Ciało chłopczyka znaleziono w rowie z wodą między dwoma stawami. Jacek Michałowski z policji w Szamotułach mówi dziennikowi.pl, że Mateuszek mógł sam tam wpaść i się utopić. Jest jednak jeszcze za wcześnie, żeby mówić o dokładnych przyczynach jego śmierci.

Mateusz zginął z podwórka domu dziecka w Otorowie koło Szamotuł. Jeszcze o godz. 16.30 bawił się wraz z innymi wychowankami ośrodka prowadzonego przez siostry zakonne. Dzieci były na podwórku za budynkiem. W pewnym momencie opiekunki zorientowały się, że wśród nich nie ma 4-letniego Mateuszka i zawiadomiły policję.

Ratownicy mieli do dyspozycji kamery termowizyjne zamontowane w śmigłowcu, pomagały im też psy tropiące. Do Otorowa przyjechali nurkowie z Piły, żeby przeszukać lokalny staw.