Tworzenie alternatywnych historii jest domeną fikcji literackiej, a nie polityki - mówi wybitny filozof Peter Sloterdijk, krytykując słowa polskiego premiera, że gdyby nie II wojna światowa,
Polska miałaby 66 milionów obywateli i ważyła w UE tyle samo co Francja i Włochy.
Sloterdijk przekonuje, że Niemcy stały się "normalnym narodem", co oznacza, że kwestia ich winy wojennej przestała być istotna dla bieżącej europejskiej polityki. Stanowi to
poważne wyzwanie dla dalszej integracji w ramach UE, która przez dziesięciolecia była możliwa dzięki niemieckiej woli zadośćuczynienia za wojenne szkody. To właśnie w imię pojednania
niemieccy przywódcy i podatnicy nie mieli oporów przed dotowaniem francuskiego rolnictwa i włoskiej infrastruktury. Jak będzie wyglądać Europa, gdy Niemcy wyzbędą się poczucia tej
szczególnej odpowiedzialności? Sloterdijk nie daje odpowiedzi wprost, lecz wyznacza nowe kierunki myślenia o europejskiej przyszłości. Jednym z nich jest twórcze przejęcie
"amerykańskiego snu" imigrantów, którzy - opuściwszy Europę - zaczynali nowe życie. By powtórzyć ich drogę i skorzystać z drugiej szansy dawanej przez nową wspólnotę
polityczną, nie trzeba zmieniać miejsca pobytu. Wystarczy opuścić przestarzałe ramy narodowej wspólnoty - przekonuje Sloterdijk. Powstaje jednak pytanie, kto - poza Niemcami - jest gotów
uwierzyć w tak rozumiany "europejski sen"?
p
Jak najbardziej. Jest to przede wszystkim zasługa fenomenalnej Angeli Merkel. Okazała się ona znakomitym kanclerzem, nie tylko w polityce wewnętrznej, ale również na
arenie międzynarodowej - chociaż niewielu obserwatorów się tego spodziewało. To wielkie i bardzo pozytywne zaskoczenie zobaczyć osobę o tak wyjątkowym talencie politycznym jak Angela Merkel
na arenie politycznej, gdzie występują głównie kastraci. Merkel pokazuje wszystkim, że ciężka praca i całkowite poświęcenie się wyznaczonym celom wciąż jest możliwe. W Unii Europejskiej
nie dokonał się może przez ten czas jakiś wielki przełom, ale pamiętajmy, że UE jest już całkiem dobrze zakorzenionym bytem politycznym i żadnych przełomów nie potrzebuje. Potrzebna jest
raczej stabilna integracja w nowym sensie tego słowa. Niestety są kraje, które niechętnie akceptują nowe realia, wciąż odwołując się do fantazmatów państwa narodowego i śniąc sny o XIX
stuleciu. To archaiczne myślenie.
O tym właśnie myślałem. To, co powiedział Jarosław Kaczyński, jest czystym nonsensem. Możemy oczywiście zastanawiać się nad różnymi wersjami historii: co by było, gdyby Niemcy wygrały
wojnę? Co by było, gdyby Francja nie kolaborowała z Niemcami? Jak wyglądałaby Europa, gdyby nie pokonano Napoleona? Tworzenie tego rodzaju wirtualnej historii należy jednak do domeny fikcji
literackiej. Nie jest to zbyt wyrafinowany sposób zwodzenia przeciwnika przy stole negocjacyjnym. Kaczyńscy próbowali odwoływać się do tożsamości historycznej Polski jako kraju zranionego i
upokorzonego. Przywołali negatywną stronę snu o suwerennym państwie narodowym - i to takim, które wciąż boleje nad utratą szansy na stanie się mocarstwem. Nie ma to jednak nic wspólnego z
prawdą. Polska jest zupełnie zwyczajnym członkiem wspólnoty europejskiej, a nie państwem, które wciąż przeżuwa myśli o własnej mocarstwowości.
To trudne i bardzo ważne zagadnienie. Musimy bowiem pamiętać, że jeśli Europejczycy w przyszłości staną się ponadnarodową wspólnotą, posiadanie wspólnej historii stanie się niemożliwe.
Historyczne, narodowe wspólnoty zawsze były oparte na podzielanej przez wszystkich narracji. W pewnej mierze ich tożsamość zawsze była częściowo patologiczna, ponieważ doznane traumy są
najgłębszą warstwą narodowej identyfikacji historycznej. Jednak dziś musimy zmienić nasze myślenie. Europejczycy muszą nauczyć się, że bycie członkiem wspólnoty europejskiej oznacza
emigrację.
Emigracja nie musi być zmianą miejsca w przestrzeni geograficznej. Bycie członkiem wspólnoty europejskiej oznacza opuszczenie swojego kraju i przystanie do nowej wspólnoty. Wspólnota europejska
musi ukonstytuować się jako państwo imigracyjne, do którego przyjeżdżają ci, którzy wybrali nowe życie. Europa musi reimportować amerykański mit. Nie zapominajmy, że Stany Zjednoczone
były kiedyś kolonią europejską opartą na micie uciekinierów ze Starego Kontynentu znajdujących bezpieczeństwo na nowej ziemi i w nowym życiu. Najbardziej pierwotnym mitem Ameryki jest mit
drugiej szansy. I ta właśnie mitologia musi się odrodzić w Europie - bez tego nie uda się nigdy stworzyć ponadnarodowej wspólnoty.
Tak długo, jak bracia Kaczyńscy będą ćwiczyć swój resentyment, Polska nie będzie miała szansy na oderwanie się od peletonu i dołączenie do tych, którym udało się już zostawić
przeszłość za sobą. Tymczasem wciąż nie widzę takiej szansy, bo moim zdaniem Polacy nadal nie zrozumieli kwestii absolutnie kluczowej. Otóż nie istnieje już państwo o nazwie
"Niemcy", które Polacy znają z czasów II wojny światowej. Innymi słowy, wasz sąsiad nie jest już tą samą osobą... Niemcy są jednym z najbardziej normalnych społeczeństw
świata. Przez ostatnie 60 lat bardzo dokładnie siebie samych przemyśleli i przetestowali. Przeszli trudny proces politycznej, moralnej i psychologicznej zmiany. Dziś są najmniej egoistycznym
państwem w Europie. Nauczyli się powstrzymywać swój apetyt na dominację nad innymi krajami. Nie podejmują decyzji sami, zawsze konsultują je z sąsiadami, zawierają przyjaźnie polityczne,
unikają konfliktu. Któż inny zachowuje się dziś w Europie w sposób równie wyważony?
Mam na myśli Niemcy jako społeczeństwo rozwijające się w czasie. Są oczywiście ludzie, którzy pragną uczynić Niemcy bardziej egoistycznymi. Jednak nacjonalizm i egoizm schodzą w tej chwili
ze sceny politycznej. Dziś chodzi o to, by przekształcić Europę w swego rodzaju obóz ćwiczebny, w którym trenować będziemy nowe, dobre maniery polityczne.
p
ur. 1947, najważniejszy filozof niemiecki swego pokolenia. Uczeń Theodora Adorna i Maksa Horkheimera, kontynuator i zarazem krytyk zapoczątkowanego przez nich sposobu myślenia o społeczeństwie. Jego najważniejszym dziełem jest wydana w 1983 roku "Krytyka cynicznego rozumu" (jej fragment publikowaliśmy w "Europie" nr 50 z 14 grudnia ub.r.). W Polsce ukazała się jego "Pogarda mas" (2003). Ostatnio na naszych łamach zamieściliśmy wypowiedź Sloterdijka w ankiecie "Kim jest naprawdę Nicolas Sarkozy?" ("Europa" nr 161 z 5 maja br.).