Dziewczyna ma poważny uraz czaszki. Lekarze walczą o jej życie. Zrozpaczony ojciec odchodzi od zmysłów: "Ona miała takie wielkie plany, a teraz nie wiadomo, czy...", ucina, by nie wypowiedzieć tego najgorszego słowa - pisze "Fakt".
"Małgosia we wszystkim zawsze chce być najlepsza - opowiada ojciec. "Bardzo dobrze się uczyła. Egzamin gimnazjalny zdała tak, że liceum mogła sobie wybrać, jakie chciała. Po liceum chciała iść do szkoły pielęgniarskiej, potem studia skończyć. Co teraz będzie?" - rozpacza mężczyzna.
Małgosia wracała z Bydgoszczy do domu. Jej rodzina mieszka we wsi Florczaki na Mazurach. Matka czekała na nią na dworcu w Ostródzie. Kontaktowała się z córką, kiedy ta była w pociągu. Jednak na dworcu w Ostródzie nie wysiadła. Rozpoczęły się poszukiwania - pisze "Fakt"."
"Małgosia wybrała liceum w Bydgoszczy. Baliśmy się tego wielkiego miasta. Bo Małgosia chodziła przecież do wiejskiego gimnazjum. Tłumaczyłem jej, że im większe miasto, tym wyższy poziom. Ale ona tam też sobie dobrze radziła. Stopnie miała powyżej przeciętnej" - opowiada pan Wojciech.
Zrozpaczona rodzina szalała z rozpaczy: Gdzie jest nasza córka?! Zgłosili zaginięcie na policję. Dopiero po trzech dniach leżącą koło torów Małgosię zupełnie przypadkowo znalazł pracownik kolei, Jacek Mierzwiński. 30 kilometrów od Ostródy, gdzie miała wysiąść. Dziewczyna miała pękniętą czaszkę. W szpitalu rozpoczęła się walka o jej życie.
Pan Wojciech nie może zrozumieć, że jego córki szukano aż trzy dni. Żona już następnego dnia po zniknięciu pojechała do Bydgoszczy. Wieszała plakaty, pytała się ludzi. Państwo Leonczak zastanawiają się, co w tym czasie robiła policja. I odpowiadają od razu: "Nie robiła nic! Przecież mogli wziąć helikopter i przelecieć się tą trasą. Patrol mógł przejść się torami" - ojciec dziewczyny jest wściekły. Już zgłosił skargę na działania policji. "Gdyby tylko ruszyli palcem, to moja córunia już w sobotę trafiłaby do szpitala" - dodaje.
Izabela Niedźwiedzka z policji w Olsztynie potwierdza "Faktowi" informację o skardze ojca. "Policjanci rozesłali do wszystkich jednostek informacje o zaginięciu
Małgosi" - tłumaczy kolegów Niedźwiedzka. Pytana o helikopter i przejście po torach, nie odpowiada.