Dziennik Gazeta Prawana logo

Pilotka: Nie wiem, dlaczego kierowca wybrał tę drogę

13 października 2007, 16:31
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
W La Salette byłam w swoim życiu 30 razy i zawsze jechałam dłuższym objazdem. Teraz miało być tak samo. Nie wiem, dlaczego kierowca wybrał krótszą i niebezpieczniejszą trasę - tak zeznać miała pilotka, która jechała z polskimi pielgrzymami. Przesłuchali ją francuscy śledczy, badający przyczyny wypadku pod Grenoble.

Coraz więcej wiadomo na temat przyczyn tragicznego wypadku polskiego autokaru. Prokuratorzy znad Sekwany bardzo sprawnie prowadzą śledztwo. Pod uwagę biorą kilka scenariuszy.

Kierowca jechał szybko i cały czas hamował

Śledczy przesłuchali już m.in. dwóch motocyklistów, którzy tuż przed wypadkiem jechali za polskim autokarem. Ci opowiedzieli, że autobus jechał z prędkością 70 km/h, a światła stopu paliły się cały czas. To oznacza, że kierowca bez przerwy naciskał na pedał hamulca. Na tym trudnym odcinku drogi obowiązuje ograniczenie prędkości do 40 km/h.

To, że kierowca jechał szybko, potwierdza też ocalały z wypadku Józef Mordas. "Rozpędzał się i przyhamowywał. Nie hamował silnikiem, tylko hamulcem. Siedziałem z tyłu autokaru. Przed samym wypadkiem osoby siedzące z tyłu zaczęły krzyczeć, że hamulce się palą. Widzieli dym spod kół" - relacjonował "Gazecie Wyborczej" mężczyzna.

Okazuje się, że 22-letni kierowca wcześniej raz jechał Trasą Napoleona, podobno bardzo szybko. "Gnał jak szalony. Myślę, że na liczniku cały czas była nie mniej niż setka. Byliśmy podobno spóźnieni, a kierowcom się spieszyło, żeby nie przekroczyć czasu pracy" - wspomina w "Gazecie Wyborczej" Peter Schmude, Polak mieszkający w Bonn. Dodaje, że w czasie tamtej wycieczki trasę zaproponowała pilotka. Nie była to jednak ta przewodniczka, która teraz jechała z polskimi pielgrzymami.

Trasę doradził GPS

Francuska prokuratura zdementowała informacje mediów, że do wyboru trudniejszej, ale krótszej trasy namawiali kierowcę pielgrzymi. Zdaniem śledczych, taką drogę wskazał system nawigacji satelitarnej GPS zainstalowany w autobusie. "Kierowca uparcie chciał wierzyć temu, co wskazuje to urządzenie" - mówi Agata Mueck z Orlando Travel, która rozmawiała z ranną pilotką w szpitalu. Jej słowa cytuje tvn24.pl.

Jak podaje TVN24, pilotka miała zeznać, że zawsze, gdy jeździła z pielgrzymami do górskiej miejscowości La Salette, wracała dłuższym, ale bezpieczniejszym objazdem. Dlatego oczywiste było dla niej, że i teraz kierowca wybierze tę drogę. Opowiadała śledczym, że nie pamięta momentu zjazdu na Trasę Napoleona. Wspominała, że rozmawiała wtedy z pielgrzymami. A przecież to nie ona odpowiada za to, by przestrzegać ustawionych na drodze znaków zakazu - podkreślała.

To, że kierowca częściej słuchał GPS-u, a nie pilotki potwierdza DZIENNIKOWI Marcin Szklarski, szef firmy Orlando Travel, która organizowała pielgrzymkę. "Używał go, często spierał się o trasę, tak mówiła moja pilotka" - wspomina.

Co innego mówią kierowcy, którzy współpracowali z Orlando. W rozmowie z DZIENNIKIEM sugerują, że o trasie dowiadywali się w ostatniej chwili. "Prezes twierdzi, że to kierowca decyduje o trasie? Bzdura! Dopiero kiedy podjeżdżaliśmy po pasażerów, pilot przekazywał nam program" - mówi Witold G.

Zabrakło doświadczenia?

Kierowcy zastanawiają się, czy to nie brak doświadczenia 22-letniego kierowcy przyczynił się do katastrofy. W rozmowie z DZIENNIKIEM opisują, w jaki system hamowania wyposażony był autobus scania. Są to trzy układy: nożny, ręczny i trzeci elektryczny bądź hydrauliczny, tzw. retarder. "Kierowca w panice wcisnął nożny, aż go przepalił, a powinien go używać na zmianę po około 30 sekund z retarderem" - wyjaśnia Witold G.

Tymczasem do Francji wybierają się polscy prokuratorzy - podaje tygodnik "Wprost". Chcą brać udział we wszystkich czynnościach podejmowanych przez ich francuskich kolegów. A Ministerstwo Sprawiedliwości chce prosić Francuzów o przekazanie tego śledztwa do Polski. Chodzi o przejęcie całego materiału dowodowego zgromadzonego do tej pory przez francuską prokuraturę. Wniosek w tej sprawie ma być wysłany już dzisiaj.

W wypadku zginęło 26 osób. Trzy wciąż walczą o życie w szpitalu w Grenoble. Pozostali wracają do zdrowia.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj