Zdaniem prokuratury zabójstwo było szczególnie okrutne i dokonano go z premedytacją. Oskarżony Marek K. przyznał się do zabicia dziewczyny, ale nie przyznał się, że morderstwo zaplanował.
Licealistka zaginęła na początku kwietnia 2006 roku. O jej zaginięciu i poszukiwaniach mówił cały Kraków, informowały o tym ulotki rozlepione w całym mieście i komunikaty w mediach. Początkowo przypuszczano, że została porwana dla okupu, ponieważ pochodziła z zamożnej rodziny.
Jej chłopak Marek K. dobrze się krył, przekonany o bezkarności. Zachował zimną krew, uczestniczył w poszukiwaniach, dzwonił też do rodziców ofiary i dopytywał się o wyniki poszukiwań. Po znalezieniu ciała nastolatki studenta zatrzymano. Po kilku dniach przyznał się do zabójstwa. I opisał wstrząsające szczegóły.
Według niego, przyczyną zabójstwa był pozytywny wynik testu ciążowego. Jak twierdził oskarżony, dziewczyna zachowała się wtedy "irracjonalnie", odepchnęła go i - upadając - wbiła sobie ostrze noża w gardło. Marek K. tłumaczył, że zadał pozostałe ciosy, ponieważ "chciał jej pomóc", kiedy się dusiła, i "obawiał się, że nikt mu nie uwierzy".
Te tłumaczenia nie przekonały śledczych. Bo oskarżony wcześniej zabrał dziewczynie telefon komórkowy i wyjął z niego baterię, by nie można było go namierzyć. Zaparkował także samochód w taki sposób, by móc niepostrzeżenie załadować do niego ciało ofiary, a potem wrzucił obciążone zwłoki do zbiornika, o którym wiedział, że ma zostać zasypany.
Prokuratura twierdzi, ze oskarżony chciał się związać z inną dziewczyną. To w domu jej rodziców doszło do morderstwa. Dziewczyna ta jest oskarżona o utrudnianie śledztwa.