Dziennik Gazeta Prawana logo

Łukaszenka chce Kremla

5 listopada 2007, 12:13
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

BFN odniósł wielkie historyczne zwycięstwo. Będąc w politycznej mniejszości, wywalczył dla Białorusi niepodległość. Doprowadził do zawieszenia na jej terenie działalności KPZR i Komsomołu, a także do ujawnienia prawdy o ludobójstwie komunistycznym i katastrofie czarnobylskiej. To było zwycięstwo awangardy społecznej. Natomiast znaczna część społeczeństwa nie dojrzała do przyjęcia idei narodowej oraz związanej z nią demokracji i wolności. Pozostała sowiecka, co wykorzystała Moskwa i sprzymierzone z nią na Białorusi siły, przede wszystkim KGB. Teraz partia działa nadal, tyle że w podziemiu. Ale to nie jest marginalizacja.

Poczynając od drugiej połowy XVIII stulecia, od rozbiorów Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Rosja prowadziła politykę wynaradawiania ludności, która znalazła się w obrębie jej granic. Nie udało jej się jednak całkowicie zniszczyć świadomości narodowej. ZSRS działał bardziej skutecznie. Pod koniec okresu sowieckiego nie było już żadnej białoruskiej szkoły. Po uzyskaniu niepodległości, za sprawą wspomnianej wcześniej awangardy społecznej nastąpił okres odrodzenia narodowego. Trwał on jednak zbyt krótko, by przezwyciężyć mentalność sowiecką i utrwalić w społeczeństwie poczucie odrębnej tożsamości.

Rosja rozumie, że podstawą suwerennej państwowości białoruskiej jest tożsamość narodowa, której treścią są przede wszystkim kultura i język. Kwestia demokracji nie stanowi pierwszoplanowego problemu. Jeśli Białoruś będzie wynarodowiona, a więc także pozbawiona suwerennego bytu, to demokracja na niewiele się przyda. Kiedy głowa ścięta, włosów nikomu nie żal. Natomiast porównywanie Białorusi z postsowieckimi krajami Azji Środkowej nie ma sensu. Od przymusowego rozmawiania po rosyjsku Uzbecy nie staną się Rosjanami. Oni różnią się istotnie od nas pod względem religii, rasy, obyczajów. Dlatego należy szukać innych analogii. W XX wieku dzieje Białorusi były bardzo podobne do dziejów Ukrainy. Tyle że my nie mieliśmy takiego regionu jak dawna Galicja Wschodnia, która związana jest historycznie z Europą.

Liczą się fakty, a nie deklaracje. W latach 30. idący ulicami Mińska młody człowiek, który niósł ze sobą jakąś książkę po białorusku, musiał ją mieć schowaną, bo inaczej mogłyby go spotkać represje. Prosty lud to rozumiał i dlatego w miejscach publicznych języka białoruskiego nie używał. Białorusini byli szczególnie podatni na rusyfikację, ponieważ - w przeciwieństwie do np. kaukaskich narodów ZSRS - są Słowianami, a dużą ich część stanowili i stanowią nadal prawosławni.

Nie, to już inna kwestia. Białoruś leży w granicach dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Historycznie należy więc do zrodzonej w średniowieczu cywilizacji, ciągnącej się od Bałtyku po Morze Czarne, niebędącej częścią ani Wschodu, ani Zachodu, ale łączącą w sobie zachodnią racjonalność ze wschodnią irracjonalnością. Naczelną wartością tej cywilizacji jest osoba ludzka, czego w Rosji nie widać. Białorusini są spadkobiercami Wielkiego Księstwa Litewskiego. Obecne usytuowanie geopolityczne Białorusi jest sztuczne.

Nie chodzi tu bynajmniej o wskrzeszanie nieistniejących od wieków państw, lecz o wskazanie pewnej wspólnej dla krajów Międzymorza płaszczyzny kulturowej i historycznej. Białoruś znajduje się w samym środku tego pasa biegnącego od Bałtyku do Morza Czarnego. Dlatego Rosji tak zależy, by sobie ją podporządkować. To jest działanie strategiczne, podejmowane zresztą wspólnie z Niemcami. Bez suwerennej Białorusi wspólna pozycja Polski, Litwy i Ukrainy wobec Rosji pozostaje słabsza.

Opozycja przeciwko Aleksandrowi Łukaszence została stworzona według tych samych schematów, według których KGB tworzyło opozycję na całym świecie. Chodzi o pozorowanie oporu politycznego i kontestacji systemu, by zachowywać kontrolę nad sytuacją. W czołówce tej opozycji jest stara nomenklatura komunistyczna i osoby z otoczenia Łukaszenki. Ich konflikt z prezydentem dotyczy posiadania i metod sprawowania władzy, a nie stosunków białorusko-rosyjskich. Tu nie toczy się walka w obronie niepodległości państwa oraz bytu narodowego i kulturowego. Opozycja ta nie ma na swoim koncie żadnych, nawet minimalnych, osiągnięć. To grono politycznych pasożytów, którzy wykorzystują płynącą z zagranicy tzw. pomoc, by imitować działalność opozycyjną. Żeby nie było wątpliwości, polityka ta jest koordynowana przez Moskwę z Berlinem i Brukselą.

Gra toczy się o władzę na Kremlu. Łukaszenka od dawna aspiruje do prezydentury Rosji. Była już taka sytuacja w roku 1998, kiedy wydawało się, że ją zdobędzie. Pojawił się jednak Putin i KGB postawiło na niego. Łukaszenka pozostał sam, ale jego aspiracje się nie zmieniły. Putin natomiast chciałby pozostać prezydentem na trzecią kadencję, a może i dłużej. Tylko że on nie pojmuje - i ja się temu bardzo dziwię - iż Łukaszenka nie chce być drugi. Przeświadczenie o tym, że prezydent Białorusi przestraszy się przywódcy Rosji, to polityczna porażka Putina. Łukaszenka się nie przestraszył i nie zmiękł.

To jest sztuczny antagonizm, bo - jak już mówiłem - chodzi o to, kto zasiądzie w przyszłym roku na Kremlu. W ZSRS rządziła partia komunistyczna, a jej polecenia wykonywało KGB. Tymczasem w Rosji KGB zagarnęło całą władzę, a oni do polityki podchodzą bardzo brutalnie i prymitywnie. Putin liczył na to, że uda mu się złamać Łukaszenkę i dlatego prowadził rozmowy na temat wspólnego państwa rosyjsko-białoruskiego. Ale się przeliczył.

Tam działa ruch polityczny pod hasłem "Łukaszenka na prezydenta Rosji". Zaangażowało się weń wielu znanych polityków i intelektualistów, którzy chcą Łukaszenkę wykorzystać jako taran przeciw Putinowi. Są wśród nich komuniści Giennadija Ziuganowa, jest Dmitrij Rogozin. Łukaszenka bardzo ostrożnie włączył się do tej gry. Ale na tym naród białoruski może tylko stracić.

p

, ur. 1944, polityk, historyk sztuki. W okresie sowieckim był czołowym białoruskim działaczem opozycyjnym. W roku 1988 odkrył i ujawnił przed światową opinią publiczną prawdę o Kuropatach - miejscu masowych kaźni ludności białoruskiej lat 1937 - 1941. Założyciel i przywódca Białoruskiego Frontu Narodowego. Startował - odpadając w pierwszej rundzie - w wyborach prezydenckich na Białorusi w roku 1994. Od 1996 roku przebywa na emigracji (Polska, USA).

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj