Zraniony przez kobietę amant porąbał krzesłem mechanizm windy dla niepełnosprawnych. Rozbijał gabloty ze zdjęciami aktorów, drewniane sztalugi, lustra i stojące w korytarzu reklamy. Furiata powstrzymała policja, którą powiadomiła portierka. Zakuty w kajdanki mruczał po nosem, że w zdemolowanym teatrze zabarykadowała się jego ukochana - pisze bulwarówka.
"To jest takie kochane dziecko. Nie było z nim problemów do czasu, gdy poznał Grażynę. Zwyczajnie zakochał się i stracił głowę dla tej kobiety. Rzuciła go i się załamał" - tłumaczy jego matka, Jadwiga.
Przemek ostatni raz pojawił się w rodzinnym domu w Borzęcicach pod Poznaniem na Wielkanoc. Przyjechał z nową narzeczoną, Grażyną. Widać, że zawróciła mu w głowie. Cały czas trzymał ją za rękę. Spełniał każdy kaprys. "Po świętach słuch o nim zaginął. Już chcieliśmy z mężem na policję dzwonić" - tłumaczy pani Jadwiga.
A Przemek wierzył, że znalazł w końcu kobietę swego życia. Planował ślub. Wziął kredyt. Gdy jednak powiadomił o swych planach Grażynę, ta tylko zaśmiała mu się w twarz. Odwróciła się na pięcie i burknęła, że na żonę to ona się jeszcze nie nadaje. Przemkowi świat się zawalił. Błagał Grażynę, aby zmieniła zdanie. Ale im bardziej nalegał, tym kobieta stawała się bardziej stanowcza. Wreszcie oznajmiła, że odchodzi.
34-latek ruszył za nią w Polskę. Szukał jej u znajomych, rodziny. Wszystko na nic. Wreszcie zawędrował do Białegostoku. Na wschodzie kraju szukał ukojenia. Chodził po parku, rozmyślał,
co robić ze swoim życiem. Ale w głowie miał cały czas Grażynę. To ona stała mu przed oczami, gdy w amoku demolował białostocki teatr - twierdzi "Fakt". "Rozumiem
miłość, ale żeby od razu zniszczyć cały budynek" - załamuje ręce matka Przemka. "Przecież chcą go za to na 5 lat za kraty wsadzić. I pomyśleć, że to wszystko przez tę
wiedźmę Grażynę" - dodaje zrozpaczona kobieta.