W nocy z poniedziałku na wtorek 53-letni lekarz pełnił dyżur w prywatnej klinice w łódzkiej dzielnicy Bałuty. Wtedy zadzwonili członkowie rodziny chorej kobiety. Poprosili o pomoc, lecz kazano im czekać.

Dzwonili jeszcze kilka razy, mówiąc, że stan kobiety się pogarsza, ale za każdym razem słyszeli: trzeba czekać. W końcu, ok. 5 rano, odebrał już nie recepcjonista, a sam lekarz.

Wedle prokuratury, pijanym głosem odmówił pomocy, więc rodzina zawiadomiła policję. Lekarza aresztowano, a gdy wytrzeźwiał, poinformowano o zarzutach.