Nowatorską metodę walki z komarami zastosowano we Wrocławiu. Do rzek i stawów wpuszczono liny, wzdręgi i karasie, które żywią się larwami tych owadów - pisze DZIENNIK. I dodaje, że każda polska gmina zamierza w tym roku stoczyć walkę z komarami i innymi dokuczliwymi owadami. Zwłaszcza te żyjące z turystyki, bo w przeciwnym razie stracą setki tysięcy złotych.
"Nie mamy wyboru. O ile przez ostatnie dwa lata koszty odkomarzania zamykały się kwotą 30 tys. złotych, o tyle w tym roku przekroczymy barierę 80
tys." - wylicza Robert Karelus z Ratusza w Świnoujściu. Będzie drożej, bo nadmorski kurort upodobały sobie nie tylko komary, ale i muchówki.
Jeśli na nic zdadzą się metody chemiczne: wlewki (do wód stojących wlewa się preparat biologiczny, który zwalcza larwy komarów. Jak twierdzą producenci, nie oddziałuje on na ryby, płazy, skorupiaki, mięczaki i inne organizmy wodne).
Oprócz wlewek stosuje się zamgławianie i okadzanie, na które przychodzi pora od połowy maja do końca czerwca. Dlaczego właśnie wtedy? - Bo największy wylęg komarów w naszej strefie klimatycznej trwa do połowy czerwca. Preparaty przeciwko komarom działają po rozpyleniu przez około trzy tygodnie. Jeśli zastosujemy je za wcześnie, przestaną być aktywne dokładnie w czasie, gdy występuje największa plaga owadów - wyjaśnia Karelus.
Zupełnie inaczej problem komarów rozwiązuje Wrocław. Tam - z powodów ekologicznych - sięgnięto po broń biologiczną. "Zwalczamy komary, stosując szczep bakterii Bacillus thuringiensis israelensis. Rozszerzyliśmy jednak arsenał o dodatkowe naturalne sposoby ograniczające wylęg. We współpracy z Polskim Związkiem Wędkarskim Ośrodkiem Zarybieniowym w Szczodrem pozyskaliśmy gatunki ryb odżywiające się larwami komarów, nie dopuszczając do wylęgu form dorosłych" - wyjaśnia Irena Baraniecka z Wydziału Środowiska i Rolnictwa UM we Wrocławiu. Gatunkami ryb przewidzianymi do walki z komarami są: liny, karasie, wzdręgi, słonecznice.
W corocznej akcji zarybia się 50 zbiorników wodnych na terenie Wrocławia (stawy, starorzecza, oczka wodne). Wrocław to jedyne miasto w Polsce, które stosuje tę metodę."Zapewniam, że jest bardzo skuteczna" - mówi Baraniecka.
Jeśli na nic zdadzą się metody chemiczne: wlewki (do wód stojących wlewa się preparat biologiczny, który zwalcza larwy komarów. Jak twierdzą producenci, nie oddziałuje on na ryby, płazy, skorupiaki, mięczaki i inne organizmy wodne).
Oprócz wlewek stosuje się zamgławianie i okadzanie, na które przychodzi pora od połowy maja do końca czerwca. Dlaczego właśnie wtedy? - Bo największy wylęg komarów w naszej strefie klimatycznej trwa do połowy czerwca. Preparaty przeciwko komarom działają po rozpyleniu przez około trzy tygodnie. Jeśli zastosujemy je za wcześnie, przestaną być aktywne dokładnie w czasie, gdy występuje największa plaga owadów - wyjaśnia Karelus.
Zupełnie inaczej problem komarów rozwiązuje Wrocław. Tam - z powodów ekologicznych - sięgnięto po broń biologiczną. "Zwalczamy komary, stosując szczep bakterii Bacillus thuringiensis israelensis. Rozszerzyliśmy jednak arsenał o dodatkowe naturalne sposoby ograniczające wylęg. We współpracy z Polskim Związkiem Wędkarskim Ośrodkiem Zarybieniowym w Szczodrem pozyskaliśmy gatunki ryb odżywiające się larwami komarów, nie dopuszczając do wylęgu form dorosłych" - wyjaśnia Irena Baraniecka z Wydziału Środowiska i Rolnictwa UM we Wrocławiu. Gatunkami ryb przewidzianymi do walki z komarami są: liny, karasie, wzdręgi, słonecznice.
W corocznej akcji zarybia się 50 zbiorników wodnych na terenie Wrocławia (stawy, starorzecza, oczka wodne). Wrocław to jedyne miasto w Polsce, które stosuje tę metodę."Zapewniam, że jest bardzo skuteczna" - mówi Baraniecka.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|