Na odchodne rzucili jeszcze, że to będzie tylko pierwsza rata haraczu. Kobieta przełamała strach i zgłosiła napad policjantom. Ci rozprawili się z gangsterami - informuje "Fakt".
Pani Katarzyna stała wieczorem za barem. Klientów w środku było jak na lekarstwo. Nagle do środka weszło dwóch osiłków. 29-letni Paweł W i 35-letni Marcin W. podeszli do kobiety. "Będziesz nam płacić tysiąc złotych za ochronę!" - zapowiedział pewnym głosem jeden z oprychów.
Kobieta nie po raz pierwszy miała do czynienia z podobnymi groźbami, więc stanowczo odmówiła - pisze "Fakt". Wtedy Paweł W. jednym susem przeskoczył bar, złapał panią Katarzynę za bluzkę i ścisnął za gardło. Zamachnął się mosiężną popielniczką. "Jeśli nie zapłacisz k.... to wydłubię ci oko! Uwierz mi, to będzie bardzo bolało" - zaśmiał się szyderczo. "A potem zajmę się twoimi dziećmi. Chyba tego nie chcesz?!" - wychrypiał Paweł W. I zaczął grzebać w torebce, którą wypatrzył pod ladą. Bandyci zabrali kluczyki i dokumenty do opla calibry i odjechali.
"Przestępcy byli tak bezczelni, że po kilkunastu minutach wrócili i zażądali 1000 zł okupu za skradzione auto. Pokrzywdzona, pod groźbą pobicia, wręczyła im 500 zł. To jednak ich nie usatysfakcjonowało i znów odjechali wozem" - opowiada "Faktowi" sierżant Agnieszka Hamelusz z praskiej policji.
Zastraszona kobieta zdecydowała się powiadomić policję. Wywiadowcy rozpoczęli poszukiwania skradzionego opla. Tuż po godz. 21 znaleźli go zaparkowanego na cieszącej się złą sławą ul. Brzeskiej. Policjanci szybko zorganizowali zasadzkę. Kiedy Paweł W. podszedł do auta, kryminalni z bronią gotową do strzału wyskoczyli z ukrycia, a radiowozy odcięły gangsterowi drogę ucieczki.
Opryszek poddał się bez walki. Nagle z jednej bram wyszedł Marcin W. "Próbował uciec, ale nie miał szans" - mówi policjant. Mundurowi znaleźli przy nim 500 zł.
Bandyci trafili do aresztu. Grozi im 10 lat więzienia.