Ukraiński poeta, prozaik, dziennikarz, krytyk, eseista, laureat nagród literackich Pochodnia i Młode Wino. Autor zbioru poezji "Krótkie i długie" (2003), wydał też wspólnie z B.-O. Gorobczukiem i P. Korobczukiem książkę "Całodobowo!" (2007). Podobnie jak znani już dobrze w Polsce młodzi poeci z Kijowa i Lwowa, Kocarew ulega fascynacji wierszem białym (na Ukrainie wciąż jeszcze postrzeganym jako rewolucyjna nowinka techniczna) i sprozaizowanym tokiem wypowiedzi, zdecydowanie jednak różni go od nich zamiłowanie do efektów sentymentalnych, niekiedy tylko przełamywanych ironicznym zgrzytem. Jego poezja zdaje się nieco trącić myszką, zwłaszcza że nader często operuje materią wspomnienia. W tym jednak tkwi też jej niezaprzeczalny urok.

p

Kolor pleców

Ta dzielnica na zaokrąglonym końcu miasta
Przekątnych ścieżek i wieżowców,
Wielu wielopiętrowców.
Do zapadliska bezkresnej misy
Wlewa się powietrze,
Wiosenne, przytłumione, nieomal dymowe.
Ech, wiosna,
Tony wieczornego powietrza
I najlepiej je widać
Spod półodkrytej plandeki ciężarówki.
Znowu wiosna
I co za absurd:
Nagle nie wiedzieć czemu chcesz
Znać wszystkie języki romańskie
I śpiewać w nich sprężyście
Zaokrąglonymi ustami.
To jakby tańczyć z nieznajomą dziewczyną
Na śródziemnomorskim brzegu,
Tańczyć - tańczyć i tak nie poznać się.
Drzewa na wybrzeżu mocniej świecą
Na zadziwiony księżyc, na mroczne restauracje.
To nieznajomy kolor jej pleców
Pomiędzy białymi nadmorskimi drzewami
Na zawsze zostanie w twojej pamięci.
To znaczy zostałby.
Wybacz.
























Zielone okna ATS*

Ech, Olu - Olu - Olu!
Nie wiem nawet, gdzie teraz mieszkasz,
Kilka lat temu, wiem, że byłaś z jednym policjantem,
W jakimś nieurządzonym mieszkaniu,
Gdzieś tam, w pobliżu stadionu.
A mieszkałaś w pokoju z zieloną lampą,
Z zielonymi tapetami,
Zielony przedpokój był w twoim mieszkaniu,
Zielony dzwonek i zielony flet,
Nawet gładki budynek brudnozielony,
A pod twoją białą - białą skórą
Kołysały się zielone żyły.
Pamiętasz, jak ogromniała wiosna
I wszystko kryła już nie topniejąca woda?
Jak skuwaliśmy się wódą i niedźwiedzią krwią,
Jak graliśmy w butelkę i długo całowaliśmy się,
A za twoimi plecami bez migotania świeciły
Też tak zielone wąskie okna ATS?
Tak sobie myślę, że ty to pamiętasz,
A i dla mnie to bardzo epizodyczne obrazy,
Tyle co przyzwyczaiłaś się do szkoły - a się skończyła,
Jak wiosna,
I już po dyskotece na cześć ostatniego, kurwa, dzwonka.
Zaciągnąłem jedną dziewczynę na dach tego budynku,
Mówię: "No dawaj! Chodź ze mną na dach!
Bo i co tam innego wyniesiesz z tego wieczoru?",
Lecz ona nie zgodziła się poleźć ze mną na ten dach,
Nie chciała niczego wynosić z tego wieczoru,
I ja też, Olu, niczego z niczego nie wyniosłem,
Oto chyba odczucia, jakie miałem idąc w nocy do domu,
A cienie silnego młodego listowia
Ruszały się w pomarańczowej kałuży latarni
Koło Poczty Głównej.
W ogóle nie rozumiem,
Po co to wszystko wspominam?

































Wspomnienia miłosne

Reklama

Jeśli nawet nie pamiętam,
Na jakim instrumencie
Grała w szkole muzycznej
Jeśli nawet nie przypominam sobie,
Czy spostrzegłem jej pierwszą zmarszczkę,
Kiedy powiedziała: "Nie znajdziesz!",
Jeśli na pewno mogę wspominać
Jedynie jak goniłem i dogoniłem jej autobus,
Łykając płucami cały park drzew,
Naszych zielonych płuc,
Jeśli tak,
Czy można uwierzyć w to, że to też była prawdziwa miłość?
Czy można uwierzyć w to, że co wieczór
Odnajdywaliśmy w sobie
Po niewielkiej, niezbyt wspaniałej,
Ale ciepłej i gładko utoczonej gwieździe
I przynosiliśmy je jedno drugiemu?
Czy można?
















przeł. Maria Pastyrczyk i Adam Wiedemann