Pacjenci szpitala specjalistycznego w Dąbrowie Górniczej czekają właściwie już tylko na cud. Liczą, że wreszcie się skończy ten przeklęty strajk i lekarze znów będą ich leczyć -
pisze "Fakt". Bo w tej chwili jedyna w mieście klinika jest całkowicie sparaliżowana przez głodówkę 22 medyków. Wstrzymano wszystkie zabiegi. Nie wyklucza się też ewakuacji
chorych.
Strajkujących lekarzy nikt już nie rozumie i nie popiera. Pacjenci z Dąbrowy Górniczej każdego dnia modlą się o koniec protestu - oni chcą być po prostu leczeni, a lekarze wciąż im
powtarzają, że nie mogą dla nich nic zrobić.
"Nie chcę umierać, ratujcie mnie. Moje serce nie wytrzyma tego wszystkiego" - prosi Władysław Biegański, pacjent z oddziału kardiologicznego. Nie chce ewakuacji, nie wyobraża sobie przenoszenia do innego szpitala. "Błagam, nie wyrzucajcie nas stąd" - apeluje Biegański.
O ewakuacji pacjentów z Dąbrowy Górniczej mówi się już od kilku dni. Lekarze straszą schorowanych ludzi, że trzeba będzie ich wywieźć do innych szpitali, jeśli dyrektor nie ulegnie żądaniom protestujących - pisze "Fakt".
Obecnie 90 lekarzy nie pracuje, część jest na urlopach, inni w ramach protestu wypisali zwolnienia z pracy. Na oddziałach jest 221 pacjentów. Najgorsza sytuacja panuje na oddziałach neurologicznym, chorób wewnętrznych, położniczym i dla noworodków - zostali tam już sami ordynatorzy. Tymczasem reszta z uporem domaga się podwyżki do 7,5 tys. zł. A takich pieniędzy nie ma.
"Protestujący działają na własną szkodę. Ich roszczenia są nierealne. Szpital utonie w długach. Jeśli tak dalej pójdzie, w sierpniu 711-osobowa załoga dostanie okrojoną pensję, bo nie realizujemy kontraktów" - tłumaczy "Faktowi" Zbigniew Grzywnowicz, dyrektor szpitala.
I dodaje, że na sto zaplanowanych w miesiącu operacji w dąbrowskim szpitalu wykonano zaledwie kilka. Dyrektor uspokaja, że ewakuacja to ostateczność. Ale jest na nią przygotowany. Już
rozmawiał z szefami szpitali w całym województwie o przejęciu jego pacjentów.