Ksiądz proboszcz Jan Wajs nie ma wątpliwości, że matka, która bez wahania oddała życie za swoje dziecko, zasługuje na beatyfikację - pisze "Dziennik Zachodni". A że głosów popierających taki pomysł jest coraz więcej, nie można nie brać ich pod uwagę. Ksiądz już przymierza się do sprawdzenia wszelkich procedur. Zaznacza, że nawet jeśli wszystko ruszy, to będzie trwało bardzo długo. Jest jednak jedno "ale". "W tym wypadku jest jednak poważna przeszkoda. Dotąd nie było świętej z nieślubnym dzieckiem" - podkreśla ks. Wajs.

Żarki to rodzinna miejscowość Anny Radosz. Tuż po studiach dziewczyna wyjechała jednak do Wielkiej Brytanii. Gdy była w szóstym miesiącu ciąży, dowiedziała się, że choruje na raka. Szansą na wyleczenie była dla niej chemioterapia. Dziewczyna jednak zrezygnowała z leczenia, bo to zagrażało jej nienarodzonemu jeszcze dziecku. Po urodzeniu syna chciała wyjechać na kosztowne leczenie do Bostonu. Pieniądze zebrano, ale było już za późno.

Datki na rzecz Anny zbierały całe Żarki. Do dziś jej grób w tej miejscowości tonie w kwiatach - pisze "Dziennik Zachodni". Wielu mieszkańców coraz częściej mówi o wyniesieniu jej na ołtarze. Mieszane uczucia ma natomiast jej rodzina. "Moja siostra była mądrą, dobrą i kochającą dziewczyną. Ale całkiem zwyczajną, nie czuła się wyjątkowa. I taką chcę ją pamiętać" - mówi gazecie brat Ani, Łukasz.