Dziennik Gazeta Prawana logo

Dalej od Europy

5 listopada 2007, 12:13
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Ze wszystkich eksperymentów społecznych początków XX wieku ten przedsięwzięty przez Mustafę Kemala Atatürka okazał się stosunkowo najmniej krwawy i najbardziej trwały. Utożsamiając nowoczesność z laicyzmem i okcydentalizacją, turecki generał przeprowadził w swoim kraju rewolucję kulturalną, której elementami były zakaz noszenia tradycyjnych strojów oraz zmiana alfabetu. Oprócz materialnej zmienić miała się także polityczna kultura Turcji - w roku 1923 jej podstawą stał się, również zaczerpnięty z Zachodu, nacjonalizm. Elity przyjęły te zmiany entuzjastycznie, lecz przekonanie do projektu modernizacji reszty tureckiego społeczeństwa zajęło ponad 80 lat i kończy się, jeśli wierzyć dzisiejszemu gościowi "Europy", amerykańskiemu publicyście Williamowi Pfaffowi, w dość niespodziewany sposób.

Siłą, która umacnia w Turcji demokrację i gospodarkę rynkową - dziś najważniejsze cechy rozwiniętych państw zachodnich - okazała się partia otwarcie odwołująca się do religijnych wartości i muzułmańskich tradycji. Wyborcze zwycięstwo umiarkowanych islamistów jest wyrazem poparcia dla politycznych i gospodarczych reform, jakie wdrażali w ostatnich latach, by spełnić żądania Brukseli, lecz również by osłabić laickich i autorytarnych kemalistów. Równocześnie jednak oznacza ono odrzucenie świeckiego programu Atatürka - a wraz z nim członkostwa w Unii Europejskiej.

p

Partia Sprawiedliwość i Rozwój (AKP) z poparciem przekraczającym 80 proc. uzyskała miażdżącą przewagę w tureckich wyborach parlamentarnych z 22 lipca. Wyniki te są wyrazem powszechnej woli tureckiego elektoratu, by osiągnąć równocześnie dwa cele, które wydają się nie do pogodzenia. Wyniki wyborów dają kredyt zaufania rządowi Recepa Tayyipa Erdogana, który zamierza nadal dążyć do członkostwa Turcji w Unii Europejskiej. Wyrażają też zdecydowane poparcie dla ruchu religijnego obejmującego klasę średnią i warstwy ludowe, który stanowi podstawowy elektorat AKP. Pod tym względem wynik głosowania oznacza odrzucenie świeckich wartości państwowych wprowadzonych w 1923 roku w państwie Kemala Atatürka.

Turecki problem z Europą polega na tym, że Europejczycy (a przynajmniej ich znakomita większość) są gotowi przyjąć świeckie państwo tureckie do UE, natomiast nie chcą w Unii Turcji rządzonej przez coś, co - jeśli nie formalnie, to na pewno w praktyce - jest religijną partią muzułmańską. Powodów ku temu jest wiele, niektóre z nich w sposób oczywisty wiążą się z wojną prowadzoną przez Stany Zjednoczone i ich sprzymierzeńców przeciw ekstremistycznym ruchom muzułmańskim (i w pewnym sensie - w sposób nie całkiem jawny, ale nieunikniony - także przeciw całemu współczesnemu światu islamskiemu). Inne powody mają charakter kulturowy i praktyczny. Kultura europejska została ukształtowana przez chrześcijaństwo i jej współczesne wartości w ten czy inny sposób to odzwierciedlają. Turcja jest też krajem zbyt wielkim, ze zbyt wysokim przyrostem naturalnym. 78-milionowa ludność jest większa od populacji każdego z członków UE z wyjątkiem Niemiec (83 miliony). Obecny francuski rząd deklaruje też, że złoży weto wobec tureckiej akcesji. Nawet jeśli decyzja o niej miałaby być podjęta na drodze referendum we wszystkich krajach członkowskich, Turcja nie miałaby właściwie żadnych szans na przyjęcie do Unii.

Nic nie usprawiedliwia Europejczyków w ich niezdolności do tego, by znacznie wcześniej uczciwie stawić czoła temu problemowi i podjąć działania prewencyjne, takie jak stworzenie dla Turcji odpowiedniej formy stowarzyszenia z UE i rozwijanie wzajemnej współpracy. Pomogłoby to oswoić się z tureckim problemem (jak również problemem innych nie-europejskich państw, które chciałyby przyłączyć się do Unii). Europejczycy nie podjęli żadnych działań z kilku powodów: tureckie członkostwo wydawało się sprawą odległej przyszłości; uznawano, że pomogłoby ono załagodzić napięcia między światem islamu i Zachodem; Stany Zjednoczone sobie tego życzyły; odmowa byłaby dyskryminacją, a poza wszystkim panował letarg, w którym bezkrytycznie pozwalano unijnej demokracji, by uznawała rozszerzanie Unii za kryterium własnego sukcesu. Powinno to być nauczką dla władz politycznych - co może się stać, kiedy przez zaniedbanie pozwala się biurokracji podejmować strategiczne decyzje polityczne.

Sektor przemysłowy Turcji dorównuje przemysłowi takich członków UE, jak Polska i Węgry, ale zdecydowana większość Turków żyje w zacofanych społecznościach rolniczych. Członkowie UE - Hiszpania, Portugalia, Grecja, a nawet członkowie założyciele, tacy jak Włochy czy Francja - posiadali (lub posiadają) bardzo duży, choć zmodernizowany sektor rolniczy. Problem Turcji to jednak również problem liczebności i zacofania dużej części społeczeństwa - posiada ona zbyt liczną warstwę chłopską.

Kemal Atatürk był z pewnością najambitniejszym i najbardziej skutecznym rewolucjonistą epoki nowoczesnej. Przejął władzę w społeczeństwie powszechnie uznawanym za orientalne, które od XV wieku było najpotężniejszym i najbardziej dynamicznym cywilizacyjnie państwem muzułmańskim na świecie. Jego europejskie posiadłości imperialne rozciągały się na Bałkanach: w Grecji, Serbii, Bośni i Albanii. Niegdyś zagrażało ono Wiedniowi i zagarnęło również to, co pierwotnie było wielkim kalifatem arabskim, rozciągając swą nominalną władzę wzdłuż niemal całego północnego wybrzeża Afryki aż po Gibraltar.

Około roku 1914 imperium już od 100 lat było w stanie postępującego rozkładu głównie dlatego, że miało zasadniczo charakter feudalny i choć w razie potrzeby zachowywało się agresywnie, zarządzane było na sposób zdecentralizowany przez władzę nastawioną zazwyczaj tolerancyjnie. Państwo działało za pośrednictwem tradycyjnych elit i arystokracji oraz lokalnych, wspólnotowych, plemiennych i religijnych przywódców. Nie mogło poradzić sobie z naciskami modernizujących się imperiów - austro-węgierskiego i rosyjskiego - ani z nową dynamiką ludowego nacjonalizmu, uwolnioną na początku XIX wieku.

Atatürk chciał uczynić z Turcji - pozbawionej swego imperium w wyniku klęski, podobnie jak jej niemiecki sprzymierzeniec - państwo nowoczesne. Za jego rządów islam przestał być religią państwową - Atatürk wymusił reformę religijną. Wprowadził zsekularyzowany system edukacyjny. Zastąpił arabskie pismo, w którym zapisywano język turecki, alfabetem europejskim. Ustanowił demokratyczne wybory, zmodernizował administrację i armię, którą obarczył zadaniem obrony wszystkich swoich reform - jeśli było to konieczne, także poprzez obalanie wybranych rządów, które te reformy odrzucały (stało się tak czterokrotnie). Wyciszył lub przyjął separatystyczne żądania mniejszości narodowych. Podkreślał też znaczenie "tureckości".

Atatürk zmarł w 1938 roku. Chciał uczynić z Turcji nowoczesne państwo europejskie i wierzył, że przeznaczeniem Turcji jest stać się europejską potęgą. Niewątpliwie uznałby członkostwo w Unii Europejskiej za zgodne ze swoją wizją europejskiej Turcji. Tureckim elitom od początku istnienia republiki wpajano europejskie orientacje i ambicje. Elity te uległy już europeizacji i wypłynęły na szersze międzynarodowe wody - zajmują wysokie międzynarodowe stanowiska i w pełni uczestniczą w dzisiejszym, międzynarodowym ładzie politycznym. Bez wątpienia Turcja ma przyszłość jako partner Europy, ale nie w charakterze aktywnego uczestnika kulturowej walki z politycznym islamem - jak wielu chciałoby ją dziś widzieć. Atatürk uważał, że powołaniem Turcji jest bycie krajem suwerennym i niezależnym, odrębnym i wyjątkowym. To może być właśnie droga, którą pójdzie teraz Turcja. Może ona stać się raczej partnerem UE niż jej kolejnym członkiem.

p

, ur. 1928, publicysta, komentator polityczny, znawca stosunków międzynarodowych. W swoich książkach zajmował się tak różnymi tematami, jak amerykańska polityka zagraniczna, nacjonalizm, związki romantyzmu z przemocą oraz kulturowe wpływy Zachodu w świecie niezachodnim. Od ponad ćwierć wieku jest komentatorem "International Herald Tribune", jego teksty ukazują się także w prasie niemieckiej, francuskiej i brytyjskiej. Mieszka w Paryżu. W numerze 130 z 30 września ub.r. opublikowaliśmy jego głos w ankiecie "Wojna starej i nowej Europy".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj