Bogusław Lasota, obecny kierownik działu spraw pracowniczych w Polskim Radiu, przedstawił się jako zwolennik obecnego prezesa spółki Jarosława Hasińskiego. Podkreślał, że Hasiński "ruszył skostniałą lawę", jaką było PR; przypomniał wdrażane obecnie w spółce projekty internetowe jak 85 kanałów na 85-lecie radia, trwającą digitalizację archiwaliów, projekt Radio na Wizji, który - jak zakłada - może przynieść ok. 20 mln zł przychodów w skali roku.

Reklama

Nie odpowiedział jednak wprost czy, gdy wejdzie do RN, będzie wspierał jego kandydaturę. Podkreślał, że każdą z kandydatur trzeba będzie rzetelnie i dokładnie przeanalizować, "to nie może być łapanka" - podkreślał.

Według Lasoty, problem wpływów politycznych w polskich mediach publicznych to coraz mniej dotkliwa choroba. Zaznaczył, że patrząc z perspektywy 30 lat pracy w mediach publicznych, może stwierdzić, że "było gorzej". "Ostatnimi czasy idzie ku lepszemu, już nie ma walki o stołki, ta partia tyle, ta tyle, mogę to powiedzieć autorytatywnie jako kadrowiec". Wyraził jednocześnie pogląd, że nie ma mediów w pełni niezależnych, zawsze od czegoś one zależą lub mają swoją linię, media publiczne zależą np. od abonamentu.

Podczas rozmowy poruszony został też temat sporów sądowych, jakie Lasota toczył m.in. z "Życiem Warszawy" w sprawie stawiającego go w niekorzystnym świetle tekstu "Publiczna seksmisja". Lasota przedstawił kopię orzeczenia sądowego, które nakazywało "ŻW" przeprosiny za artykuł (gazeta pisała m.in. o przypadkach ekscesów i molestowania, do jakich miało dochodzić w rzeszowskim ośrodku TVP w czasach, gdy kierował nim Lasota - PAP).

Tomasz Sieniutycz, obecny przewodniczący RN Polskiego Radia, także bardzo pozytywnie wyrażał się o działaniach obecnego prezesa PR. Podkreślał, że głównie jego zaletą jest wzrost przychodów spółki, która jeszcze w 2008 r. odnotowała ponad 15 mln zł straty. W 2009, kiedy pod koniec roku do zarządu wszedł Hasiński strata była "symboliczna" 1,5 mln zł, a na 2010 r. przewidziany jest zysk.

Reklama

Sieniutycz wskazywał, że nie tyle wynika to z cięcia kosztów, które w PR są na podobnym poziomie jak były, ale ze wzrostu przychodów, które zmieniły też swoją strukturę. Zaznaczył, że wpływy z abonamentu spadają i według szacunków na koniec 2010 r. będą o ok. 15 mln zł niższe niż w roku ubiegłym. Dlatego, jak mówił, obecny zarząd postawił na wzrost przychodów z reklamy oraz pozostałej działalności spółki, związanej m.in. ze sprzedażą nagrań.

On także przypominał o projektach internetowych PR: Radio na Wizji, 85 stacji internetowych na 85-lecie. Według niego zarząd pokazał w ten sposób na jakim polu może konkurować z mediami komercyjnymi oraz jak w nowoczesny sposób realizować misję nadawcy publicznego.

Według Sieniutycza, "praca na rzecz mediów publicznych to pewnego rodzaju służba państwowa, tak jak praca w ministerstwie, czy w KRRiT". "Tak to traktuję" - mówił Sieniutycz, dodając, że stara się o reelekcję do RN, bo traktuje to jako swój obywatelski obowiązek.

Tadeusz Sznuk, wieloletni dziennikarz PR, podkreślał, że podstawowym produktem PR powinien być program, "reszta to produkty uboczne". Sznuk zaznaczył też, że PR powinno nadawać "program, a nie format i kierować go do słuchacza, a nie do targetu".

Recenzując internetowe projekty PR mówił, że to bardzo pieknie, iż mamy 85 kanałów na 85-lecie radia, na 100-lecie zapewne będzie 100 kanałów, ale bogate archiwa PR przede wszystkim powinny być wykorzystywane w tradycyjnym programie PR, na jego głównych antenach. Poza tym, jak podkreślał, żeby dobrze wykorzystywać archiwa trzeba je znać, tymczasem większość ludzi, którzy je tworzyli, odeszła ze spółki.

Sznuk wskazywał na potrzebę powrotu do najlepszych tradycji PR. "Dobra rozmowa przed mikrofonem, dobry, ciekawie zapowiedziany koncert - to jest misja" - mówił. Przypomniał, że w radiu funkcjonowały niegdyś redakcje programów dziecięcych, oświatowa. "To poznikało, bo zaczęto przenosić ciężar na funkcje rozrywkowe i quasi polityczne" - mówił Sznuk, dodając, że PR powinno wrócić do dawnej roli kulturalno-oświatowej.

Sznuk podkreślał, że PR jest "szczególną firmą, której właścicielami są wyłącznie odbiorcy". Chciałby, żeby nowy zarząd spółki był jednoosobowy. "Nie jestem zwolennikiem szerokich kręgów kierowniczych (...). Jeden mądry dyktator, z otwartą głową i umiejętnością kształtowania programu - bo tylko w ten sposób można tego typu instytucją kierować" - mówił kandydat.

Według niego PR "przeładowane jest osobami, które nie służą produkcji programu". Opowiedział się za "reintegracją" regionalnych spółek radiowych i tzw. dużego radia w jeden organizm, tak, by nie finansować 18 rad nadzorczych i ich sekretariatów. Podkreślił jednak, że obok modernizacji i restrukturyzacji nie można zapominać o tym, że podstawowym zadaniem PR jest udział w produkcji dóbr kultury.