"Domagaliśmy się wstrzymania decyzji sądu do czasu rozpatrzenia naszego zażalenia. Ale z tego, co wiem, obaj panowie wpłacili już kaucję i wyszli na wolność" - mówi Leszek Karpina, rzecznik Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. Wczoraj Marek Ignor i Paweł K.-Ż. zostali aresztowani na miesiąc. Na wpłatę kaucji mieli sześć dni. Ale za kratami spędzili zaledwie dobę, bo pieniądze na konto sądu wpłynęły już dziś.
Zaczęło się w minioną niedzielę ok. godz. 18.30, gdy do jednego z wrocławskich klubów fitness wezwano patrol. Obsługa narzekała na dwóch awanturujących się, podpitych mężczyzn. Kiedy mundurowi chcieli ich uspokoić, ci rzucili się z pięściami. Najpierw, nie przebierając w słowach, grozili, że wyrzucą policjantów z pracy. Potem zaczęli bić i kopać. Według "Faktu", jeden z polityków rozwalił na głowie policjanta krzesło.
Obu mundurowych i jeden z napastników - Paweł K.-Ż. - trafiło do szpitala z urazami głowy i kręgosłupa. Drugi samorządowiec - szef klubu PO we wrocławskiej radzie, Marek Ignor - noc spędził w izbie wytrzeźwień. Paweł K.-Ż. stracił już prawo jazdy za prowadzenie po pijanemu.
Zarząd Krajowy Platformy Obywatelskiej zapowiedział surowe konsekwencje dla swoich działaczy. "Radny PO Marek Ignor już został zawieszony" - powiedział dziennikowi.pl Grzegorz Schetyna, sekretarz generalny partii. Dodał, że władze partii wyjaśniają okoliczności całego zajścia.