W sporze z Jadwigą Staniszkis chodzi o coś znacznie poważniejszego niż poglądy Marka Jurka czy Sławomira Sierakowskiego. Od samego początku "Europa" z rezerwą przygląda się ortodoksyjnie wyznawanym tożsamościom ideowym. Publikujemy manifesty ich wyrazistych propagatorów, ale po to, by pokazać, jak bardzo ta wyrazistość ich zaślepia, jak mało rozumieją z otaczającego ich świata, w jak wielkim stopniu są zakładnikami swoich tożsamości.
Bo pojęcia polityczne nie są przezroczyste ani niewinne. To nie są - jak często mówimy - jedynie wartości. To konkretne tezy na temat świata, przyjęte z góry, przez to nieprawdziwe. Te pojęcia są silniejsze od rzeczywistości. Są jak okulary, na których soczewkach został namalowany jakiś obraz - bez względu na to, gdzie i kiedy te okulary założymy, ten sam obraz zawsze się nam pokaże. Obrazy na naszych ideowych okularach zostały wyrysowane dawno. Liberalne okulary tworzyły się od XVII do XIX stulecia, gdy idee wolnościowe walczyły dopiero o prawo do społecznego zaistnienia. Liberalizm miał uwrażliwiać kolejne pokolenia liberałów na niedobór wolności i mobilizować do walki o nią. Jednak przyszedł czas, gdy wolność polityczna stała się faktem, tyle że chodząc w liberalnych okularach, trudno to było zauważyć. Odwrotnie - ukazywały one coraz radykalniejsze obrazy zniewolenia. Za sprawą tego optycznego złudzenia potrzeba wolności wyradzała się w natarczywe szukanie nowych form opresji. W obsesyjny rytuał odkrywania kolejnych praw człowieka. I - co najciekawsze - w ślepotę na realne zagrożenia dla wolności.
Ten sam problem mają wszystkie opcje ideowe. Lewica z założenia skazana jest na aktywność. Musi wymierzać sprawiedliwość, szukać kolejnych skrzywdzonych, tyle że to nie analiza rzeczywistości zmusza ją do tego - ale ideowe okulary. Choćby każdemu po kolei lewicowcowi żyło się dobrze, choćby nie znał nikogo realnie nieszczęśliwego, posiadane przez niego pojęcia polityczne zmuszają go do budowy lepszego świata. Gdy żarliwy lewicowiec trafi do nieba, nawet tam będzie szukał społecznej krzywdy. Od razu zada pytanie, czemu Matka Boska nie została zaliczona do Świętej Trójcy albo czemu niektórzy aniołowie mają rangę archaniołów, co może upokarzać pozostałych.
Jeśli założymy jedne okulary, zobaczymy rozpad rodziny i upadek religii. Jeśli założymy inne, pokażą nam w tym samym miejscu niewolników globalnego kapitalizmu. Zakładamy jedne okulary i widzimy człowieka, który wspina się rześko do góry, założymy inne, ten sam człowiek spada w dół.
Nie piszę tego w trybie szyderstwa. Wielkie systemy pojęć politycznych - liberalizm, konserwatyzm, socjalizm czy idea narodowa - były w chwili powstania przydatnymi narzędziami. Tworzyli je sławni filozofowie, testowali w praktyce najwybitniejsi politycy. Ale rzeczywistość się zmieniła. Systemy ideowe, które służyły do generalnych napraw świata albo wygrały i są zbędne, albo przegrały i są już tylko szkodliwe.
"Europa" bywa krytykowana za ideową niewyrazistość. Słusznie. Bo bardziej niż dawanie świadectwa jednej opcji interesuje nas pytanie: jak wygląda świat, kiedy zdejmiemy te wszystke zasłaniające go okulary i spojrzymy na rzeczywistość nie tyle naiwnym, co raczej chłodnym okiem. Podobna ciekawość ożywia dziś zachodnią politykę, która zrzuca z siebie dawne ideowe kostiumy, bo czuje, że kreują sztuczne problemy, spychają politykę w stronę zachowań rytualnych. Nie oznacza to odwrócenia się od wartości, takich jak wolność, sprawiedliwość czy ludzka godność, raczej zrozumienie, że dawne ideologie tych wartości dzisiaj wcale nie bronią.
W Polsce natomiast dzieje się odwrotnie. Prawica się utwardza, PiS od formuły chadeckiej zmierza szybkimi krokami w stronę prawicy narodowej z silną obsesją tradycjonalityczną. PO stylizuje się na rewolucję thatcherowską. Lewica upatruje swojej przyszłości w powrocie do ideowego radykalizmu, mimo że już lepszy byłby dla niej miękki profil społeczny PiS-u albo millerowski cynizm.
Polska polityka grzęźnie w rytuale. Cofa się do jałowych sporów z lat 90., tyle że zamiast wojny Waleriana Piotrowskiego z Izabellą Sierakowską będzie to wojna ich współczesnych klonów. Tak samo jałowa i bezsensowna. Wmawiająca Polakom fałszywą tezę, że na tym właśnie polega polityka.