Nowy dokument ma trzy strony. To relacja starszego człowieka - partyzanta z czasów II wojny światowej. Pisze on, że kiedy rano szedł do pracy, widział, jak milicjanci zatrzymali Pyjasa. Wracając do domu, znowu zobaczył milicjantów. Tym razem podrzucali w bramie zwłoki zakatowanego opozycjonisty.

Nie wiadomo, dla kogo napisano tę relację. Wiadomo jedynie, że UOP przekazał ją Jackowi Kuroniowi na początku lat 90-tych. On oddał ją Ośrodkowi "Karta". A ten przesłał go teraz prokuraturze. Prokuratura musi teraz zbadać autentyczność relacji. Sprawdzi też wszystkie zawarte w niej szczegóły. A tych jest sporo. Autor relacji napisał m.in., że rozmawiał o Pyjasie z księdzem, a ten miał informować kurię. Pod relacją podpisał się fragmentem nazwiska. Zrobił tak, bo obawiał się o swoje życie. Prokuratura spróbuje go teraz odnaleźć.

To dziwne, że prokuratura wcześniej nie znała tej relacji. Wiedziało o niej wiele osób, część z nich nawet miała jej kopie. Tymczasem śledczy nie mieli o niej pojęcia. Do tej pory śledztwo w sprawie śmierci Pyjasa umarzano wielokrotnie. Tuż po jego śmierci zrobiła to komunistyczna prokuratura. Według niej, Pyjas spadł ze schodów. Po 1989 roku śledztwo wznawiano wielokrotnie. Udowodniono tylko, że Pyjasa zakatowali esbecy. Do tej pory nikt nie odpowiedział za ten mord. Teraz znów pojawia się szansa na ukaranie zabójców studenta.