Dziennik Gazeta Prawana logo

Turcja żegna Atatürka

5 listopada 2007, 12:13
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Na naszych oczach wygasa jeden z najważniejszych eksperymentów modernizacji dokonywanej poza granicami historycznego Zachodu. Kończy się eksperyment tureckiej modernizacji zapoczątkowany przed blisko stu laty przez Atatürka. Tureccy islamiści odnieśli właśnie drugi z kolei sukces wyborczy, jeszcze bardziej imponujący od poprzedniego. Partie opowiadające się za laickością Turcji zostały przez wyborców odrzucone. Na straży laickiego państwa pozostała armia, ale strach jej użyć. Zastosowana przez szacha Iranu w analogicznej funkcji - do powstrzymywania fundamentalistycznej reakcji na modernizację - zawiodła. Armia podążyła za społeczeństwem.

W dzisiejszej "Europie" o zwycięstwie Erdogana opowiada dwóch autorów: William Pfaff i Guy Sorman. Obaj w tonie uspokajającym, ale czy rozumiejącym?

Dla Pfaffa (podobnie zresztą jak dla większości Amerykanów) problemu z reislamizacją Turcji nie będzie, dopóki Ankara będzie lojalnym członkiem NATO. Dla Sormana islam jest dobry, jeśli akceptuje wolny rynek - inne parametry wielkiemu propagatorowi neokonserwatywnej rewolucji amerykańskiej wydają się drugorzędne. To, że Erdogan jest dla Zachodu lepszym islamskim politykiem niż Ahmadineżad, nie ulega wątpliwości. Niemniej otwarte pozostaje pytanie, dlaczego świecka modernizacja nie zdołała zadomowić się poza granicami historycznego Zachodu, a teraz cofa się do swojej kolebki - Europy Zachodniej. Użycie w tym kontekście terminu "Europa Zachodnia", a nie "Unia Europejska" jest zupełnie świadome. Nie jest wcale pewne, po czyjej stronie - sekularnej modernizacji czy religijnej reakcji - opowie się w tym sporze "nowa Europa", np. Polska.

Dlaczego jesteśmy niepewnym sojusznikiem zsekularyzowanej Europy Zachodniej, można się dowiedzieć od Clausa Offego i Imre Kertésza. Odpowiedź lewicowego socjologa Offego jest z poziomu bazy: kraje "nowej Europy" w porównianiu ze "starą" są przerażająco biedne. Pomiędzy biedą a bogactwem narasta napięcie, które może zniszczyć subtelny projekt "wielkiego europejskiego społeczeństwa". Kertész dodaje odpowiedź z poziomu nadbudowy. Państwa Europy Wschodniej przegrały w okresie komunizmu wszystkie własne, suwerenne, rewolucje wolnościowe. Wolność przyszła z zewnątrz, a więc jej instytucje są traktowane przez część społeczeństw postkomunistycznych tak jak europejskie dotacje. Jako jałmużna. Zamiast wdzięczności budzą społeczny resentyment. Skierowany przeciwko darczyńcom.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj