Dziennik Gazeta Prawana logo

Dwójka haraczowników trafiła do celi

13 października 2007, 15:57
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Wydłubię ci oko, jeśli nam nie zapłacisz! Chyba że wolisz, żebym zajął się twoimi dziećmi" - krzyknął jeden z bandytów do przerażonej właścicielki baru na Pradze-Północ. Gangsterzy zabrali kobiecie samochód i zażądali za niego tysiąc złotych okupu. Na szczęście policja już złapała bandytów.

Na odchodne rzucili jeszcze, że to będzie tylko pierwsza rata haraczu. Kobieta przełamała strach i zgłosiła napad policjantom. Ci rozprawili się z gangsterami - informuje "Fakt".

Pani Katarzyna stała wieczorem za barem. Klientów w środku było jak na lekarstwo. Nagle do środka weszło dwóch osiłków. 29-letni Paweł W i 35-letni Marcin W. podeszli do kobiety. "Będziesz nam płacić tysiąc złotych za ochronę!" - zapowiedział pewnym głosem jeden z oprychów.

Kobieta nie po raz pierwszy miała do czynienia z podobnymi groźbami, więc stanowczo odmówiła - pisze "Fakt". Wtedy Paweł W. jednym susem przeskoczył bar, złapał panią Katarzynę za bluzkę i ścisnął za gardło. Zamachnął się mosiężną popielniczką. "Jeśli nie zapłacisz k.... to wydłubię ci oko! Uwierz mi, to będzie bardzo bolało" - zaśmiał się szyderczo. "A potem zajmę się twoimi dziećmi. Chyba tego nie chcesz?!" - wychrypiał Paweł W. I zaczął grzebać w torebce, którą wypatrzył pod ladą. Bandyci zabrali kluczyki i dokumenty do opla calibry i odjechali.

"Przestępcy byli tak bezczelni, że po kilkunastu minutach wrócili i zażądali 1000 zł okupu za skradzione auto. Pokrzywdzona, pod groźbą pobicia, wręczyła im 500 zł. To jednak ich nie usatysfakcjonowało i znów odjechali wozem" - opowiada "Faktowi" sierżant Agnieszka Hamelusz z praskiej policji.

Zastraszona kobieta zdecydowała się powiadomić policję. Wywiadowcy rozpoczęli poszukiwania skradzionego opla. Tuż po godz. 21 znaleźli go zaparkowanego na cieszącej się złą sławą ul. Brzeskiej. Policjanci szybko zorganizowali zasadzkę. Kiedy Paweł W. podszedł do auta, kryminalni z bronią gotową do strzału wyskoczyli z ukrycia, a radiowozy odcięły gangsterowi drogę ucieczki.

Opryszek poddał się bez walki. Nagle z jednej bram wyszedł Marcin W. "Próbował uciec, ale nie miał szans" - mówi policjant. Mundurowi znaleźli przy nim 500 zł.

Bandyci trafili do aresztu. Grozi im 10 lat więzienia.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj