Dziennik.pl logo

Ścigali się po śmierć

13 października 2007, 16:39
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
W piątek Bartosz Młynarczyk miał obchodzić swoje 26. urodziny. Ale zamiast zdmuchiwać świeczki na torcie, tego dnia spocznie na cmentarzu. Bartek, ofiara wyścigu, przez dwie godziny umierał zaledwie kilka metrów od wraku jednego z aut. Nie zauważył go nikt z ratowników ani kolegów.

To miał być wspaniały letni biwak za miastem. Dziesiątka młodych mieszkańców Sulęcina (woj. lubuskie) bawiła się w pobliskim lesie - pisze "Fakt". Były pieczone kiełbaski, ale też piwo i wódka. Choć na pole namiotowe przyjechali autami, pili wszyscy. Kierowcy też.

Dziś nikt już nie pamięta, kto rzucił hasło, by urządzić wyścigi. Do sportowego audi wskoczyła szóstka młodych ludzi. Tuż obok zaryczał silnik hondy. Ruszyli z piskiem opon.

"Alkohol szumiał w głowach młokosów. I stało się. Jeden nieostrożny ruch kierownicą i honda z potworną siłą uderzyła w bok audi" - pisze "Fakt". Auto wjechało na torowisko i dachowało.

Honda z rykiem silnika zaryła w pobocze po drugiej stronie szosy, ścięła betonowy słupek i wyrzucona jak z katapulty przeleciała kilkanaście metrów w powietrzu.

Z obu aut zaczęli się wychodzić zakrwawieni kierowcy i pasażerowie. "To cud, że nikomu nic się nie stało" - krzyczały dziewczyny, które oglądały wyścig.

Ale nikt nie zauważył Bartka, który jako pierwszy wydostał się z hondy. Pomaga innym wyjść z samochodu, a później, gdy już przyjechały karetki, zmęczony odszedł na bok. Tam upadł i umierał w wysokiej trawie - pisze "Fakt".

Karetki zabierały do szpitala lekko rannych pasażerów i kierowców obu aut. Wkrótce na miejscu pozostali tylko pilnujący wraków strażacy. Nikt nie zabrał Bartka - pisze "Fakt".

Dopiero po dwóch godzinach uczestnicy wypadku doliczyli się, że brakuje jednego z nich. Gdy ratownicy wrócili, znaleźli Bartka kilka metrów od wraku. Już nie żył.

Teraz prokuratura bada, czy akcję ratunkową przeprowadzono właściwie. Ale nie byłoby żadnej ratunkowej akcji, gdyby nie bezmyślne wyścigi paru pijanych młokosów.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj