Zwarty, gotowy, zawsze pomocny - tak o Błażeju K. z Lidzbarka Warmińskiego mówili strażacy. Gdy tylko zawyła syrena, 17-latek już był pod remizą. Dokładnie wiedział, gdzie się pali. Jechał ze strażakami i pokazywał im drogę. Potem pomagał w akcji.
Jednak jego nadgorliwość wzbudziła podejrzenia policjantów. Teraz wiadomo, że wywołał 23 pożary. Do pomocy wykorzystywał młodszych kolegów. 14 i 15-latkom płacił po 5 złotych albo po prostu ich prosił. Miejsca wybierał bardzo starannie, potem zapisywał sobie, gdzie się pali i jak tam najszybciej dojechać. Płonęły 120-letnie lasy, obory i stodoły.
O wszystkim opowiada swobodnie. Zupełnie nie zdaje sobie sprawy, że narażał życie ludzi. Wywołał ogromne straty - 20 mln zł. Mina zrzednie mu w sądzie - za podpalenia grozi mu nawet 10 lat więzienia.
Błażej był w ochotniczej młodzieżowej straży pożarnej. Tacy ochotnicy jadą z dorosłymi strażakami na akcję, jeśli w wozie jest miejsce. Potem pomagają, np. rozwijając węże. Często lepiej niż dorośli znają okolicę i prowadzą wozy strażackie do pożaru. Wielu chłopców z takim doświadczeniem zostaje prawdziwymi strażakami.
Ojciec Błażeja także był strażakiem. Wyjechał za chlebem za granicę, a jego syn został w Lidzbarku. Wszyscy w remizie cieszyli się, że chłopak kontynuuje tradycje rodzinne. Najwyraźniej się mylili.