(1908 - 1984)
Znakomite wykształcenie, anarchistyczne skłonności, buntownicza a zarazem głęboko moralistyczna postawa życiowa, która tego aktywnego niegdyś komunistę zaprowadzi pod próg świątyni, pozwoliły George'owi Oppenowi nie zostać pupilkiem salonów i akademii. Jego wiersze - skupione, precyzyjne, ascetyczne - czyta się jak miniaturowe traktaty filozoficzne. Związany z takimi twórcami, jak W.C. Williams, Charles Reznikoff, Louis Zukofsky pod opiekuńczym okiem Ezry Pounda współtworzył jedną z najbardziej wpływowych grup poetyckich XX wieku. Zarazem bohaterskie i traumatyczne doświadczenia wojenne spowodowały, że na 20 lat osiadł w Meksyku, porzucając pisanie. Kiedy w końcu wrócił do Stanów i opublikował nowy tom wierszy, w 1969 roku zgarnął Pulitzera.
p
Veritas sequitur...
W najpiękniejszym mateczniku
Kładą się dzikie jelenie...
Ach, więc one są tam!
W ich oczach
Żadnego wysiłku, drobnymi zębami,
Miękkimi wargami
Łaszą się do trawy;
Jej korzenie
Wiszą im u pysków,
Rozmiatając ziemię między drzewa.
Bo one są tam!
Na jelenie ścieżki,
Wyskubane w łąkach,
Źdźbła rzucają cienie
Spod samego słońca.
Skromne rzeczowniki
Głośno wyznają wiarę
W to, co spłoszyło jelenie
A czego one teraz wypatrują.
Ulice San Francisco są moim
Ojcem i matką - mówiła
O sobie do gości zebranych w salonie
Z oknami wychodzącymi na wzgórza
I na zatokę w dole. Wyobraziliśmy ją sobie,
Przechadzającą się w leśnej przeszłości
Zachodniej metropolii... a jej matka...
Nie, to nie to miasto,
To moja starsza siostra. Pamiętam,
Ratownika z plaży, który nam oznajmia,
Że właśnie skończyła się wojna.
To była pierwsza wojna światowa,
Pół wieku temu, moja siostra miała
Czerwoną wstążkę we włosach.
Jej piersi
Są nagie, dalej łagodne
Wgłębienie w ciele
Pod pachą, skąd napięte
Ścięgna wypinają małe
Piersi bez żenady; sutki
Tknięte tą intymną
Wrażliwością,
Która dotknięta, dotknęłaby ją
Do głębi. Wyprostowana,
W wysokiej trawie stoi.