"Ten autobus od początku miał kłopoty techniczne. Jedziemy już 28 godzin. W Besançon zatrzymał nas francuski patrol. Zabrali dokumenty wszystkim podróżnym. Autobus nie
miał homologacji. Kierowcy dostali 750 euro mandatu. Ale nie mieli pieniędzy, więc chcieli zrobić zrzutkę wśród jadących" - opowiada zdenerwowana Joanna Storożyńska, jedna z
pasażerek.
Pasażerowie się zbuntowali i zaalarmowali centralę firmy w Warszawie. Dopiero wtedy kierowcy mandat zapłacili.
"Nie chodziło o homologację, bo tej nie trzeba mieć. Kierowcy nie pokazali żandarmom zezwolenia na obsługę tej trasy międzynarodowej. Nie wiem dlaczego. Linię obsługuje nasz partner
- firma PKS Stalowa Wola. Wszystko dokładnie wyjaśnimy po powrocie kierowców" - mówi dziennikowi.pl Dorota Dziubałko, szefowa biura komunikacji międzynarodowej Orbis Transport.
I zapewnia, że kierowcy nie musieli żądać od pasażerów pieniędzy na mandat, bo mieli kartę płatniczą. "Rzeczywiście dostali mandat 750 euro. Ale zapłacili kartą, twierdzą, że
mają potwierdzenie tej transakcji" - tłumaczy Dorota Dziubałko.
Prezes PKS Stalowa Wola Janusz Śmigulski nie chciał komentować tej sprawy, dopóki nie wrócą kierowcy i nie pozna zarzutów francuskiej policji. Zapewnia, że wszystkie dokumenty były w porządku. I sugeruje, że może to być przykład szykan ze strony Francuzów, którym przeszkadza polska konkurencja.
Bilet z Warszawy do Lyonu kosztował na ten kurs ponad 400 złotych.