(1915 - 1968)
Poeta, pisarz, zakonnik. Urodził się we Francji, kształcił w Anglii i Stanach Zjednoczonych. Wcześnie obudził się w nim talent literacki - pisał powieści i wiersze. Wkrótce jednak poczuł w
sobie powołanie zakonne. W 1942 roku wstąpił do zakonu trapistów w klasztorze Gethsemani w stanie Kentucky. Już jako zakonnik pisał i wydawał książki, które zdobyły mu światową sławę.
Obok poezji były to dzieła religijne, jak "Znak Jonasza" czy "Nikt nie jest samotną wyspą" i książki medytacyjne (m.in. "Myśli w
samotności", "Życie i świętość"). Najsłynniejszą z nich jest jego autobiografia z 1948 roku "Siedmiopiętrowa góra". Najbardziej znane zbiory
poezji to "A Man in a Divided Sea" oraz "Figures of an Apocalypse", z którego pochodzi zamieszczony tu poemat.
p
Krajobraz Bestii
Tam, ku wschodnim brzegom morza,
Gdzie dymy się kłębią w czasze miast spalonych,
Ostatnich ludzi delegacje stoją
Czekając na to co biznes siedmiogłowy
Obiecał nam w swych nieujawnionych głębiach:
Widzieć owe trąby i diademy,
Słyszeć siedem głosów bluźnierstwa śmiertelnego.
Ku zachodowi zaś, gdzie inne są wody, gładkie jak jedwabie,
W szarzejącym wieczorze falują niosąc wątłe blaski
Zamglone od dymu wypalonych sal
Ostatni ludzie czekają by ujrzeć to coś, siedmiogłowe.
Gromadzą się wokół głośników
Z insygniami na swych wychudłych trwożnych piersiach
Powiewając znakami swych masońskich rytów.
Co stanie się, kiedy ujrzą te głowy, te rogi
Wyszarpujące się z połyskliwego morza?
Jakże odsłonią swoje czoła i pokażą ręce
I ścierpią ostatnie niezatarte znamię,
I ból z wypalonej liczby tego zwierza,
I obrzydłe imię piekące wieczyście?
We wnętrzu lądu, nie bardzo daleko, gdzie tłum samolotów
Huczy jak rój trzmieli dokoła ruin zwyczajnego miasta,
Płynący rzeką siny smok, pośledni
Wynurza się z błotnistych wód na ląd pobaraszkować chwilę.
Wychodzi na bezdroża brzegu
Tocząc się wśród popiołów spustoszonych krain
Lecz nikt się nie ogląda, ani się zdumiewa
Tym tułowiem szarym, który w słońcu bladym blaskiem błyska.
Któż tłumy zgromadzi, by w ten czas gniewu oglądać całkiem normalnego smoka,
Albo podziwiać te łuski zwyczajne jak grzech?
Tymczasem na popękanych skałach gór południa
Nikt nie dostrzega krążących aniołów:
Ani nie widzi iskier krzesanych spod kopyt
Rumaków rwących, śnieżnobiałych.
I nikt nie słyszy, ani się nie lęka muzyki błyszczących mieczy
(A na północy, północy, cóż jest do patrzenia?
Któż zdoła opisać terror na ruinach ulic? I któż się ośmieli patrzeć kiedy
ptaki
Dziobami złotymi dźgają modre oczy mordowanych świętych?
Gdy nikt nie słucha
Cichych drzew
Gdy nikt nie zauważa
Słońca na kałuży.
Gdy nikt nie czuje
Pierwszej kropli deszczu
Nie widzi gwiazdy ostatniej
Nie wita wczesnego poranka
Nad ogromnym światem
W czas pokoju poczętym
A kończącym się szałem:
Samotny ptak siada w ciszy
Śledzi pracę Boga:
Obrót liścia jednego,
Dwa opadające kwiaty,
Dziesięć kręgów na stawie