Dziennik Gazeta Prawana logo

Obskurancki nacjonalizm

5 listopada 2007, 12:13
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Po ostatnim szczycie UE w Brukseli zachodnie media nie zostawiły na Polsce suchej nitki. Mówiono i pisano o nacjonalistycznych obsesjach, szantażu i kompletnym braku odpowiedzialności. Podobnie negatywne opinie wyrażali na łamach "Europy" wybitni europejscy intelektualiści, tacy jak Alain Finkielkraut i Peter Sloterdijk. Twierdzili, że polski rząd nacjonalistyczny kieruje się wyłącznie własnymi nacjonalistycznymi obsesjami i próbuje manipulować historią. W dzisiejszej "Europie" o tym problemie historycznych manipulacji mówi także znakomity niemiecki historyk i publicysta Michael Stürmer. Jego zdaniem Europę stać na wspólną historię, niewywołującą konfliktów podobnych do tego, który spowodowały wypowiedzi polskiego premiera. Nathaniel Copsey bezlitośnie wytyka natomiast wszystkie błędy polskiej polityki w kwestiach europejskich. Określenia w rodzaju "obskurantyzm", "niekompetencja" i "katastrofa" pojawiają się w tym krótkim tekście nader często. Polityka braci Kaczyńskich, twierdzi autor, jest podręcznikowym przykładem tego, jak znaczący europejski kraj może utracić swoją pozycję i skutecznie skłócić się ze swoimi partnerami. Copsey, świetnie zorientowany w polskich realiach, dostrzega jedną podstawową przyczynę takiego stanu rzeczy. Polska polityka wobec Unii stała się zakładnikiem sporu o przeszłość, który PiS toczy z elitami i klasą polityczną. A to oznacza, że jeszcze długo polski rząd nie będzie w stanie zaproponować Europie nic poza małostkowymi żądaniami i kłótniami.

p

Niektórzy komentatorzy europejskiej polityki braci Kaczyńskich lubią snuć porównania między obecnymi posunięciami rządu polskiego i polityką prowadzoną niegdyś przez prezydenta Francji Charles'a de Gaulle'a. Rzeczywiście, polski rząd postąpiłby słusznie, gdyby wziął pod rozwagę jedną z bardziej przenikliwych sentencji generała: "Patriotyzm to stawianie na pierwszym miejscu miłości do własnego narodu; nacjonalizm to stawianie na pierwszym miejscu nienawiści do innego narodu". Od czasu objęcia władzy w 2005 roku polityka europejska koalicji pod przewodem PiS-u jest zawzięcie nacjonalistyczna i tak niekompetentna, że zamiast służyć interesom Polski, poważnie nadwątliła jej przyszłą zdolność do współkształtowania politycznych posunięć Unii Europejskiej.

Polityka europejska Polski pod kierunkiem braci Kaczyńskich mogłaby posłużyć za podręcznikowy przykład tego, "jak nie być wpływowym państwem członkowskim". Po pierwsze Polska nie uznaje kompromisu, nawet w tych kwestiach, w których nie znajduje poparcia żadnego innego państwa członkowskiego. Po drugie nie konsultuje z innymi państwami członkowskimi poważnych decyzji, które rzutują na sytuację całej Unii, a czasem nawet o nich nie informuje. Po trzecie nie jest wiarygodnym partnerem - zdarza się, że zmienia zdanie po zawarciu porozumienia, jak uczynił prezydent Kaczyński w spornej kwestii systemu głosowania po powrocie do Warszawy. Po czwarte rząd polski poważnie osłabił możliwości działania polskiej dyplomacji, przez pół roku nie obsadzając bardzo istotnego stanowiska stałego przedstawiciela przy Unii Europejskiej. Do tego dochodzi jeszcze polowanie na czarownice, w wyniku którego wiele polskich ambasad jest pozbawionych szefów, zaś w Ministerstwie Spraw Zagranicznych panuje nastrój zniechęcenia i występują braki kadrowe. Zarówno w dziedzinie polityki zagranicznej, jak i na krajowym podwórku, naczelnym celem ekipy braci Kaczyńskich jest wyrównanie starych rachunków. Czy chodzi o "upokorzenia" doznane podczas negocjacji akcesyjnych, czy o wspomnienia znacznie boleśniejszych cierpień zadanych przez Rosję i Niemcy, rząd pręży muskuły, pragnąc pokazać, jak dzielnie broni narodu polskiego przed jego wrogami - dawnymi i teraźniejszymi. Jest wróg wewnętrzny, czyli sławetny układ, i są wrogowie zewnętrzni, czyli - jak się wydaje - Niemcy i Rosja. Nikt nie zrozumie współczesnej polskiej polityki (nie mówiąc już o zrozumieniu Polski jako takiej) bez dogłębnej znajomości tego bolesnego kontekstu historycznego. Obecny rząd popełnił jednak ciężki grzech, pozwalając, aby to, co zdarzyło się wczoraj, w zbyt dużym stopniu przesłoniło to, co dzieje się dzisiaj.

Polityka obecnego rządu cieszy się poparciem pewnych odłamów polskiego elektoratu, ale jest po prostu katastrofalna z punktu widzenia stosunków Polski z jej europejskimi partnerami. Stwierdzenie, że przy obliczaniu wagi polskiego głosu w Radzie Europy liczbę ludności Polski powinno się szacować na 66 milionów, a nie 38,5 miliona - uwzględniając skutki niemieckiej inwazji w 1939 roku i późniejszej okupacji - jest bezczelne i absurdalne. Nie ulega wątpliwości, że Polska ucierpiała podczas II wojny światowej, i to bardziej niż jakikolwiek inny kraj, ale nie jest to kwestia, która powinna czy nawet mogłaby mieć wpływ na kształt traktatu określającego ustrój Unii Europejskiej. PiS walczy z Platformą i SLD o tytuł "najbardziej polskiej partii politycznej", ale dążąc do realizacji polskich interesów narodowych (w swoim rozumieniu tego pojęcia) w sposób tak nieudolny i niekompetentny, naraża się na całkowitą utratę wiarygodności w oczach swoich europejskich partnerów. Polska jest krajem z gruntu euroentuzjastycznym, poziom poparcia społeczeństwa dla Unii Europejskiej lokuje ją w czołówce wszystkich państw członkowskich. Powód jest bardzo prosty: Polacy mają dostatecznie dużo rozsądku, by wiedzieć, co jest dla nich dobre. Polska ogromnie skorzystała na członkostwie w Unii. Dziesiątki miliardów euro ze środków unijnych zainwestowano w rozwój polskiej infrastruktury, a setki tysięcy Polaków korzysta z możliwości podniesienia kwalifikacji i zdobycia nowych doświadczeń zawodowych, pracując w innych państwach członkowskich - w samej Wielkiej Brytanii jest ich 600 tysięcy. Polska jest bardzo cenionym i wręcz niezbędnym członkiem Unii Europejskiej i dlatego rząd polski potrzebuje rozsądnej, wiarygodnej polityki europejskiej, która byłaby skierowana w przyszłość, a nie w przeszłość. Jak powiedział ostatnio prezydent Sarkozy, "Polska jest za wielka na pierwiastek". Polska jest również za wielka, by dopuszczać do tego, że małostkowość i obskurantyzm eurosceptycznego prezydenta i premiera narażają na szwank jej pozycję w Unii Europejskiej.

p

, ur. 1979, historyk, politolog, specjalista w dziedzinie stosunków państw Europy wschodniej z UE. Absolwent Uniwersytetu Oksfordzkiego oraz College of Europe (Bruges-Natolin). Członek londyńskiego think tanku "Policy Network". W tej chwili pracuje nad książką o wpływie Polski na Unię Europejską. W "Europie" nr 81 z 19 października 2005 opublikowaliśmy jego tekst poświęcony ostatnim wyborom prezydenckim na Ukrainie, "Cierpki smak pomarańczy".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj