"My się nie przyłączamy do strajku, bo zwyczajnie nie możemy sobie na to pozwolić. Mamy poumawianych pacjentów często z dwu- i trzytygodniowym wyprzedzeniem, którzy przyjeżdżają do nas z okolicznych miejscowości. Pokonują często nawet kilkadziesiąt kilometrów i nie będziemy ich wpuszczać w maliny" - powiedział dziennikowi.pl Włodzimierz Antkowski, szef Zakładu Medycznego "Diag Med Plus" z Włocławka.

Taką argumentację słychać dzisiaj w większości prywatnych firm medycznych w całej Polsce, mimo że Krzysztof Bukiel, szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, zapewniał, że także one przyłączą się do strajku. Zapowiadał twardo, iż w żadnym ośrodku medycznym, czy to publicznym, czy prywatnym, nie będzie można umówić się na wizytę lekarską, by Polacy wreszcie odczuli, jak to jest bez lekarzy. Ale cóż... Ekonomia wzięła górę.

"Liczyliśmy, że lekarze przyjmujący w prywatnych gabinetach przyłączą się chociaż do strajku w części, w której chcemy zmian w systemie opieki zdrowotnej, a niekoniecznie w sprawie podwyżek. Stało się jednak inaczej" - bezradnie rozkłada dziś ręce Bukiel. I - mimo wcześniejszych wypowiedzi - dodaje, że... wcale im się nie dziwi.