bardzo długo, ale doszliśmy do porozumienia. Myślę, że teraz powinno pójść szybko. Nad projektami ustaw, które powstały w komisji trójstronnej, nie odbywają się zazwyczaj żadne sejmowe targi. Mam nadzieję, że z telepracą również tak będzie.
* Witold Polkowski, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich; bierze udział w przygotowaniu przepisów o telepracy
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|