W środę SA częściowo uwzględnił apelację wydawcy i naczelnego "SE", pozwanych przez znanego dziennikarza i jego żonę za serię tekstów tabloidu z lat 2007-2008 r. W marcu br. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał zasadniczą część pozwu Lisów i nakazał pozwanym przeprosiny w wielu mediach oraz zapłatę powodom w sumie 250 tys. zł (żądali 400 tys. zł).

Reklama

SO uznał, że "SE" uporczywie naruszał dobra osobiste małżeństwa, mając na celu "rozrywkę dla czytelników poprzez ośmieszanie powodów". "Choć powodowie są osobami publicznymi, także mają prawo do ochrony prywatności, o której można pisać tylko, jeśli ma ona funkcjonalny związek z ich zawodowymi obowiązkami" - podkreślił SO.

Nakazał pozwanym przeprosiny, za to, że sprzecznie z prawem rozpowszechniali informacje z życia prywatnego, informacje nieprawdziwe i zdjęcia z życia prywatnego, wykonane niezgodnie z prawem. Oświadczenia miały być opublikowane w "SE" i w sześciu plotkarskich serwisach internetowych (bo przedrukowały one treści "SE"). SO nakazał też "SE" zaprzestanie dalszego naruszania prywatności Lisów oraz ich "śledzenia".

Za naruszające dobra powodów SO uznał większość inkryminowanych publikacji "SE", np. artykuł pt. "Lis jest kiepski w łóżku"; artykuł, że Lis "potrzebuje dentysty" ze zwrotem "zajrzeliśmy do paszczy Lisa"; doniesienia, jak Hanna Lis walczy o alimenty; twierdzenia o rzekomym "staranowaniu" przez nią auta przygodnych ludzi (faktycznie byli w nim paparazzi z jednej z agencji pod jej domem) oraz zarzuty o stronniczość programu Lisa w TVP o pobiciu policjantów przez znanych piłkarzy (według "SE" Lis "bronił chuliganów"). Zdaniem SO, prywatność powodów naruszyły też informacje "SE" o ich domu. SO uznał jedynie, że "SE" miał prawo pisać o zarobkach Lisa w TVP, bo krytykę kierowano wobec zarządu telewizji publicznej.

SA zmienił kilka punktów wyroku SO. Ocenił, że w kwestii "stłuczki" "SE" miał prawo do swych ocen zdarzenia, bo to powódka - jak zeznał świadek uznany przez SA za wiarygodnego - kilka razy uderzyła swym zderzakiem w auto paparazzich. Było wtedy ciemno, a ona - według SO - miała prawo się zdenerwować całą sytuacją, bo dwójka jej dzieci była wystraszona zajściem.

Zdaniem SA "SE" miał też prawo krytykować program Lisa w TVP. "Można odnieść wrażenie, że w programie nieco lepiej byli traktowani piłkarze niż policjanci" - uzasadniał sędzia SA Zbigniew Cendrowski. Słowa "SE" sędzia uznał za realizację prawa do krytyki. Według SA gazeta nie naruszyła też prywatności Lisów, pisząc o ich domu, bo oni sami o nim wcześniej mówili w mediach.



SA uchylił zakaz "SE" śledzenia Lisów i publikowania ich zdjęć wykonanych z ukrycia. "Brak dowodów na taki sposób uzyskania informacji" - mówił sędzia. Z tekstu przeprosin SA usunął słowa o zrobieniu Lisom zdjęć "niezgodnie z prawem". Ponadto SA uznał, że pozwani nie muszą zamieszczać przeprosin w serwisach internetowych, bo "wcześniej czy później każdy tekst znajdzie się w internecie".

SA podzielił zaś opinię SO o bezprawności pozostałych naruszeń dóbr Lisów przez "SE". Według SA z 12 zakwestionowanych artykułów gazety, za cztery z nich pozwani nie muszą przepraszać. Obniżenie kwot zadośćuczynienia SA wyjaśnił zmniejszeniem zakresu przeprosin oraz "współmiernością" nowych kwot wobec naruszenia dóbr powodów.

Strony mogą jeszcze złożyć kasację do Sądu Najwyższego, ale nie wstrzymuje to wykonania wyroku. W SA nie stawili się ani powodowie, ani ich adwokat. "Zastanowimy się czy składać kasację" - powiedział PAP naczelny "SE" Sławomir Jastrzębowski. "To jest pyrrusowe zwycięstwo Lisa, bo z wyroku SA wynika, że w wielu punktach mieliśmy rację" - dodał.

PAP ustaliła, że wydawca "SE" i Jastrzębowski pozwali Hannę Lis za "niezgodne z prawdą oskarżenie o sprowokowanie przez reporterów i fotoreporterów +SE+ lub osoby działające na zlecenie redakcji tej gazety" sytuacji pod jej domem, która skończyła się opisaną "stłuczką". Pozew żąda od niej przeprosin i wpłaty 50 tys. zł na cel społeczny. "W aucie, o którym mowa, byli freelancerzy, a nie ludzie z +SE+, a zdjęcia kupiliśmy na wolnym rynku" - powiedział Jastrzębowski.