Armia straciła na sprzęcie, który okazał się bublem, wiele milionów złotych. Ale dużo groźniejszy jest fakt, że nasi żołnierze na bojowych misjach w Iraku i Afganistanie dostali np.
maskujące mundury, które - zamiast chronić - w nocy w noktowizorach wroga świeciły niczym lampki.
Żandarmeria Wojskowa kończy dochodzenie. "Do 10 lipca sprawę zamkniemy" - potwierdza nam płk Edward Jaroszczuk z Żandarmerii. Wiadomo już, że wojskowi śledczy zebrali masę
dowodów, które potwierdzają oszustwa w przynajmniej siedmiu dostawach sprzętu dla naszej armii. Chodzi m.in. o przetarg na buty, które miały być odporne na trudne warunki w Afganistanie, a
rozpadły się jeszcze w magazynie. Polacy musieli z własnych pieniędzy kupować obuwie już na miejscu.
Pod lupą śledczych znalazły się także plecaki, które nie wytrzymywały wilgoci, lokalizatory GPS, które działały tylko na prąd z gniazdka. I specjalne kontenery, które w zamówieniu miały
być łatwe w transportowaniu, a okazały się być tak ciężkie, że trzeba było je przenosić ponad 10-tonowymi dźwigami.
Mechanizm oszustw był w każdym przypadku podobny. Np. buty - najpierw próbną partię dostarczono komandosom do Lublińca. Okazały się rewelacyjne. Odporne na wilgoć, oddychające, z
wytrzymałą, twardą podeszwą. Armia zamawiała więc pełną dostawę i płaciła jak za pełnowartościowy produkt. Jednak do magazynów firma przesyłała już "szmaciane
trampki".
Do prokuratury trafią zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez kilkanaście firm i osób. Postawienie im zarzutów to przy takim materiale dowodowym - według naszych
informatorów - czysta formalność.