Piotr kochał samoloty od najmłodszych lat. Latanie było jego pasją. Piękną, ale jakże ryzykowną. Już jako dorosły mężczyzna Piotr Sikorski spełnił swoje marzenie - pisze "Fakt". Razem z bratem kupił awionetkę i kiedy tylko mógł, zasiadał za jej sterami.
22 lipca rodzinę zabrał w Bieszczady. Do samolotu wsiadła prawie cała rodzina: on, jego żona Aleksandra i ich starszy synek Mikołaj. "Rodzice zdecydowali, że Adaś jest za mały na taki lot. Został w domu z opiekunką i dziadkami" - pisze "Fakt".
Piotr tuż przed lądowaniem na stoku w Wermieniu niedaleko Leska, podjął decyzję, że polecą jeszcze nad Solinę. Kiedy chciał podnieść samolot wyżej, okazało się, że ma na to zbyt małą prędkość. Awionetka runęła w dół. Spadła na drzewa i momentalnie stanęła w płomieniach. Spłonęła doszczętnie. Policja miała kłopoty z identyfikacją ciał.
Półtoraroczny Adaś został na świecie sam. Teraz rodzina chce zadbać o to, by dziecku nie stała się krzywda. "Nagle jednak okazało się, że jest zbyt wiele osób, które chcą się zająć chłopcem: jego wujek Adam i jego dziadkowie" - pisze "Fakt".
Każda ze stron uważa, że to właśnie ona da sierocie najwięcej miłości i zapewni odpowiedni byt. Rozpoczęli prawdziwą walkę o chłopca.
Adam Sikorski - pamiętając o przysiędze złożonej bratu - wraz z żoną, przygarnęli malucha. U nich, w willi w podwarszawskim Konstancinie niczego mu nie zabraknie. Będzie miał dwie starsze siostry, które już tak mocno go pokochały.
"Traktujemy go jak własne dziecko, nie wyobrażam sobie, że Adaś mógłby mieszkać z kimś innym" - mówi Magdalena, żona Adama Sikorskiego. "On teraz potrzebuje dużo ciepła. W nocy czuwamy przy Adasiu na zmianę. Często budzi się zapłakany" - opowiada kobieta.
Nie wiadomo jednak, jak długo chłopiec zostanie w ich domu. Bo Adasiem chcą też zaopiekować się rodzice jego zmarłej matki - pisze "Fakt".
"Straciliśmy córkę, starszego wnuczka i zięcia. Tylko Adaś nam pozostał. Jesteśmy jego rodziną" - mówią "Faktowi" Anna i Lech P. Dziadkowie chcą uzyskać pełne prawa do opieki nad dzieckiem. Częstochowski sąd wydał już postanowienie w trybie natychmiastowym. Przyznał dziadkom tymczasową opiekę. Kilka dni później nakazał wydać im dziecko do 9 sierpnia.
Adam Sikorski złożył jednak zażalenie na tę decyzję. Jest przekonany, że tam Adaś nie będzie miał tak dobrze, jak u nich. Poza tym wciąż pamięta o danym bratu słowie.
"Ta decyzja nie jest dobra dla dziecka" - tłumaczy "Faktowi". "U nas Adaś wychowywałby się wśród dzieci, w dostatnim, szczęśliwym domu. Dziadkowie, choć na pewno bardzo kochają wnuka, mają już swoje lata. Oni podejrzewają, że chcemy malca tylko dlatego, że to on jest spadkobiercą połowy firmy, którą prowadziłem z bratem. Nic z tych rzeczy! Do czasu, kiedy Adaś skończy 18 lat, jego majątkiem może zarządzać kurator. Ja nie chcę niczego, co należy do bratanka" - zarzeka się wujek chłopca.
Decyzja sądu nie jest prawomocna. Na razie chłopiec ma trafić do dziadków, ale to, kto w końcu zostanie jego prawnym opiekunem, nie jest jeszcze przesądzone. "Przed sędziami bardzo trudna decyzja. Rozpatrując sprawę półtorarocznego malca, musi brać przede wszystkim pod uwagę dobro dziecka" - pisze "Fakt".